SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Spurs wreszcie złamali klątwę Stamford Bridge – co oznacza triumf nad Chelsea dla Premier League

"Stamford Bridge nie takie straszne! Spurs przełamali fatalną serię. Tottenham wreszcie złapał głębszy oddech, i to w miejscu, w którym od lat nie potrafił znaleźć sposobu na rywala. Drużyna Roberto De Zerbiego wykorzystała błędy Chelsea, a efektowny rajd Mathysa Tela przypieczętował zwycięstwo na Stamford Bridge. Dla gospodarzy był to z kolei wieczór pełen frustracji – od fatalnej pomyłki Mike’a Pendersa po czerwoną kartkę Cole’a Palmera. Derby Londynu przyniosły przełamanie Spurs i bolesny cios dla zespołu Xabiego Alonso. Przeciwko Coventry Tottenham przełamał ligową niemoc i odniósł pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. W tabeli Premier League podopieczni Roberto de Zerbiego nadal jednak byli tuż nad strefą spadkową, co nie przysparzało dobrych nastrojów. Włoski szkoleniowiec od pierwszych minut postawił na Jamesa Maddisona czy Omara Marmousha, którzy strzelili w ostatnim meczu gole, a wspomagać ich mieli Mathys Tel i Mohammed Kudus. Spurs przełamali fatalną serię! Stamford Bridge nie takie straszne Zadanie pokonania Chelsea na Stamford Bridge nie należało jednak do łatwych. Ostatni raz udało się to bowiem ekipie Spurs w kwietniu 2018 jeszcze pod wodzą Mauricio Pochettino, kiedy bramki zdobywali Christian Eriksen i Dele Alli. Był to jedyny raz na 36 poprzednich meczów. W sobotni wieczór faworytem również byli The Blues, którzy wygrali dwa ostatnie mecze ligowe – z Evertonem i Bournemouth. Podopieczni Xabiego Alonso zajmowali 4. miejsce w tabeli i mieli apetyt na więcej. W porównaniu ze starciem z Evertonem zabrakło dwóch kontuzjowanych graczy. Emiliano Martineza w bramce zastąpił Mike Penders, a w miejsce najlepszego strzelca Joao Pedro wskoczył Geovany Quenda. Obydwa zespoły w tym sezonie nie grają w europejskich pucharach, co oznacza, że w środku tygodnia nie musiały rozgrywać spotkań. Do rywalizacji w tych derbach Londynu przystąpiły więc wypoczęte i faktycznie od początku widać było wysoką intensywność. W pierwszych 45 minutach co prawda gole nie padły, ale był to głównie efekt dobrej postawy bramkarz. Debiutujący w tym meczu w pierwszym składzie Chelsea w meczu Premier League Penders musiał wykazać czujność choćby w 29. minucie. Aktywna lewa strona Tottenhamu dała o sobie znać, gdy sprawnie piłkę między sobą wymienili Tel oraz Andrew Robertson. Szkot zagrał wzdłuż bramki, a tam groźny strzał oddał Marmoush. Egipcjanin strzelił jednak zbyt słabo, czym zwiększył szanse Belga na skuteczną interwencję. Były bramkarz Gentu i Strasbourga dobrze zachował się również cztery minuty później. Wtedy wybronił uderzenie Tela w sytuacji sam na sam. Okazało się, że Francuz był na spalonym, ale i tak wysiłek golkipera Chelsea zasłużył na spore uznanie. Jeszcze więcej roboty miał jego vis-à-vis czyli Antonin Kinsky. Czeski bramkarz Tottenhamu dobrze poradził sobie choćby ze strzałem Cole Palmera w 15. minucie, gdy piłkę po dobrym pressingu na skrzydle odebrał Pedro Neto. Portugalczyk często ustawiany w tym sezonie na pozycji prawego wahadłowego notuje mnóstwo doskoków i zaskakująco dobrze odnajduje się w nowej roli. Groźnie pod bramką gości z północnego Londynu było również między 35. a 37. minutą. Wtedy bramkę Kinsky’ego z bliskich odległości ostrzeliwali Jordan Henderson i Morgan Rogers, ale na tablicy wyników nadal utrzymywał się bezbramkowy remis. W pierwszych minutach drugiej połowy nadzieje fanów Tottenhamu na zwycięstwo zostały poważnie nadszarpnięte. Z powodu urazu boisko musiał opuścić bowiem Maddison. Anglik był jedną z najjaśniejszych postaci Spurs przed przerwą i dobrze wprowadzał się do zespołu po rocznej kontuzji więzadeł krzyżowych w kolanie. Teraz być może sytuacja nie będzie aż tak poważna, ale i tak zastąpić go musiał Conor Gallagher. Po niemrawym okresie gry do głosu doszła Chelsea, kiedy w 63. minucie po akcji Palmera dobry strzał oddał Neto, ale znów nie udało się pokonać Kinsky’ego. Dość długo obie ekipy dobrze się neutralizowały, a gorąco zrobiło się potem nie z powodu niesamowitych dryblingów czy pięknych strzałów, a nieczystej gry. w 71. minucie żółtymi kartkami zostali ukarani Van de Ven, Mateus Fernandes i Palmer, a między tymi ostatnimi doszło do mocnej przepychanki. Po pierwszej połowie można było chwalić stawiającego pierwsze kroki w angielskim futbolu Pendersa, ale w 77. minucie przyjemna rzeczywistość rozleciała się dla niego jak domek z kart. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Gallaghera Belg naciskany przez Jana Paula van Hecke, nieudanie piąstkował piłkę i zamiast wybić ją do przodu… skierował ją do własnej siatki. Padł gol i w ten sposób Tottenham objął prowadzenie. Piłkę próbował jeszcze wybijać Maxence Lacroix, ale był spóźniony o dobry metr. Zegarek na ręce sędziego Chrisa Kavanagha zaświecił się na zielono i Chelsea była na debecie. Sytuacja dla The Blues stała się jeszcze gorsza kilka chwil później. Tak naprawdę Palmer mógł wylecieć z boiska już za odwet na Fernandesie we wcześniejszej akcji, ale okazało się, że zła energia dalej się w nim kumulowała. W 80. minucie wyraźnie nadepnął na nogę Gallaghera i otrzymał drugą żółtą kartkę. Jeden z liderów ofensywy Chelsea wyleciał z boiska, co było widoczne w końcowym fragmencie meczu. Tottenham dalej naciskał i przypieczętował triumf po świetnym trafieniu Tela. Po 50-metrowym rajdzie i odebraniu piłki od Acheamponga posłał ją idealnie przy słupku. Penders nie dał rady, a De Zerbi popędził w geście radości na murawę uśmiechając się od ucha do ucha. Dużo mówił Włoch w ostatnich tygodniach o odbudowie pewności siebie w zespole i zaprzestaniu przytaczania negatywnych rekordów. Indywidualna akcja Tela była pełnią pewności siebie oraz idealnym odzwierciedleniem przekonującego występu Spurs. Do samego końca nic już się nie zmieniło i Tottenham odniósł drugie zwycięstwo w tym wieku na stadionie Chelsea w meczu Premier League. 5-dniowe zgrupowanie w Marbelli, jakie gracze Spurs odbyli przed poprzednim meczem z Coventry zadziałało cuda. Zespół wygląda na bardziej skonsolidowany i przygotowany na kolejne wyzwania. Z kolei Chelsea musi przełknąć gorzką pigułkę, zwłaszcza, że straciła punkty na własnym stadionie po raz pierwszy za kadencji Xabiego Alonso. Fatalny błąd bramkarza, niepotrzebne osłabienie po kartce Palmera oraz brak zdecydowania z przodu to było zbyt wiele. Derby Londynu przyniosły więc przełamanie Spurs, ale prawdziwym testem będzie teraz utrzymanie tej dyspozycji w kolejnych spotkaniach. Chelsea – Tottenham 0:2 (0:0) 0:1 – Penders’ sam. 77′ 0:2 – Tel 87′ ZOBACZ RÓWNIEŻ Dwa ciosy Neto i kontuzja Martineza. Przerwana seria Evertonu Strzelali stoperzy, więc wygrali Kanonierzy Aston Villa zatrzymała pędzący pociąg z Manchesteru. Jackson bohaterem fot. Newspix Artykuł Stamford Bridge nie takie straszne! Spurs przełamali fatalną serię pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Stamford Bridge nie takie straszne! Spurs przełamali fatalną serię pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Kredyty konsolidacyjne pozwalają połączyć wszystkie zobowiązania w jedną, wygodną ratę, często z niższym oprocentowaniem. Dzięki temu zyskujesz przejrzystość finansów i możliwość szybszej spłaty zadłużenia. Pamiętaj, ostateczne warunki zależą od dostawcy.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

Analiza

Derby Londynu to nie tylko jedno ze starych rywalizacji w piłce nożnej, ale także symboliczny barometr siły obu klubów. Stamford Bridge, dom Chelsea, przez lata był dla Tottenhamu miejscem, gdzie każdy mecz kończył się porażką – ostatnie zwycięstwo *Spurs* odnotowano w kwietniu 2018 roku, a przedtem trzydzieści sześć spotkań zakończyło się bez triumfu. Przyczyny tej klątwy tkwią w psychologii rywalizacji, taktycznych błędach oraz braku odpowiedniej adaptacji do specyfiki tego stadionu, gdzie Chelsea od lat dominuje. W tym sezonie, po przejęciu przez Roberto de Zerbi, Spurs zyskał nową dynamikę, jednak Stamford Bridge pozostawał miejscem, gdzie nawet najmniejsze błędy mogły kosztować cały mecz. Aktualne tło sytuacyjne pokazuje, że Chelsea, mimo słabszej passy w ostatnich meczach, pozostaje potęgą, a jej porażki są rzadkością. Tym razem jednak, dzięki błędom przeciwnika i efektywności młodych zawodników, Spurs przełamał fatalną serię, co może oznaczać zmianę trendów w Premier League. Warto zauważyć, że obydwa zespoły w tym sezonie nie grają w europejskich pucharach, co pozwoliło im skupić się na ligowych walkach, jednak dla Chelsea porażka w derbach Londynu jest sygnałem, że ich forma nie jest już tak przewidywalna jak kiedyś. Dla Spurs, zwycięstwo na Stamford Bridge to nie tylko kwestia statystyki, ale także psychologicznego przełamania, które może wpłynąć na całą resztę sezonu.

🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Oferta

Męskie monochromatyczne buty w stylu sportowym z przeszyciami – czarne V4

109,99 zł Zniżka: -50%
Sprawdź promocję ➔

Kontekst i Tło

Zwycięstwo Tottenhamu nad Chelsea na Stamford Bridge to nie tylko przełamanie długiej serii porażek, ale także sygnał dla całej Premier League, że tradycyjne hierarchie mogą ulec zmianie. Dla Chelsea porażka w derbach Londynu jest szczególnie bolesna, gdyż dotychczas ich sezon przebiegał sprawnie, a klub pozostawał w czołówce tabeli. Dla Spurs natomiast, zwycięstwo to nie tylko punkt w walce o utrzymanie, ale także dowód na to, że nowy system taktyczny Roberto de Zerbi może przynieść oczekiwane rezultaty. W dłuższej perspektywie, sukces na Stamford Bridge może zmotywować całą drużynę do dalszych wysiłków, zwłaszcza że w tabeli Premier League Spurs nadal walczy o utrzymanie, a każdy punkt jest na wagę złota. Ponadto, porażka Chelsea w derbach może wpłynąć na ich morale i koncentrację w kolejnych meczach, co może otworzyć szanse dla innych drużyn na dogrywkę w walce o czołowe miejsca. Warto również zauważyć, że zwycięstwo Spurs na własnym stadionie nad rywalem z Londynu może przynieść dodatkowy impuls dla kibiców, którzy od dawna czekali na taki moment. To także dowód na to, że młode talenty, takie jak Mathys Tel czy James Maddison, są w stanie zmienić losy klubu w kluczowych momentach.

Komentarz Redakcji

Spurs przełamał klątwę Stamford Bridge, ale to nie tylko zwycięstwo – to zwycięstwo nad własnymi demonom. Chelsea, mimo słabszej passy, pozostaje potęgą, a jej porażka w derbach Londynu to sygnał, że nawet najsilniejsze kluby mają słabe punkty. Roberto de Zerbi udowodnił, że może zmienić losy drużyny w kluczowych momentach, ale teraz czas na potwierdzenie tej formy w kolejnych meczach. Premier League nigdy nie była łatwa, a teraz jeszcze bardziej się komplikuje.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Oferta Promocyjna Polecana oferta

🔥 Podobne z tej kategorii

SPORT

Rumak wraca? Legendy piłkarskie i tajemnice nieudanych powrotów w Ekstraklasie

SPORT

Lechia Gdańsk w upadku: Czerwona latarnia Puszczy Niepołomice rozbiła faworyta 1. Ligi

SPORT

Bułka w rekonwalescencji: Galtier wyjawia, kiedy Polak wróci do gry w Saudi Pro League

SPORT

Ratajski w ćwierćfinale ME: Jak Polak wykręcił niesamowity comeback i zmienił losy dartu w Europie

⚡ Ostatnio dodane w serwisie

SPORT

Rumak wraca? Legendy piłkarskie i tajemnice nieudanych powrotów w Ekstraklasie

BIZNES

Cypr przyciąga polskie linie i wojsko – dotacje oraz nowe samoloty

SPORT

Lechia Gdańsk w upadku: Czerwona latarnia Puszczy Niepołomice rozbiła faworyta 1. Ligi

SPORT

Bułka w rekonwalescencji: Galtier wyjawia, kiedy Polak wróci do gry w Saudi Pro League

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!