SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Siemieniec przyznaje rację Marciniakowi: „Największy kamyczek do ogródka” dla Jagiellonii

"Siemieniec przyznał rację Marciniakowi. „Można było to puścić”. Jagiellonia w bolesnych okolicznościach przegrała w Poznaniu. W końcu zwycięskiego gola Lech strzelił w ostatnich minutach meczu. Początkowo Szymon Marciniak nie uznał trafienia Roberta Gumnego, lecz po analizie VAR zmienił swoją pierwotną decyzję. Na konferencji prasowej Adrian Siemieniec przyznał rację sędziemu. Zamiast skupiać się na Marciniaku, był rozczarowany, że jego zespół drugi raz w ciągu miesiąca stracił bramkę w podobny sposób. Siemieniec przyznał rację Marciniakowi Stadion Lecha wciąż zaczarowany dla Adriana Siemieńca. Szkoleniowiec Jagiellonii piąty raz przyjechał na Bułgarską i znów nie udało mu się wywieźć stąd kompletu punktów. Jagiellonia była bliskiego trzeciego remisu w Poznaniu pod wodzą Siemieńca, jednak w ostatnich sekundach podstawowego czasu gry Robert Gumny strzelił trzeciego gola na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Początkowo Szymon Marciniak uznał, że Wojciech Mońka przeszkadzał Sławomirowi Abramowicz w interwencji. Po analizie VAR zaliczył jednak bramkę wychowankowi Kolejorza. CO ZA KOŃCÓWKA W POZNANIU! Szymon Marciniak zmienia decyzje – Robert Gumny zapewnia wygraną Lechowi! Oglądaj Ekstraklasę na Gorąco w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/jsNvr7P5pV — CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 3, 2026 Na pomeczowej konferencji Siemieniec był pytany m.in. o tę sytuację. Stwierdził, że sędzia miał prawo to puścić, ponieważ była to walka o piłkę. Większe pretensje miał do swojej drużyny, która drugi raz na przestrzeni miesiąca straciła podobną bramkę. Chodzi o przegrane w Białymstoku 0:2 starcie z Widzewem i pierwszego gola dla zespołu Aleksandara Vukovicia. Tam po rożnym gola strzelił Sebastian Bergier. – To jest kluczowy problem, tracimy drugą podobną bramkę. To jest dziś dla mnie największy kamyczek do ogródka. Tracimy podobną drugą bramkę i szukamy sprawiedliwości u sędziego. To mi się nie podoba. Widziałem tę sytuację. Powiem szczerze, pół na pół, zależy od sędziego. Znam sędziego Marciniaka, to jeden z najlepszych sędziów na świecie. Wiem, że pozwala grać. Ocenił tę sytuację jako walkę o piłkę i tyle. Gdybym był trenerem Lecha i zobaczył tę sytuację, patrzyłbym na to tak samo. To zależy, jaki sędzia ustawi sobie margines. CO ZA MINUTY WIDZEWA ŁÓDŹ! Dwa błyskawiczne ciosy! Gole strzelają Sebastian Bergier i Fran Alvarez! Oglądaj: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/E1hF3Kg37g — CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) August 9, 2026 – Zawsze po takiej sytuacji emocje targają człowiekiem. Tracisz bramkę w ostatniej minucie, więc nie jesteś zadowolony. Nie chciałbym jednak skupiać się na szukaniu sprawiedliwości, bo sędzia, bo to, bo tamto, bo siamto. Tylko przede wszystkim na tym, że musimy się rozwijać i czynić postęp. Ja nie jestem od oceny takich rzeczy, tylko opinia publiczna. Myślę, że sędzia Marciniak z takim doświadczeniem i jego jakością potrafi sam to ocenić. Był, widział i uznał, że ta sytuacja jest dopuszczalna. Ja też to widziałem i zgadzam się, że można było to puścić, to jest walka o piłkę. Większe pretensje mam do nas, że drugi raz tracimy bramkę w podobny sposób i się nie uczymy. Legenda poza kadrą meczową Niemałym zaskoczeniem była nieobecność w kadrze meczowej Jesusa Imaza. Do Poznania wraz z weteranem nie pojechał również Jeremy Agbonifo. Wypożyczonego z Lens szwedzkiego skrzydłowego brakowało już przy okazji wizyty do Częstochowy. Siemieniec mówił, że legenda Ekstraklasy została na Podlasiu z powodu przeciążenia po intensywnym początku sezonu. Hiszpan niebawem powinien wrócić na boisko, ale nie wiadomo, czy będzie to miało miejsce już w najbliższy weekend. Długo nie ma też pauzować Agbonifo, który wypadł po rewanżu z Iberią. – Jesus i Jeremy zostali w Białymstoku, by jak najszybciej wrócili do pełni zdrowia, dyspozycji. Nie wiem, czy wrócą już w niedzielę, trudno mi powiedzieć. Na pewno [powrót] jest bliżej niż dalej. Nie są to długie tematy. Czas nadrobić zaległości. Po zwycięstwo Jaga! #LPOJAG ________________________ Wspierają nas @wojpodlaskie, @WBialystok pic.twitter.com/BV9tsOyTZJ — Jagiellonia Białystok (@Jagiellonia1920) September 3, 2026 – W przypadku Jeremiego problem jest o tyle, że fizycznie się budował i kiedy wchodził na fajny moment fizyczny, wyglądał coraz lepiej. Stracił dwa tygodnie, więc poniekąd zaczynamy zabawę od nowa, jeśli chodzi o budowanie jego dyspozycji. Musimy adaptować tych piłkarzy nie tylko pod kątem jakości gry, ale też adaptacji do obciążeń, intensywności grania co 3-4 dni, intensywności tych meczów. To może trochę trwać, może być tak, że ci piłkarze będą w różnych momentach dochodzili do dyspozycji. Posłał bombę i wypadł Tuż przed przerwą Yukiemu Kobayashiemu włączył się Terry Yegbe. Niczym Ghańczyk półtora miesiąca temu w Randers po zobaczeniu, że ma przed sobą mnóstwo miejsca, postanowił huknąć z lewej nogi. I jemu też taka decyzja się opłaciła. Na drugą połowę Japończyk jednak już nie wyszedł. Siemieniec przyznał, że 26-letniemu stoperowi też dała się we znaki duża eksploatacja już w pierwszych tygodniach sezonu. – Część piłkarzy była przeciążona początkiem sezonu, bo grali praktycznie wszystko, m.in. Yuki, czy Jesus. To klasyczne rzeczy związane z przeciążeniem. Mieliśmy z tyłu głowy, że takie rzeczy mogą się dziać. Musieliśmy przygotować pozostałych pod kątem ewentualnej rotacji.  Zmiana Yukiego podyktowana była aspektami zdrowotnymi. Pod koniec pierwszej połowy zgłosił, że nie jest w stanie kontynuować gry. 𝐊𝐎𝐁𝐀𝐘𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐒𝐇𝐈! 𝐂𝐎 𝐙𝐀 𝐆𝐎𝐋! Mamy remis w Poznaniu! Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/IeX1iJtFtB — CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 3, 2026 – Gdy graliśmy eliminacje, kadra była jeszcze w fazie przebudowy, nie wszyscy byli. Ta możliwość rotacji była zdecydowanie mniejsza, głównie w linii obrony, ale nie tylko. Część jest dziś jeszcze niegotowa nie tylko pod względem fizycznym, ale też w kwestii adaptacji do drużyny, poznania sposobu gry. Oni będą rośli, będą dochodzić. Myślę, że będziemy coraz mocniejsi przez to, że ci piłkarze będą się w tej drużynie rozwijać. Potrzeba czasu. Gdyby Jaga zgarnęła w stolicy Wielkopolski komplet punktów, wskoczyłaby na drugie miejsce w tabeli. Po pięciu rozegranych meczach Białostoczanie mają na koncie dziewięć punktów. W najbliższej serii gier podejmą Śląska, który w sześciu meczach zgromadził sześć punktów. To spotkanie odbędzie się w niedzielę 6 września o godzinie 20:15. ZOBACZ RÓWNIEŻ Gumny lisem pola karnego. Lech liderem Ekstraklasy! Oficjalnie: Mistrz Polski z Jagą wrócił do Białegostoku. Po raz drugi Makuszewski: W lidze Lech może przegrywać tylko z samym sobą fot. Newspix Artykuł Siemieniec przyznał rację Marciniakowi. „Można było to puścić” pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Siemieniec przyznał rację Marciniakowi. „Można było to puścić” pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

Analiza

W ostatnich dniach ekstraklasowy sezon 2026/2027 przyniósł kolejny skandalowy moment, który wstrząsnął fanami Jagiellonii Białystok. Podczas meczu z Lechem Poznań, rozegranego 3 września, sędzia Szymon Marciniak początkowo nie uznał bramki Roberta Gumnego, uznając, że Wojciech Mońka przeszkadzał Sławomirowi Abramowiczowi w interwencji. Po analizie VAR sędzia zmienił decyzję, co wywołało burzę wśród kibiców i trenerów. Adrian Siemieniec, szkoleniowiec Jagiellonii, który już wcześniej krytykował arbitraż w ligowych spotkaniach, tym razem przyznał rację Marciniakowi, jednak skupił się na problemie własnej drużyny. Według niego, kluczowym problemem jest powtarzanie się sytuacji, w których Jagiellonia traci bramki w podobny sposób – zarówno w Poznaniu, jak i w poprzednim meczu z Widzewem Białystok, gdzie gol Aleksandara Vukovicia również został uznany po rewizji. Tło tego wydarzenia wpisuje się w szerszy dyskurs o arbitrażu w polskiej Ekstraklasie, gdzie kontrowersyjne decyzje sędziowskie stały się stałym elementem sezonowych emocji. Marciniak, uznawany za jednego z najlepszych sędziów na świecie, cieszy się ogromnym szacunkiem wśród ekspertów, jednak jego decyzje często stają się przedmiotem dyskusji, zwłaszcza gdy wpływają na losy meczów w ostatnich minutach. Warto zauważyć, że Jagiellonia, mimo wysokiego budżetu i ambitnych planów, boryka się z problemami defensywnymi, które mogą decydować o jej pozycji w tabeli. Tymczasem Lech Poznań, dzięki skuteczności w decydujących momentach, umacnia swoją pozycję lidera ekstraklasowego.

🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Oferta

LETNI BAWEŁNIANY KOMPLET BIAŁY

71,98 zł Zniżka: -70%
Sprawdź promocję ➔

Kontekst i Tło

Decyzja Szymona Marciniaka w meczu Jagiellonia-Lech Poznań stała się kolejnym dowodem na to, że arbitraż w polskiej piłce nożnej pozostaje jednym z najbardziej dyskutowanych aspektów rozgrywek. Dla Jagiellonii Białystok ta sytuacja ma szczególne znaczenie, ponieważ potwierdza rosnące frustracje związane z brakiem stabilności w obronie. Trener Adrian Siemieniec, choć przyznał rację sędziemu, skupił się na krytyce własnej drużyny, podkreślając, że podobne sytuacje powtarzają się i wpływają na wyniki spotkań. To zjawisko może mieć długofalowe konsekwencje dla drużyny, która mimo wysokiego potencjału nie potrafi utrzymać czystego konta w kluczowych momentach. W szerszej perspektywie, kontrowersje wokół arbitrażu mogą wpływać na zaangażowanie kibiców i inwestorów, którzy coraz częściej oczekują transparentności i sprawiedliwości w podejmowanych decyzjach. Dla Ekstraklasy jako całości, ten incydent może również wzmocnić dyskusję na temat potrzeby wprowadzenia dodatkowych standardów kontroli sędziowskiej, aby minimalizować ryzyko błędów wpływających na losy meczów. Warto również zauważyć, że Lech Poznań, dzięki skuteczności w ostatnich minutach, umacnia swoją pozycję lidera, co może dodatkowo podgrzać rywalizację w górnej części tabeli.

Komentarz Redakcji

Adrian Siemieniec, mimo że przyznał rację Marciniakowi, pokazał prawdziwą twarz problemu – Jagiellonia traci bramki w najgorszy możliwy sposób, a to nie jest kwestia arbitrażu, tylko braku dyscypliny i koncentracji. Kiedy drużyna popełnia takie same błędy dwa razy w miesiącu, nie można szukać winnych poza własnym ogrodem. Marciniak, choć idealny, nie jest czarodziejem, który może ratować zespoły przed własnymi słabościami. To nie sędzia jest winien, że obrońcy Jagiellonii nie potrafią zablokować strzałów w kluczowych momentach.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Oferta Promocyjna Polecana oferta

🔥 Podobne tematy

SPORT

Magdalena Fręch w Azji: Jak pandemia wirusa Nipah zmienia strategie tenisistek i ryzyko podróży sportowców

SPORT

Frederiksen o porażce Lecha: „Ukarani, nie zmiażdżeni” – jak Londyn pokazał prawdziwą twarz Lecha w Lidze Europy

SPORT

ME siatkarzy 2026: Sensacyjne pary 1/8 finału – kto wyeliminował faworytów?

SPORT

Lech Poznań w „pałacowym” piekle: jak autokrytyka i błędy obrony skazały na porażkę 4:0

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!