Ultimate Legends Night: Jak Piotr Ćwielong oszukał gwiazdy piłki nożnej i zepchnął mecz legend w przepaść finansową
"Wielka plajta meczu legend. Ćwielong nie zapłacił gwiazdom [NEWS]. W ostatnim czasie obrodziło w Polsce w przeróżne mecze gwiazd. Ich częstotliwość jest zastanawiająca, zwłaszcza że koszty zorganizowania takiej imprezy są gigantyczne, a zainteresowanie często jest niewielkie. Ultimate Legends Night, czyli mecz Polska kontra reszta świata zorganizowany w maju we Wrocławiu przez Piotra Ćwielonga, przyniósł ogromne straty. Wzięły w nim udział takie nazwiska jak Alessandro Del Piero, Andrij Szewczenko, Nemanja Matić czy Marek Hamsik. Wielkie gwiazdy zagrały przed polską publicznością, ale… nie otrzymały po swoich występach umówionych pieniędzy. – Nikogo nie chciałem oszukać. Spłacę wszystkich, ale potrzebuję czasu – deklaruje Ćwielong w rozmowie z Weszło. – Nie otrzymałem nic z tego, na co się umówiliśmy. Przypominam się, ale nic z tego nie wynika. Od trzech miesięcy nie dostaję żadnych konkretnych wieści – mówi nam jeden z piłkarzy, który prosi o anonimowość. Twierdzi, że jest zwodzony przez Ćwielonga. – Z tego, co wiem, większość zawodników nie otrzymała pieniędzy. Impreza jest na grubym minusie – przekazuje z kolei inny z uczestników Ultimate Legends Night. Skontaktowaliśmy się z jedenastoma uczestnikami meczu lub osobami, które ich reprezentują. Dziewięciu z nich twierdzi, że nie otrzymało jeszcze umówionych pieniędzy. Spłacone zostały zaledwie… dwie osoby, z którymi nawiązaliśmy kontakt. Kompletne fiasko Ultimate Legends Night Mecz legend został zorganizowany naprawdę na bogato. Zapraszali na niego piłkarze znani z kadry Adama Nawałki, ale wrażenie robiła przede wszystkim drużyna reszty świata. Do Wrocławia przyjechała cała plejada: Rivaldo (mistrz świata z Brazylią), Alessandro Del Piero (jedna z największych legend włoskiej piłki), David Silva (mistrz świata i podwójny mistrz Europy z Hiszpanią), Ricardo Quaresma i Rui Patricio (obaj Portugalia), Marek Hamsik (Słowacja), Andrij Szewczenko (Ukraina) czy Roman Weidenfeller i Marcel Schmelzer (obaj Niemcy, byli koledzy Polaków z BVB). Po polskiej stronie wystąpili między innymi: Artur Boruc, Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski, Jakub Wawrzyniak, Jakub Błaszczykowski, Sebastian Mila, Sławomir Peszko czy Paweł Brożek. Na wspólnym zdjęciu z meczu polska drużyna liczy 23 zawodników. Byłoby ich jeszcze więcej, ale nie wszyscy awizowani na plakacie dojechali. W wydarzeniu wzięło też udział dwóch byłych selekcjonerów. Polaków prowadził Adam Nawałka, a międzynarodowe gwiazdy – Michał Probierz. Dodatkowo, koncerty zagrali Skolim oraz O.S.T.R., a wśród ambasadorów meczu był między innymi Marcin Najman. Prawie wszyscy uczestnicy przyczyniali się do promocji wydarzenia. Na boisku wygrała Polska po golach Artura Sobiecha, Macieja Makuszewskiego i Pawła Olkowskiego. Zobaczyło to z trybun zaledwie… dwanaście tysięcy osób. Zaledwie, bo arena we Wrocławiu może pomieścić ponad czterdzieści tysięcy widzów (zapełniło się więc jedyne 28% miejsc). Ceny biletów wcale nie były wygórowane. Najtańsze wejściówki można było nabyć za 48 złotych. Mimo to mecz obejrzało z trybun mniej osób niż przeciętne spotkanie Śląska Wrocław w sezonie 2025/26 na zapleczu Ekstraklasy. Piłkarze bez pieniędzy Imprezę organizował Piotr Ćwielong, czyli były piłkarz Śląska Wrocław, Wisły Kraków czy Ruchu Chorzów. Jeszcze podczas imprezy uśmiechał się do zdjęć wraz z zaproszonymi zawodnikami, ale dziś musi tłumaczyć się z niedopełnienia kontraktów, w których zobowiązał się opłacić faktury w ciągu dwóch tygodni od wydarzenia. Wyświetl ten post na Instagramie Post udostępniony przez Piotr Ćwielong (@pepe__cwielong) Wielu piłkarzy jest wściekłych, bo nie tylko nie otrzymało pieniędzy, ale też przekonujących wyjaśnień w obliczu niedotrzymania umów. Widzieliśmy screeny rozmów zawodników z Ćwielongiem. Padają w nich konkretne terminy na spłatę należności, których 40-latek nie dotrzymuje. Popularny „Pepe” sam z siebie nie informuje dłużników o sytuacji i rzadko odbiera telefon. Odpisuje głównie wtedy, gdy jest przyciśnięty. Zarzeka się, że wszystko opłaci, ale potrzebuje czasu. Zawodnicy czują się zwodzeni. Całości pieniędzy nie otrzymały nawet największe gwiazdy zaproszone na imprezę. Kilka wielkich nazwisk – być może czując pismo nosem – zażądało wypłaty części wynagrodzenia przed meczem, grożąc odmową wyjścia na murawę. Środki zostały wypłacone, ale później następowała cisza ze strony Ćwielonga. – Zgodziłem się na tzw. frytki, a i tak nie dostałem nic. Słabo wyszło – przekazuje nam jeden z polskich piłkarzy. Wielkie koszty meczu gwiazd Według naszych ustaleń największe kontrakty sięgały nawet 60 tysięcy euro. Po kilkadziesiąt tysięcy euro mieli obiecane także zagraniczni zawodnicy, którzy stali w drugim szeregu pod kątem popularności. Do tego wszystkiego dochodzą koszty logistyki, zakwaterowania, wynajmu stadionu, marketingu czy wystawnego bankietu. Niektórzy gracze przylecieli z drugiego końca świata, zabierając ze sobą całe rodziny. Przerośnięte koszty imprezy widać było chociażby na polskiej ławce. Pal licho, że na mecz zaproszono trzech bramkarzy – Artura Boruca, Bartosza Białkowskiego i Rafała Gikiewicza. Ciekawe jest co innego – obok Adama Nawałki zasiadł jego sztab, w którym byli między innymi Bogdan Zając, Jakub Kwiatkowski czy Tomasz Iwan. Wyobrażacie sobie kogokolwiek, kto kupuje bilet na mecz gwiazd, żeby zobaczyć jak Tomasz Iwan, dawny dyrektor ds. organizacyjnych kadry… siedzi na ławce? Ten przykład pokazuje, że wrocławskie wydarzenie generowało koszty, które nie miały prawa się zwrócić. Skontaktowaliśmy się z Piotrem Ćwielongiem, który teraz mierzy się z konsekwencjami nieudanego biznesu. Winę za porażkę wydarzenia zrzuca na wspólnika i… reprezentację Polski. – Mój wspólnik miał wziąć połowę rzeczy na siebie, ale się wycofał. Promowałem wydarzenie swoim nazwiskiem, więc nie mogłem się wycofać. To nie ja byłem odpowiedzialny za opłacenie zawodników, ale spadło to na mnie. Nikogo nie oszukałem i tak będzie już do mojej śmierci. Czasem tak jest w biznesie. Mam nauczkę na przyszłość – tłumaczy Ćwielong. – Nie uciekam od odpowiedzialności. Muszę teraz sprzedać swoje inwestycje, żeby to wszystko poukładać. Potrzebuję na to wszystko czasu. Nie schowałem się do piwnicy, z każdym chłopakiem rozmawiałem. Tylko siedmiu zawodników nie otrzymało pieniędzy – dodaje. Nie daliśmy wiary tej deklaracji. I, jak już wspomnieliśmy na wstępie, skontaktowaliśmy się z przynajmniej ośmioma zawodnikami lub ich reprezentantami, którym nie zostały uregulowane należności. Zakładamy, że bez problemu znaleźlibyśmy kolejnych, skoro tylko jeden z piłkarzy twierdził, że otrzymał umówione wynagrodzenie. Kontynuuje Ćwielong: – Biznes był dobry. Mieliśmy najlepszych zawodników, takich piłkarzy jeszcze nie było w Polsce na podobnym evencie. Zakładaliśmy, że przyjdzie połowa stadionu. Nie pomogła nam też reprezentacja Polski, która nagle stwierdziła, że zagra we Wrocławiu trzy dni po nas (chodzi o sparingowy mecz z Ukrainą – red.). Jeśli zwykły Kowalski ma w ciągu trzech dni do wyboru mecz legend albo reprezentacji Polski, wiadomo, że wybierze reprezentację. Tego nie mogliśmy przewidzieć. Wybraliśmy Wrocław, bo przez pięć lat nic się tam nie działo. Były piłkarz obiecuje, że ureguluje należności do połowy września. Przekazuje też, że wszyscy zawodnicy rozumieją sytuację i nie są z jej powodu źli. To kolejna nieprawda. Dotarliśmy do kilku osób, które są mocno zniesmaczone tym, że organizator wrocławskiego eventu nie wywiązał się z ustaleń. Całe wydarzenie nie zrobiło zbyt dobrej reklamy meczom gwiazd, które w ostatnim czasie co chwilę są organizowane na polskich stadionach. Jedne przyciągają większą publikę (jak Ronaldinho Show, przy okazji którego wypełnił się Stadion Śląski), inne mniejszą (jak mecz legend w Tychach, który odbył się przy niemalże pustych trybunach). Wszystkie te wydarzenia łączy jedno – gigantyczne koszty, jakie biorą na siebie organizatorzy. W tym konkretnym przypadku, Piotr Ćwielong ich nie udźwignął. ZOBACZ RÓWNIEŻ Ujawniamy wstrząsającego maila do Kuleszy! Wielki projekt PZPN to fikcja? Ronaldinho znów miał humorki, ale Galacticos Show spełniło swoją rolę Nawałka docenił Urbana. „Wyciągnął reprezentację z czeluści” Fot. Newspix.pl Artykuł Wielka plajta meczu legend. Ćwielong nie zapłacił gwiazdom [NEWS] pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Wielka plajta meczu legend. Ćwielong nie zapłacił gwiazdom [NEWS] pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Rozwijaj swój biznes bez przeszkód! Sprawdź elastyczne finansowanie i kredyty dopasowane do potrzeb Twojej firmy. Sprawdź ofertę, aby zyskać dodatkowe środki. Pamiętaj, ostateczne warunki zależą od dostawcy.
W ostatnich latach Polska stała się areną dla coraz liczniejszych meczów legend piłki nożnej, organizowanych przez przedsiębiorców z sektora sportowego. Ich popularność wynika z rosnącego zainteresowania fanów piłki nożnej widowiskowymi spotkaniami, w których biorą udział ikony sportu. Jednak za pozorną atrakcyjnością kryje się często chaos finansowy i organizacyjny. Mecz Ultimate Legends Night, który odbył się w maju tego roku we Wrocławiu, okazał się spektakularnym fiaskiem. Pomimo udziału gwiazd światowej klasy, takich jak Rivaldo, Alessandro Del Piero, Andrij Szewczenko czy Marek Hamsik, impreza zakończyła się gigantycznymi stratami finansowymi i nieuregulowanymi zobowiązaniami wobec zawodników. Według informacji z gazetawroclawska.pl, już w środę 20 sierpnia 2026 roku we Wrocławiu odbędzie się kolejne spotkanie legend, tym razem z udziałem Rivaldo, Del Piero i Szewczenka, co świadczy o kontynuacji tego typu inicjatyw pomimo dotychczasowych porażek. Problemem jest brak transparentności w finansowaniu takich wydarzeń oraz niskie zainteresowanie publiczności, co prowadzi do nieuregulowanych zobowiązań wobec uczestników. Dodatkowo, organizatorzy często liczą na efekt mediów społecznościowych, ale brak realnego zainteresowania przekłada się na straty, które nie są pokrywane przez dochody z biletów czy reklamy. Zjawisko to nie jest nowością – podobne przypadki miały miejsce w innych krajach, gdzie mecze legend kończyły się finansowymi katastrofami dla zarówno organizatorów, jak i zawodników.
Fiasko Ultimate Legends Night ujawniło poważne problemy w organizacji tego typu wydarzeń w Polsce. Zawodnicy, którzy przyjechali do Wrocławia, nie otrzymali umówionych wynagrodzeń, co rzuca niekorzystne światło na zarządzanie finansami przez Piotra Ćwielonga. Według relacji uczestników, większość z nich czeka od trzech miesięcy na zapłatę, co świadczy o braku profesjonalizmu i nieprzewidywalności organizatora. Skutkiem tego jest nie tylko zniechęcenie zawodników do udziału w przyszłych edycjach, ale także utrata zaufania publiczności do tego typu inicjatyw. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do ograniczenia zainteresowania meczami legend, co z kolei wpłynie na rynek sportowych wydarzeń w Polsce. Dodatkowo, sytuacja ta może mieć konsekwencje prawne dla organizatora, zwłaszcza jeśli zawodnicy zdecydują się na działania sądowe. W kontekście rosnącej popularności piłki nożnej w Polsce, fiasko Ultimate Legends Night stanowi ostrzeżenie przed nadmiernym entuzjazmem dla widowiskowych, ale finansowo ryzykownych przedsięwzięć.
Komentarz Redakcji
Ultimate Legends Night to klasyczny przykład, jak ambicje i brak profesjonalizmu mogą prowadzić do finansowej katastrofy. Że organizator nie zapłacił gwiazdom, które przyjechały na jego zaproszenie, świadczy o braku szacunku dla zawodników i lekceważeniu zasad biznesowych. Tego typu przedsięwzięcia powinny być starannie przemyślane, a organizatorzy powinni mieć solidne zabezpieczenia finansowe. Niestety, w Polsce często zdarza się, że chęć szybkiego zysku przeważa nad rozsądkiem, a konsekwencje ponoszą inni – w tym przypadku zawodnicy i fani, którzy liczyli na widowisko.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.