Jan Urban szokuje piłkarską Polskę: Roast kadrowiczów jako nowa broń selekcjonera
"Jan Urban roastuje kadrowiczów. Tego w bingo nie mieliśmy. Wiele w naszej piłce widzieliśmy, ale selekcjonera, którego spotkanie z dziennikarzami zamienia się w roast reprezentacyjnych piłkarzy, jeszcze nie. A taki – dość zaskakujący – sposób na zbudowanie pewności siebie swoich graczy wybrał Jan Urban. Dostało się części powołanych, część usłyszała, że „no nie no, to nie ten poziom” i ogółem, panie, bieda. A może selekcjoner zwyczajnie ma rację? Po powołaniach Ubrana najwięcej kontrowersji wzbudziła oczywiście nieobecność na liście Karola Czubaka. A może raczej nie tyle sama nieobecność, co sposób argumentacji selekcjonera. Ubran dał bowiem do zrozumienia, że napastnika Motoru Lublin specjalnie nie ceni, jego gole znaczą dla niego niewiele, a już na pewno nie ceni Ekstraklasy, w której Czubak bramki zdobywa. – Karol musi poczekać na swoją szansę prawdziwą, bo nie miał. Tak, zgadzam się, nie miał. Dostał w pewnym sensie nagrodę debiutu w reprezentacji, ale ona była symboliczna. Być może za to, że grał i strzelał bramki w naszej Ekstraklasie – stwierdził Urban na spotkaniu z dziennikarzami, po czym zamilkł na kilka sekund. – W naszej Ekstraklasie – powtórzył, po czym znów pozwolił ciszy wybrzmieć. - W naszej Ekstraklasie – powiedzial dobitnie po raz trzeci. – Bo był w Belgii, tak? Było gorzej, nie? Cieszy mnie dobra forma w Ekstraklasie, ale za wiele mi nie mówi. Biorę poprawkę na Ekstraklasę – dodał. Okej, w tym momencie rozejrzałem się po sali. Miny większości obecnych wyrażały lekkie zdziwienie. Selekcjoner właśnie dość jawnie deprecjonował piłkarza, którego powołał na poprzednie zgrupowanie. I okej, jasne, żaden z Czubaka drugi Robert Lewandowski. Ale oprócz niego na zgrupowanie powołani zostali Karol Świderski, Mateusz Żukowski i Adrian Benedyczak. – Przede wszystkim gra głową, natomiast no uważam, że to wystarczy w polskiej Ekstraklasie, w reprezentacji nie – tłumaczył selekcjoner chwilę wcześniej na platformie PZPN+. – Nie wiem czy choć raz dotknął piłkę w debiucie – kończył. No dobra, selekcjonera, który przyznaje, że w czerwcu dał zadebiutować piłkarzowi (zagrał minutę przeciwko Nigerii) na zasadzie: „A masz, dobra, niech se zagra” w naszym bingo na ten rok nie było. Urban uważa, że Urban powołał Urbańskiego za szybko Swoje dostało się też Kacprowi Urbańskiemu, którego Urban zaprosił na zgrupowanie. Tyle że sam Urban uważa, że stało się to… za szybko. – Na dwa lata zniknął z mapy (…). Zginął. Od dawna chce się odbudować. Nawet wrócił do kraju, żeby się odbudować. W Legii mu się to nie udało. W Górniku robi to zdecydowanie lepiej i szybciej. Moim zdaniem za szybko jest już powoływany, ale chcę mu dać szansę po prostu, bo idzie do góry – stwierdził selekcjoner. Po czym znów przejechał się po naszej lidze. – Ale znowu idzie do góry gdzie? W polskiej Ekstraklasie. Zobaczmy mecze z Monaco, Fenerbahce czy Ferencvarosem. I już nie jest tak różowo jak w Ekstraklasie. Chyba trochę dziwny sposób na zbudowanie pewności siebie Urbańskiego przed powrotem do kadry, ale okej. Doceniamy szczerość. Budowanie pewności siebie Mońki i Gurgula Ciekawie musiał poczuć się też Wojciech Mońka, który usłyszał, że gdyby wszyscy byli zdrowi, to w kadrze by go właściwie nie było. – Gdyby Ziółkowski był do gry, być może Mońki by nie było. No tak to działa. Kogoś brakuje, ktoś go zastępuje. Na zgrupowaniu zabraknie zaś Michała Gurgula, choć Urban powołał tylko jednego nominalnego lewego obrońcę. Jeżeli chcemy grać czwórką, Tymoteusz Puchacz nie ma żadnego zmiennika. – To tobie brakuje, mnie nie brakuje – rzucił do Romana Kołtonia Urban, gdy ten zapytał go o brak lewego obrońcy Lecha Poznań. – Uważam, że na dzień dzisiejszy jeszcze nie. Ja podejmuję decyzję i uważam, że nie. Dla mnie to nie jest na dzień dzisiejszy poziom reprezentacyjny. – To nie jest international level. Moim zdaniem jeszcze nie teraz. No jeszcze nie. – Być może ma większe szanse, gdy będziemy grali czwórką niż wahadłami. No ale nie no. To jest kwestia oceny. Ja w tym momencie uważam, że jeszcze nie. Po takich słowach 20-latek musiał poczuć, że najważniejsza osoba w naszym futbolu naprawdę w niego wierzy. Naprawdę, naprawdę wierzy. I czeka na kolejny krok w rozwoju. Że powołanie jest o włos. Że już za chwilę. Puchacz słabo broni, Kiwior „coś tam zagrał” Być może Urban wolałby nie powoływać żadnego lewego obrońcy, niż powołać Gurgula, ale na jego szczęście w Azerbejdżanie odbudował się Tymoteusz Puchacz. Tylko że selekcjoner już na wstępie zaznaczył, że Puchacza powołał, ale ligi azerskiej nie ceni. A poza tym to Puchacz nie za bardzo potrafi bronić. – Jest typowy lewy obrońca Puchacz. Gdyby go zabrakło też byłyby dyskusje, bo gra w Lidze Mistrzów, a na co dzień w lidze przeciętnej moim zdaniem. Gra dobrze, asysty i tak dalej. Ja z tego Puchacza nie będę rozliczał, tylko ja chcę, żeby Puchacz mi dobrze bronił. – To co doda z przodu? Brawo. Ale już pod tym względem [obrony – przyp.] nie jest tak perfekcyjny, tak dobry jak w ofensywie. Oczywiście na lewej obronie mógłby zagrać też Jakub Kiwior, tylko czy gość, który grywał tam w Arsenalu, poradzi sobie przeciwko Bośni albo Rumunii? – Jest opcja Kiwiora na lewej stronie, bo lewa noga, bo gdzieś tam w Arsenalu zagrał coś. Oczywiście, że tak, ale czy to się sprawdzi? – pytał rozkładając ręce Urban. Wcześniej, na PZPN+ stwierdził, że wcale nie uważa, że fakt, iż Kiwior z Bednarkiem grają w jednym klubie jest korzystny dla naszej reprezentacji. – To blogosławieństwo dla selekcjonera, że ma dwóch obrońców, którzy grają w FC Porto… – zaczął Mateusz Święcicki. – Znowu, to twoje zdanie – przerwał Urban. – Ten „mur portugalski” będzie sprawdzony dopiero w Lidze Mistrzów – zaznaczył. Znów, czuć wiarę w swoich podopiecznych. Dodawanie otuchy, że hej! A skoro już przy Porto mowa, Urban „podpompował” też wracającego do zdrowia Oskara Pietuszewskiego. – Chyba wszyscy wyobrażaliśmy sobie, że wejście Pietuszewskiego do reprezentacji będzie: „WOW”. Okej, dobre było, ale po tym co pokazywał w Porto oczekiwaliśmy chyba więcej, nie? – mówił o 18-latku. Rok starszy Bartosz Mazurek przebojem wszedł do skład RB Salzburg? Fajnie, ale czy poradziłby sobie w jesienny wieczór w Sarajewie? – Grał w Jagiellonii, pokazał się z dobrej strony. Na razie wywalczył sobie miejsce. Brawo. Ale czy to już ma oznaczać, że ma być w pierwszej reprezentacji i ma zmienić Zielińskiego, bo to jego pozycja? No nie no… Na miejscu Mazurka z entuzjazmu zatrzęsłyby nam się uszy. Jasne, nie chodzi o to, że nagle każdy młody zawodnik – Mazurek, Gurgul czy Mońka – muszą od razu trafiać do kadry. Ale chyba można dodać im nieco otuchy zamiast deprecjonować obecne umiejętności? W kadrze znalazł się za to Karol Świderski, o którego grze w Widzewie selekcjoner próbował powiedzieć coś miłego, ale mógł ograniczyć się jedynie do taktycznych pochwał za gryzienie trawy. – Kibice na pewno oczekują więcej od niego. Co mogę powiedzieć? Karol zostawia serce i zdrowie na boisku. Na pewno nie jest z siebie zadowolony. Urban uprzedził też kibiców, by zbyt wiele nie obiecywali sobie tym razem po Zalewskim… – Z Interu odszedł do Atalanty, bo nie miał minut. Okej, tylko w Atalancie z zawodnika podstawowego w ostatnim czasie stał się wchodzącym. Więc gdzieś tam coś nie jest tak, by w reprezentacji mógł funkcjonować na takim poziomie, o jakim mówisz – mówił do Mateusza Święcickiego. A 35-letni Łukasz Skorupski dowiedział się, że na zgrupowanie nie przyjedzie, bo jest już trochę za stary. – Braliśmy pod uwagę, że Łukasz ma swoje lata, zaczyna być coraz częściej kontuzjowany. – Teraz tak: stawiamy na niego i on dostaje szansę, z drugiej strony zaczynają się kontuzje, turniej jest za dwa lata, możesz dać minuty jemu, który nie skorzysta, bo na przykład nie dotrwa do mistrzostw – tłumaczył Urban. Tylko że Skorupski w momencie przyszłych mistrzostw Europy będzie miał 37 lat. Czy to faktycznie emerytalny wiek dla bramkarza? Bieda, panie, bieda Na koniec miłe słowo dostali też wszyscy ewentualni kandydaci do gry na bokach obrony. – Są pozycje, gdzie po prostu są braki. Są braki – mówił Urban. – Cały czas mówi się o lewym obrońcy. Poza tymi zawodnikami powołanymi, powiedzmy, że kontuzję ma prawy obrońca. Kogo bierzemy? Kogo? Wracamy do starszych? Beresia? Pawła Wszołka? Powołujemy Arka Pyrkę? Kogo byś na szybko proponował? Nie szukaj w głowie, bo tak szybko nie znajdziesz – mówił do dziennikarza Dawida Szymczaka. – Czyli bieda? – pytał redaktor. – Bieda, na niektórych pozycjach jest bieda – padła odpowiedź. Pytanie, jak odbieracie dzisiejszy roast w wykonaniu selekcjonera, zostawiamy otwarte. Nagły przypływ szczerości? Przygotowywanie gruntu pod ewentualne zwolnienie? Próba wzbudzenia sportowej złości? Tak czy inaczej życzymy Wam, żebyście znaleźli w swoim życiu kogoś, kto wierzy w Was jak Jan Urban w swoich zawodników. Albo nie. Raczej nie. ZOBACZ RÓWNIEŻ Kowal zły na Urbana. „Czubak dwa razy lepszy od Świderskiego” [WIDEO] Radosław Sobolewski: „Byli lepsi. Z kadrą chciałem skończyć awansem na EURO” Hasić może zagrać z Polską. Skorzystał z nieszczęścia kolegi Artykuł Jan Urban roastuje kadrowiczów. Tego w bingo nie mieliśmy pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Jan Urban roastuje kadrowiczów. Tego w bingo nie mieliśmy pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.
W polskiej piłce nożnej selekcjonerzy reprezentacji często stają przed dylematem, jak komunikować swoje decyzje kadrowe bez wywoływania kontrowersji. Tradycyjnie unika się otwartej krytyki powołanych piłkarzy, zwłaszcza tych, którzy są uważani za obiecujące talenty. Jednak Jan Urban, od początku swojej kadencji, wyróżnia się niekonwencjonalnym podejściem do komunikacji z mediami i graczami. Jego ostatnie wystąpienie po powołaniu na ostatnie zgrupowanie reprezentacji stało się sensacją – selekcjoner nie tylko wyjaśnił, dlaczego pominięto niektórych zawodników, ale także otwarcie zdeprecjonował ich osiągnięcia, zwłaszcza w kontekście Ekstraklasy. Mechanizm ten ma na celu podkreślenie wysokich wymagań reprezentacyjnych, ale jednocześnie wywołuje dyskusję o tym, jak dalece selekcjoner może iść w krytyce, nie narażając na demotywację całej kadry. Warto zauważyć, że podobne praktyki są znane z innych krajów, gdzie trenerzy reprezentacji, jak np. Didier Deschamps we Francji, również nie obawiają się surowych słów, ale zawsze w kontekście strategii gry i rozwoju zespołu. Jednak w Polsce, gdzie kultura piłkarska jest bardziej skłonna do kompromisów, takie zachowanie Urbana jest postrzegane jako prowokacja. Dodatkowo, obecny klimat w polskiej piłce, gdzie dyskusje o standardach Ekstraklasy i wartości zawodników są na porządku dziennym, sprawia, że słowa selekcjonera nabierają dodatkowego znaczenia. Warto też wspomnieć, że podobne sytuacje miały miejsce w przeszłości, np. podczas kadencji Franciszka Smudy, kiedy to selekcjoner otwarcie krytykował zawodników, ale zawsze w kontekście ich indywidualnych braków. Jednak Urban idzie dalej, stawiając pod znakiem zapytania samą ligę, w której grają jego potencjalni kadrowicze, co jest nowością w polskim piłkarskim dyskursie.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Męskie sportowe buty sneakersy z ekoskóry o zamszowym wykończeniu – ciemnobrązowe V2
Decyzja Urbana o publicznym zdeprecjonowaniu niektórych zawodników, zwłaszcza tych grających w Ekstraklasie, ma dalekosiężne konsekwencje. Po pierwsze, może to wpłynąć na motywację piłkarzy, którzy czują się nieuznani za swoje osiągnięcia w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju. Z drugiej strony, selekcjoner jasno komunikuje, że reprezentacja wymaga znacznie wyższego poziomu, co może być bodźcem dla młodych talentów do dążenia do międzynarodowych standardów. W dłuższej perspektywie takie zachowanie może również wpłynąć na dynamikę transferową – zawodnicy, którzy czują się niedoceniani, mogą szukać szans za granicą, co w kontekście obecnych wyzwań finansowych Ekstraklasy może okazać się problematyczne. Ponadto, publiczna krytyka może zniechęcić sponsorów i kibiców, którzy oczekują, że reprezentacja będzie reprezentować najlepszych polskich piłkarzy. Jednakże, jeśli strategia Urbana przyniesie oczekiwane rezultaty sportowe, może to zmienić podejście do selekcji kadry i komunikacji z mediami w polskiej piłce. Warto również zauważyć, że takie działania selekcjonera mogą wpłynąć na atmosferę w drużynie – jeśli gracze poczują się demotywowani, może to prowadzić do konfliktów i spadku efektywności. Z drugiej strony, jeśli selekcjoner udowodni, że jego surowa komunikacja przekłada się na sukcesy reprezentacji, może to stać się nowym standardem w polskiej piłce.
Komentarz Redakcji
Jan Urban pokazuje, że w polskiej piłce można być selekcjonerem bez obłudy. Jego surowa komunikacja może być szokująca, ale jednocześnie szczera – i to właśnie ta szczerość może okazać się kluczem do sukcesu. Jednak pytanie pozostaje: czy gracze i liga zdołają przyjąć takie podejście, czy też skończy się to kolejną awanturą, która nie przyniesie żadnych rezultatów?
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.