Radomiak w kryzysie: Kaczmarek o przyszłości, podczas gdy teraźniejszość się rozpada
"Trener Radomiaka chwali wejście w mecz. Gratulujemy optymizmu! [KOMENTARZ]. Wypowiedzi Tomasza Kaczmarka po meczu, w którym jego Radomiak poległ aż 0:5 przy Łazienkowskiej, można by w sumie sprowadzić do hasła: „Dziś było źle, ale w przyszłości mój zespół będzie grał ładnie i skutecznie”. Były też absurdalne słowa o dobrym wejściu w mecz. Szkoleniowiec mówił o graniu piłką, utrzymywaniu się przy niej, do czego dąży jego zespół, ale teraźniejszość w Radomiaku leży i kwiczy. I nie chodzi tylko o spotkanie z Legią i Bartłomieja Gradeckiego, który zanotował katastrofalny występ między słupkami. Radomiak to też fatalna postawa obrońców. W ogóle to drużyna, która przez dwie godziny grania w tym sezonie jest „zespołem – widmo”. Kaczmarek zaczął pomeczową konferencję od słów, że Legia była dużo lepsza, a Radomiak przeżył trudny wieczór. Później mówił o tym, że jego drużyna trafiła na zespół, który jest na innym etapie, dużo lepiej przygotowany do grania na wysokim poziomie, m.in. dlatego, że Marek Papszun pracuje z nim dużo dłużej. Sugerował, że Legia to na razie za wysokie progi. Powtarzał też narrację, żeby zachować spokój, bo jego drużyna na pewno zmierza w dobrym kierunku. Fragment wypowiedzi: – Celem tego meczu było, aby zagrać go w naszej tożsamości, tak, jakbyśmy chcieli grać w piłkę, czyli budując od tyłu, grając po ziemi, wyprowadzając piłkę, pokazując na każdym terenie odwagę, pressując. Będąc takim zespołem, jakim chcemy być. I jeszcze drugi: – Takie trudne wieczory są częścią drogi, częścią rozwoju. W takich momentach najważniejsze jest to, żeby spokojnie pracować. Iść dalej w tym samym kierunku. Przed dzisiejszym meczem dobraliśmy kilka adaptacji, które bardzo dobrze pasują do tego zespołu i które w przyszłości będą dobrze wyglądały. Ale dzisiaj, ze względu na przebieg meczu, to się jeszcze na boisku nie potwierdziło. Była też jeszcze jedna wypowiedź Kaczmarka, z Canal+Sport, ta już absurdalna. – Jeśli chodzi o pierwsze pięć minut, to dobrze weszliśmy w mecz. Cel był taki, żeby być przy piłce z większą pewnością – stwierdził szkoleniowiec, mówiąc o spotkaniu, w którym po 17 minutach jego drużyna dostawała już 0:3. Widzę po reakcjach na jego wypowiedzi, że mało który kibic Radomiaka kupuje te słowa, tym bardziej, że padają już któryś raz, a gra jest na początku sezonu katastrofalna. Nie dziwię się. Obejrzałem jeszcze raz, na spokojnie, początek spotkania. Wiecie, jak wyglądało te pięć minut „dobrego wejścia w mecz” Radomiaka? Adrian Dieguez, walczący o piłkę z Łukaszem Zjawińskim, faulowany. Leży na murawie. Stoperzy podają sobie piłkę, niecelne podanie Conrado. Faul Luquinhasa. Niedokładne podanie Camary. Później Radomiak głównie biega za piłką. Gdy ją odzyskuje, po chwili traci. Faulowany Zie Ouattara. Strata Jana Grzesika, ale sędzia gwiżdże przewinienie Kamila Piątkowskiego. Rozgrywanie piłki z bramkarzem, osiem celnych podań i strata. Radomiak nie wychodzi z własnej połowy. Faul Ronaldo Lumungo. W kolejnej akcji piłkę ma bramkarz, Bartłomiej Gradecki. Próbuje rozegrać, ale myli się, trafia w Zjawińskiego. Ma szczęście, wtedy jeszcze się upiekło. I to by było na tyle. Chwilę później padł pierwszy gol. Sorry, ale to tak, jakby skoczek narciarski, który na mamucie w Planicy uzyskał 120 metrów, mówił na dole w wywiadzie: „Skok mi nie wyszedł, ale jestem dumny, bo świetnie odbiłem się z belki!”. Przecież wszyscy by go wyśmiali. Bartłomiej Gradecki był jak Emilian Dolha w meczu Wisła Kraków – Lech Poznań Wiele osób było zaskoczonych, że w pierwszym składzie na Legię wyszedł Bartłomiej Gradecki. Przyznaję, że ja też. Podobno Kaczmarek zaplanował to jakiś czas temu. Po meczu podkreślał, że podczas przygotowań 26-latek prezentował się fantastycznie, dlatego szkoleniowiec miał już wcześniej wpaść na pomysł, żeby Filip Majchrowicz rozegrał trzy, może cztery spotkania, a później szansę dostał Gradecki. Ale czy tego typu rotowanie bramkarzami, już w sezonie, ma sens? Czy nie powinno się jednak działać bardziej na bieżąco, w oparciu o to, jak prezentuje się twoja „jedynka”? Przecież Majchrowicz nie zawalił wcześniej spektakularnie żadnego z goli. Jeżeli ktoś się kompromitował, to przede wszystkim obrońcy. Kaczmarek jednak wymyślił, że dokona zmiany w bramce, jeszcze w meczu z mocnym i rozpędzonym przeciwnikiem, gdy twojemu zespołowi ostatnio nie idzie. Efekt widzieliśmy – najpierw błąd przy rozegraniu piłki i strzał Michala Sevcika, który był do obrony, ale piłka wpadła do siatki. Później Gradecki fatalnie odbił uderzenie po stałym fragmencie gry. Dobitka Rafała Augustyniaka i 2:0. Przy trzeciej bramce nie mógł za wiele zrobić, ale oba strzały Bartosza Kapustki, które znalazły drogę do bramki, to były przecież uderzenia z gatunku: „Solidny bramkarz musi to obronić”. PIĘĆ! Legia nie ma dziś litości dla Radomiaka! Bartosz Kapustka z drugim golem Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/xtQWMKf0MT — CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 14, 2026 A była jeszcze sytuacja z drugiej połowy, w której 26-latek interweniował dziwacznie i bardzo nerwowo, co mogło doprowadzić do kuriozalnego gola. Legia miała w tym meczu statystykę goli oczekiwanych na poziomie 1,65. Oddała siedem celnych strzałów, pięć wpadło do siatki, a szósty to uderzenie, które bardzo źle odbił bramkarz Radomiaka. Reszta niech będzie milczeniem. Bartłomiej Gradecki w meczu z Legią Nie chcę jednak znęcać się nad Gradeckim. Postawiono na niego w pierwszym składzie nagle, w bardzo trudnym spotkaniu, gdy jeszcze ma wokół siebie bardzo źle prezentujących się kolegów. To nie są łatwe okoliczności. Nawet trochę mi go szkoda. Jego wywiad w przerwie pokazał, że już wtedy miał dość i podejrzewam, że najchętniej nie wyszedłby na drugą połowę. Nie do końca przekonują mnie tłumaczenia Kaczmarka, dlaczego po 45 minutach nie dokonał zmiany w bramce („Gradecki świetnie prezentował się na treningach, czasami przy 0:4 zmiany wcale nie są właściwym rozwiązaniem”). Pamiętacie mecz Wisła Kraków – Lech Poznań z 2017 roku? W bramce Kolejorza wystąpił Emilian Dolha, który w kontrowersyjnych okolicznościach przeniósł się do Poznania właśnie z Wisły. I nie udźwignął spotkania. Do przerwy też było 0:4, a on zawalił trzy gole. Prowadzący wtedy Lecha Franciszek Smuda wymienił go po 45 minutach na Krzysztofa Kotorowskiego. Po meczu były selekcjoner tłumaczył, że widział w szatni gościa, który mentalnie po prostu nie nadawał się do gry. Dla Gradeckiego spotkanie przy Łazienkowskiej było pierwszym na poziomie Ekstraklasy po ponad trzech latach. Poprzednie to 28 kwietnia 2023 roku, kiedy był bramkarzem Wisły Płock i… też był to mecz na tym stadionie. Legia wygrała wówczas 2:0, po golach Josue i Ernesta Muciego. Wtedy przy golach nie zawalił. Radomiak Radom jest w tym sezonie zespołem – widmo. Nie chodzi tylko o bramkarza Ale Radomiak to nie tylko problem z bramkarzem. To również fatalna obrona i dziwne wybory dotyczące składu. Spójrzmy na pierwsze mecze w sezonie. Wygrali u siebie w pierwszej kolejce 2:1 z Wieczystą, ale w drugiej połowie beniaminek naciskał. Radomiak nie kontrolował spotkania, groźni byli zwłaszcza Lucas Piazon i Tobias Christensen. Spokojnie mogło się to skończyć remisem. Później wyjazd do Katowic na spotkanie z GKS-em. Pierwsza połowa jako taka, na tle kolegów wyróżniał się strzelec gola, Ibrahima Camara. Ale druga? Gospodarze nacisnęli, ruszyli do przodu, a Radomiak przez 45 minut nie istniał. I wpadły trzy gole. Mecz u siebie z Górnikiem? Goście w nieco eksperymentalnym składzie, w pierwszej jedenastce Paulo Bernardo i Peter Federico, ale obaj na tle Radomiaka wyglądali jak panowie piłkarze. Ofensywni zawodnicy zespołu z Radomia, którzy wyszli w pierwszym składzie – Fernand Goure i Che Nunnely – prezentowali się, jakby byli jeszcze zupełnie niegotowi na poziom Ekstraklasy. W pierwszej połowie w piłkę grał tylko Górnik. W przerwie ewidentnie zły Kryspin Szcześniak mówił, że to spotkanie miało wyglądać zupełnie inaczej. Luquinhas w meczu z Legią, swoim byłym klubem No i mecz na Legii, gdzie Radomiak nie pokazał zupełnie nic przez pierwszych 30 minut. Wychodzi na to, że zespół Kaczmarka w tym sezonie przez 120 minut był nieobecny na boisku. Pozwalał przeciwnikom na wszystko. Radomiak przez dwie godziny grania był zespołem – widmo. Można mówić o Gradeckim, który zawalił cztery gole, ale co przy bramce na 3:0 dla Legii zrobili obrońcy? Najpierw Ouattara nawet nie zaatakował dośrodkowującego Rubena Vinegre’a, a chwilę później Rafał Adamski miał mnóstwo miejsca, by oddać celny strzał, mimo asysty dwóch defensywnych piłkarzy Radomiaka. To był też kolejny bardzo zły występ Diegueza, który w meczu z Górnikiem praktycznie sprezentował rywalom dwa gole. Do tego w pierwszym składzie konsekwentnie wystawiany jest na lewej obronie Conrado, który o ile z przodu potrafi coś zdziałać, o tyle ma bardzo duży problem z bronieniem. A to, chyba się zgodzicie, spory kłopot jak na obrońcę. Wieczysta, Cracovia i Radomiak. W tych klubach Ekstraklasy pozycja trenera wydaje się najsłabsza Kaczmarek mówi o kierunku, do którego Radomiak zmierza. Pamiętam, że przed spotkaniem z Wieczystą zaznaczał, że jego zespół będzie w pełni przygotowany dopiero za kilka tygodni. Nikt nie wymaga od niego już teraz pięknej, odważnej i skutecznej piłki, ale jednocześnie chyba nikt nie spodziewał się, że Radomiak będzie do tego stopnia „wyłączał się” w meczach, sam strzelał sobie gole albo przegrywał, również na skutek dziwnych decyzji kadrowych. Jest jednak pewien dysonans między słowami szkoleniowca, a tym, co dzieje się na boisku. Tomasz Kaczmarek Są w tej chwili w Ekstraklasie trzy drużyny, które – tak się wydaje – w ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni mogą zmienić trenera. To Wieczysta, Cracovia i właśnie Radomiak. Dodałbym może jeszcze do tej listy Raków. Ok, pokonali Hammarby, są w IV rundzie eliminacji Ligi Konferencji, ale czuję, że gdyby przegrali w najbliższej kolejce na wyjeździe z Cracovią, pod Jasną Górą znów może zrobić się nerwowo. Nie zdziwię się, jeżeli to działacze Radomiaka nie wytrzymają i zareagują jako pierwsi. Cztery spotkania ligowe i aż 12 straconych bramek. Średnio trzy na 90 minut. Rację ma Wojciech Kowalczyk, który w piątkowym wieczornym programie na Weszło TV stwierdził, że Radomiak broni jak Lechia Gdańsk w ubiegłym sezonie. Były spotkania z drużynami, które reprezentują nas w pucharach – GKS-em, Górnikiem i Legią. Teraz przed Radomiakiem domowe mecze z Zagłębiem i Cracovią. Gdyby nie udało się wygrać żadnego z nich, perspektywa zmiany szkoleniowca znacznie się przybliży. Albo po prostu do niej dojdzie. I wtedy nici z tych wszystkich pięknych słów i planów o tożsamości, swoim stylu i ładnej, do tego skutecznej grze w piłkę… JAKUB RADOMSKI Fot. Newspix.pl ZOBACZ RÓWNIEŻ Legia gromi Radomiaka. Koszmarny występ Gradeckiego [WIDEO] Kaczmarek zadowolony z pięciu minut! „Dobrze weszliśmy w mecz” Legia zaprosiła na mecz z Radomiakiem. I wbiła szpilkę w Lecha Artykuł Trener Radomiaka chwali wejście w mecz. Gratulujemy optymizmu! [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Trener Radomiaka chwali wejście w mecz. Gratulujemy optymizmu! [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.
Radomiak Radom, mimo ambitnych deklaracji trenera Tomasza Kaczmarka, boryka się z poważnymi problemami sportowymi, które odbijają się zarówno na kondycji zespołu, jak i na jego pozycji w Ekstraklasie. Aktualna porażka 0:5 z Legią Warszawa, choć spektakularna, nie jest wyjątkiem, ale symptomem głębszych problemów. Trener, który w przeszłości budował renomę na optymistycznych narracjach i wizji rozwoju, teraz stoi przed trudnym zadaniem przekonania zarówno kibiców, jak i sponsorów do wiary w jego koncepcję. W tle sytuacji Radomiaka widoczne są także zmiany personalne – rekordowy transfer, który miał wzmocnić zespół, okazuje się niewystarczający bez odpowiedniej gry zespołowej. Dodatkowo, słabe występy kluczowych zawodników, w tym bramkarza Bartłomieja Gradeckiego, oraz słaba postawa defensywy, tworzą obraz drużyny, która nie jest w stanie sprostać wymaganiom najwyższej klasy rozgrywkowej. W kontekście ostatnich miesięcy, Radomiak walczy nie tylko o punkty w tabeli, ale również o utrzymanie wiarygodności w oczach kibiców i potencjalnych inwestorów. Tymczasem, konkurencja w Ekstraklasie rośnie, a drużyny takie jak Legia, pod kierownictwem doświadczonego Marka Papszuna, pokazują, że przygotowanie i spójność taktyczna są kluczowe dla sukcesu w obecnych realiach polskiej piłki nożnej. Kaczmarek, mimo optymistycznych deklaracji, musi teraz przekonać do swojej wizji nie tylko graczy, ale także środowisko, które zaczyna tracić cierpliwość wobec powtarzających się porażek i braku konkretnych rezultatów.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Lekka sportowa kurtka męska z polarową podszewką – granatowa V2
Porażka Radomiaka z Legią ujawniła nie tylko słabości taktyczne i fizyczne zespołu, ale także głęboki kryzys zarządzania oczekiwaniami. Optymistyczne wypowiedzi Kaczmarka, choć mogą być motywujące dla drużyny, nie ukrywają faktu, że Radomiak nie jest w stanie utrzymać się w górnej części tabeli Ekstraklasy. Dla klubu oznacza to ryzyko spadku zainteresowania ze strony sponsorów i kibiców, którzy coraz częściej zaczynają kwestionować decyzje zarządu i trenera. W dłuższej perspektywie, brak stabilności sportowej może prowadzić do poważniejszych konsekwencji finansowych, zwłaszcza w kontekście rosnących kosztów utrzymania drużyny na poziomie ekstraklasowym. Dodatkowo, słabe występy kluczowych zawodników i brak spójności w grze mogą prowadzić do dalszych transferowych zmian, które jednak nie zawsze przynoszą oczekiwane rezultaty. Dla polskiej piłki nożnej sytuacja Radomiaka jest ostrzeżeniem o tym, jak ważne jest nie tylko pozyskiwanie talentów, ale również ich odpowiednie wdrożenie i utrzymanie motywacji w zespole. W obecnym klimacie, gdzie drużyny inwestują coraz większe środki w rozwój, brak konkretnych rezultatów może stać się fatalny dla przyszłości klubu.
Komentarz Redakcji
Kaczmarek gra w optymizm, podczas gdy jego zespół rozpada się na boisku. Deklaracje o przyszłości brzmią jak desperacka próba ukrycia faktu, że Radomiak nie jest w stanie sprostać nawet podstawowym wymaganiom Ekstraklasy. To nie jest kwestia złego dnia – to kwestia braku wiarygodności i spójności. Czy zarząd klubu zrozumie, że słowa bez rezultatów to tylko marnotrawstwo czasu?
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.