Tottenham wreszcie odetchnął: Kulusevski wrócił, a Koguty wygrali po 526 dniach cierpienia
"W końcu się udało. Tottenham wygrał mecz, Kulusevski wrócił po długiej przerwie. Tottenham prezentował się całkiem nieźle w ostatnim starciu z Manchesterem United. Na Old Trafford wygrać się nie udało, ale udało się zremisować, grając w dziesiątkę. Po meczu Roberto De Zerbi zabrał drużynę na wyjazd integracyjny do Marbelli i chyba podziałało, bo tuż po nim jego podopieczni pokonali Coventry City, odnosząc pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Dzięki temu w końcu wydostali się z dna tabeli. 526 dni. Tyle czasu zajął Dejanovi Kulusevskiemu powrót na boisko po przewlekłej kontuzji kolana, której doznał w maju 2025 roku. To miał być niegroźny uraz, Szwed miał jeszcze zdążyć na finał Ligi Europy. Skończyło się kilkoma zabiegami, komplikacjami i przeciągającym się powrotem. Szwed mógł zwątpić i choć pewnie zdarzyły mu się takie momenty, to wrócił. De Zerbi wpuścił go na boisko w 87. minucie. Wychowanek ukąsił beniaminka Choć Coventry zaczęło zmagania w Premier League od czterech porażek, to w dwóch ostatnich meczach odniosło zwycięstwa nad Nottingham Forest i Newcastle United. Szczególnie przekonująco podopieczni Franka Lamparda rozprawili się ze Srokami, które pokonały aż 4:1. W meczu na Coventry Building Society Arena wychodziło im niemal wszystko. Uskrzydleni ostatnimi sukcesami The Sky Blues przełożyli ten entuzjazm na pierwsze minuty wyjazdowego starcia z Tottenhamem. Mimo że to Koguty częściej dłużej się przy piłce, częściej w polu karnym rywali pojawiali się goście. Żadna z akcji zakończonych strzałami Brandona Thomasa-Asante czy Tatsuhiro Sakamoto nie napoczęła jednak Spurs. Niecały kwadrans wystarczył, by podopieczni Roberto De Zerbiego wygasili w rywalach ten ogień. Zrobił to James Maddison, który znalazł się w wyjściowym składzie pierwszy raz od maja 2025 roku. Po tym, jak z Jayem Dasilvą łatwo poradził sobie Mohamed Kudus, piłkę przed polem karnym zgarnął właśnie Maddison, czyli wychowanek Coventry i po pięknym strzale w okienko pokonał Carla Rushwortha. Do przerwy więcej goli już nie oglądaliśmy, choć aż prosiło się, by gospodarze podkręcili tempo. Tymczasem, oprócz nieuznanej bramki Dominica Solanke po wyraźnym spalonym Andy’ego Robertsona i kolejnego strzału napastnika Kogutów, pod bramką gości działo się niewiele. Tottenham wydostał się ze strefy spadkowej Aby Tottenham wziął się w garść i powalczył o pierwsze w tym sezonie zwycięstwo, ekipa De Zerbiego potrzebowała ciosu tuż po zmianie stron. Już w 50. minucie po dość przypadkowej akcji gola na 1:1 strzelił Jack Rudoni. Po tym faktycznie oglądaliśmy Tottenham często przedostający się w pole karne rywala. Kilka razy próbował Sandro Tonali, ale po jego strzałach piłka lądowała na trybunach. Tuż przed upływem godziny gry zabłysnął natomiast Omar Marmoush, który obrócił się z rywalem na plecach po podaniu od Robertsona i popisał się niemal tak pięknym uderzeniem, jak wcześniej James Maddison. Rushworth próbował jeszcze interweniować, ale kolejny strzał zza pola karnego wylądował w jego bramce. Wydawało się, że gol Egipcjanina może zostać anulowany, bo podczas obrotu przypadkowo uderzył rywala łokciem, ale VAR utrzymał decyzję sędziego z boiska. Premierowy gol Marmousha w barwach Tottenhamu! Spurs prowadzą z Coventry! Oglądaj w CANAL+: https://t.co/1wptvdwN5f https://t.co/hictSIR5gp — CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 19, 2026 Coventry nie było już w stanie odpowiedzieć, a w samej końcówce dobił je wprowadzony z ławki Ben Davies. Znowu fatalnie zachował się Rushworth, który po prostu musiał obronić ten strzał, a kolejny raz nie dał rady interweniować przy uderzeniu zza pola karnego. Kibice Tottenhamu mogą choć na chwilę odetchnąć z ulgą. Ich zespół wygrał pierwszy mecz w tym sezonie, przestał okupować ostatnie miejsce i wydostał się ze strefy spadkowej. Najbliższy czas na dnie tabeli spędzi Sunderland, który niebawem zmierzy się w Lidze Europy z Lechem Poznań. Tottenham – Coventry City 3:1 (1:0) 1:0 – J. Maddison 14′ 1:1 – J. Rudoni 50′ 2:1 – O. Marmoush 59′ 3:1 – B. Davies 90+6′ ZOBACZ RÓWNIEŻ Pali się pod stołkiem De Zerbiego, a Richarlison dorzuca drew Przeznaczenia nie oszukasz. Manchester United i Tottenham bez wygranej Tottenham płacił za niego 60 baniek. Zaczął strzelać… w rezerwach Fot. Newspix Artykuł W końcu się udało. Tottenham wygrał mecz, Kulusevski wrócił po długiej przerwie pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł W końcu się udało. Tottenham wygrał mecz, Kulusevski wrócił po długiej przerwie pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Zarezerwuj wymarzone wakacje w najniższej cenie! Sprawdź oferty Last Minute i ciesz się słońcem.
Premier League w sezonie 2026-2027 to liga, w której każdy mecz może być decydujący dla przyszłości klubu. Tottenham Hotspur, mimo ambitnych planów Roberto De Zerbi, walczył o utrzymanie w dolnej części tabeli, szczególnie po serii słabych wyników, w tym porażce 0:2 z Liverpoolem, która pokazała, jak trudno jest Kogutom walczyć o punkty w najwyższej klasie rozgrywkowej. Szczególnie bolesnym ciosem dla fanów było długotrwałe wyłączenie Dejana Kulusevskiego, który po kontuzji kolana w maju 2025 roku nie mógł wrócić do pełnej sprawności przez 526 dni. Jego powrót był nie tylko kwestią sportową, ale i emocjonalną – Szwed stał się ikoną klubu, a jego nieobecność odczuwalna była zarówno w grze, jak i na trybunach. W międzyczasie Coventry City, beniaminek ligi, zaskoczył wszystkich dynamiczną grą, pokonując w ostatnich meczach takie kluby jak Nottingham Forest i Newcastle United. Ich forma była tak silna, że nawet na wyjeździe w Tottenhamie mogli liczyć na zwycięstwo, co dodatkowo podkreślało presję na De Zerbi’ego, który musiał szybko odbudować zaufanie do drużyny. Wszystko to rozgrywało się w kontekście rosnącej konkurencji w Premier League, gdzie każdy punkt ma wagę, a kluby walczące o utrzymanie muszą liczyć na każdego zawodnika w składzie.
Powrót Kulusevskiego do składu Tottenhamu po ponad roku przerwy to nie tylko sukces medyczny, ale i taktyczny. Jego obecność na boisku w 87. minucie meczu z Coventry City symbolizuje odrodzenie się zespołu, który wreszcie mógł odetchnąć po długiej serii porażek. Zwycięstwo 3:1 nie tylko wyprowadziło Koguty z dolnej części tabeli, ale także pokazało, że De Zerbi może liczyć na powrót do formy swoich zawodników, w tym kluczowych graczy jak Maddison czy Son Heung-min. Dla Coventry porażka jest jednak tylko chwilowym zwolnieniem – ich forma sugeruje, że będą dalej zagrażali klubom z górnej części stawki. W dłuższej perspektywie ten mecz może okazać się punktem zwrotnym dla Tottenhamu, który musi teraz utrzymać ten impuls i przygotować się na kolejne wyzwania, w tym wyjazdowy mecz z Manchesterem United, gdzie każdy błąd może kosztować punkty. Dla Kulusevskiego powrót na boisko to także sygnał dla młodych zawodników, że ciężka praca i wytrwałość przynoszą efekty, nawet po najdłuższych przerwach.
Komentarz Redakcji
De Zerbi zawsze był mistrzem psychologicznych manewrów, ale tym razem nawet on musiał się zastanawiać, czy Kulusevski kiedykolwiek powróci. Że tak – i w takiej chwili. Coventry, które przed meczem wyglądało na niepokonane, okazało się ofiarą nie tylko talentu Maddisona, ale i cierpliwości trenera. To zwycięstwo to nie tylko punkty, to lekcja dla całej ligi: w Premier League nie ma gwarancji, tylko momenty, które zmieniają wszystko.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.