Sunderland: Jak z popiołów powstał gigant Premier League i zagrożenie dla Lecha Poznań
"Nie umarł. Tak Sunderland wrócił do Premier League i europejskich pucharów. Zanim Sunderland zakwalifikował się do europejskich pucharów i w ogóle wrócił do Premier League, musiało upłynąć sporo wody w rzece Wear. Fatalna sytuacja finansowa, 23-letni właściciel, mnóstwo trenerów… Aż w końcu w 2024 roku na Stadium of Light przybył Regis Le Bris, który dopiero co spadał z Ligue 1 z Lorient. Już w pierwszym sezonie zespół osiągnął wynik grubo ponad stan. Sunderland wrócił do europejskich pucharów po 53 latach przerwy, a teraz zmierzy się z Lechem Poznań. Spadek i piłkarski czyściec Klub z północy Anglii przeszedł daleką drogę od spadku z Premier League w sezonie 2016/17. Kto tam wtedy grał? Jermain Defoe, Jordan Pickford, John O’shea, Adnan Januzaj, Fabio Borini czy Patrick van Aanholt. Czarne Koty trochę przesunęły swój pogrzeb, bo już rok wcześniej cudem uniknęły spadku. A były zupełnie beznadziejne. Do bezpiecznej pozycji brakło aż 16 punktów. Ówczesny właściciel klubu, Ellis Short, potrafił szastać pieniędzmi. Choć w dzisiejszych realiach Premier League takie sumy nic nie znaczą, to właśnie w ostatnim sezonie przed spadkiem z elity, Sunderland pobił swój rekord transferowy, pozyskując Didiera Ndonga z Lorient za nieco ponad 13,5 mln funtów. Wiązano z nim wielkie nadzieje, a skończyło się na 54 występach i rozwiązaniu kontraktu Gabończyka w 2018 roku, kiedy nie pojawił się w klubie po letniej przerwie, chcąc wymusić transfer ze spadkowicza. Zamiast szybkiego powrotu do elity, było… ostatnie miejsce w Championship i spadek do League One. Kulisy tego sezonu zostały przedstawione w głośnym serialu „Sunderland till I die”, który później miał swoją kontynuację i doczekał się w sumie 17 odcinków. Po spadku klub przejęło trzech nowych właścicieli: Stewart Donald, Charlie Methven i Juan Sartori. Po fatalnym zarządzaniu i wprowadzeniu klubu w ponad 200-milionowe długi przez Shorta, trzeba było ciąć koszty. Za bezcen odchodziły młode talenty i zawodnicy, którzy grali jeszcze w Premier League, a i tak pieniędzy na wzmocnienia nie było. Wyjątkiem od tej reguły był transfer Willa Grigga z Wigan za cztery miliony. Ta decyzja też zresztą się nie opłaciła, bo znany z bramkostrzelności w niższych ligach angielskich napastnik dla Czarnych Kotów strzelił tylko osiem goli w 62 meczach. Po spadku z Championship Sunderland spędził w League One kolejne trzy lata. Wtedy, na początku 2021 roku, do klubu wszedł nowy właściciel. Nadzieją kibiców na lepsze czasy był… 23-letni Kyril Louis-Dreyfus. Jego ojciec Robert był w przeszłości właścicielem Olympique Marsylia. Meet the new chairman of Sunderland, 23 year old Kyril Louis-Dreyfus Youngest owner in Sunderland’s history His father was majority shareholder at Marseille His cousin is Seinfeld actress Julia Louis-Dreyfus https://t.co/ekKkStOHOJ — Football Daily (@footballdaily) February 18, 2021 Młody, bogaty właściciel nie chciał szastać jednak pieniędzmi na kolejnych zawodników, a wychowywać własne gwiazdy, na których sprzedaży klub będzie mógł później zarobić. Takie podejście się opłaciło – już w pierwszym sezonie pod jego wodzą Czarne Koty wywalczyły awans do Championship. W sezonie, który okazał się przełomowy, formą błyszczał sprowadzony ze Szkocji napastnik Ross Stewart, który strzelił aż 26 goli. Niedługo później Sunderland zarobił na nim osiem baniek. Nie mogło dziwić, że serial jest tak popularny, skoro mieliśmy tu taki emocjonalny rollercoaster. Upadek, długi, próba odbudowy, zmiana strategii, młodziutki właściciel. Zresztą, trzeci sezon serialu przedstawia właśnie te najlepsze chwile, gdy udało się wrócić do Championship. Walka o powrót do elity i zmiany trenerów Trenerem drużyny, która awansowała do Championship, był Alex Neil. Kibice mieli nadzieję na kolejny owocny sezon pod jego wodzą, tymczasem w sierpniu, po zaledwie pięciu kolejkach, ich szkoleniowiec przeszedł do Stoke City. Odejście trenera do ligowego rywala zabolało fanów. Anglik wytłumaczył swoją decyzję kilkanaście miesięcy później w rozmowie z EFL Debate. Sunderland manager Alex Neil leaving the clubs training ground to head to Stoke https://t.co/81WRBftpCV — Football Daily (@footballdaily) August 26, 2022 – Świetnie wspominam czas, kiedy tam byłem, mam absolutnie same dobre rzeczy do powiedzenia o Sunderlandzie. To, co jest rozczarowujące i frustrujące, to to, że przedstawiano mnie jako złoczyńcę. Padło wiele nieprawdziwych słów. Wiele się o tym mówiło i ostatnią rzeczą, jaką chciałem zrobić, było dolewanie oliwy do ognia. Myślę, że wiele osób mówiło o mnie rzeczy, które są całkowicie nieprawdziwe. – Najważniejszą sprawą w tamtym momencie był fakt, że właśnie awansowaliśmy. Podam może przykład: podpisujesz kontrakt z napastnikiem, on strzela 20 goli, później puka do drzwi i mówi: „Chcę nowy kontrakt, właśnie strzeliłem dla ciebie 20 goli”. Zrobiłbyś wszystko, co w twojej mocy, żeby zaspokoić jego potrzeby, prawda? – Gdy tylko awansowaliśmy, chciałem rozpocząć rozmowy o przedłużeniu kontraktu, o lepszej umowie i o byciu częścią tego, co klub zamierzał robić dalej, bo właśnie tam widziałem swoją przyszłość. Ale prawda była taka, że z ich punktu widzenia miałem już swój kontrakt. Tyle że w tamtym momencie nie dawało mi to żadnej wiary ani poczucia bezpieczeństwa w kwestii: „chcemy, żebyś był tym, kto poprowadzi nas naprzód przez kolejne kilka lat”. Neila zastąpił Tony Mowbray, w którym z czasem kibice się zakochali. W sezonie po awansie z League One Mowbray poprowadził drużynę do play-offów Championship, zajmując szóste miejsce. Już w półfinale silniejsze okazało się jednak Luton Town, które później pokonało jeszcze Coventry City i dostało się do Premier League. A błyszczał kto? Wypożyczony z Manchesteru United Amad Diallo, który tym sposobem na dobre wywalczył angaż w pierwszej ekipie Diabłów. 14 goli robiło wrażenie. Mimo że nie udało się wówczas wywalczyć awansu, Mowbray stał się niejako ofiarą swojego sukcesu. Ambicje Sunderlandu sięgały wspomnianego awansu, a po 19 kolejkach sezonu 2023/24 Czarne Koty zajmowały dziewiąte miejsce w tabeli, choć ze stratą zaledwie trzech punktów do miejsc barażowych. Wystarczyło to jednak do zwolnienia Mowbraya, czego kompletnie nie rozumieli kibice. W jego miejsce zatrudniony został Michael Beale. Były trener Rangers totalnie jednak rozczarował – po pierwsze – diametralnie zmienił się styl gry Sunderlandu, który pod wodzą Mowbraya cieszył oczy kibiców. Po zmianie trenera gra polegała na opieraniu się na indywidualnościach. Beal poprowadził drużynę w zaledwie 12 spotkaniach, a sześć z nich zakończyło się porażką. Kompletna klapa. Sezon w roli tymczasowego szkoleniowca dokończył asystent Mike Dodds, a Sunderland skończył dopiero na 16. miejscu. „Cały proces od Mowbraya do Mike’a Doddsa, przez Michaela Beale’a, aż po Doddsa, został spartaczony i przeprowadzony w chaotyczny sposób. Stało się to coraz bardziej oczywiste w ostatnich miesiącach i odegrało kluczową rolę w naszej obecnej sytuacji” – pisano wówczas na Roker Report, serwisie zajmującym się Sunderlandem. Upragniony awans do Premier League Tutaj, można powiedzieć, że przechodzimy do teraźniejszości, choć musimy się najpierw cofnąć jeszcze do sezonu 2024/25. Przed jego rozpoczęciem trenerem Sunderlandu został Regis Le Bris, który całą dotychczasową karierę spędził we Francji. Chwilę przed przeprowadzką do Anglii Francuz spuścił Lorient z Ligue 1, a sezon wcześniej poprowadził ich do dziesiątego miejsca. Understand Sunderland new manager Régis Le Bris will sign a two year deal until June 2026 with an option for further season. There’s gonna be also a wider restructure of the coaching staff with many new faces joining #SAFC. https://t.co/ALq0ES943t — Fabrizio Romano (@FabrizioRomano) June 21, 2024 Widocznie Sunderlandowi potrzebne było świeże spojrzenie. Le Bris był pierwszym szkoleniowcem spoza wysp od Dicka Advocaata, który prowadził drużynę w 2015 roku. Już w pierwszym sezonie pod wodzą Francuza Czarne Koty zajęły czwarte miejsce i dostały się do play-offów. W nich najpierw poradziły sobie z Coventry, a w finale na Wembley, w dramatycznych okolicznościach pokonały Sheffield United. Gola na wagę awansu w piątej minucie doliczonego czasu gry strzelił 19-letni Tommy Watson. Młody Anglik wiedział już wtedy, że to jego ostatni mecz przed transferem do Brighton. Do Borussii Dortmund odchodził natomiast Jobe Bellingham. Po czterech latach spędzonych w klubie Kyril Louis-Dreyfus osiągnął swój cel i przywrócił Sunderland do angielskiej elity po ośmiu latach niebytu. Warto zaznaczyć też, że przez trzy lata spędzone na zapleczu Premier League Czarne Koty miały najmłodszą drużynę w lidze. Sensacyjny powrót do pucharów Jeszcze w Championship kwoty wydawane na transfery nowych zawodników przypominały bardziej te wydawane obecnie przez czołowe kluby Ekstraklasy. Po awansie do Premier League w drużynę zainwestowano jednak blisko 200 mln funtów. Sunderland znalazł się w pierwszej dziesiątce tabeli, biorąc pod uwagę wydatki na transfery. Sprowadzono wówczas m.in.: Habiba Diarrę ze Strasbourga za 30 mln (rekord transferowy) wykupiono Enzo Le Fee z Romy za 19 mln Briana Brobbeya z Ajaxu za ponad 21 mln Chemsdine’a Talbiego z Brugge za 15 mln Nilsona Angulo z Anderlechtu za 17,5 mln Noaha Sadikiego z Unionu Saint-Gilloise za 15 mln. Wspomniane transfery stanowią sześć z dziesięciu najdroższych zakupów w historii klubu. Zrobiono wszystko, żeby ta łajba nie zatonęła, bo będzie miała za słabą ekipę. Były to dobrze zainwestowane pieniądze. Podopieczni Le Brisa potrafili zgarnąć komplet sześciu punktów w starciach z Chelsea czy w prestiżowych Tyne-Wear Derby z Newcastle United. M.in. fatalna końcówka sezonu w wykonaniu wspomnianych The Blues pozwoliła Sunderlandowi wskoczyć na siódmą pozycję w tabeli, która oznaczała udział w Lidze Europy. Tym samym Czarne Koty wróciły do europejskich pucharów po 53 latach. Ostatni i jedyny raz wzięły w nich udział w sezonie 1973/74, kiedy doszły do drugiej rundy Pucharu Zdobywców Pucharów. To wielki moment dla kibiców, święto. Słynny drugi sezon beniaminka Często powtarza się w kontekście beniaminków, które osiągnęły dobry wynik, że w kolejnym sezonie może nie być tak kolorowo. I właśnie z tym mierzy się w tej chwili Sunderland, który nie radzi sobie z łączeniem ligi z pucharami. – Prawda jest taka, że nie możemy normalnie trenować. Mówiłem niedawno, że granie w europejskich pucharach jest najlepszą możliwą jednostką treningową, jaką możemy przeprowadzić, grając z dobrą drużyną na pięknym stadionie – stwierdził przed meczem z Lechem Regis Le Bris. Choć tak właściwie to serwisy statystyczne wskazują, że kolorowo nie powinno być także w poprzednim sezonie. Mimo że Czarne Koty zajęły wówczas siódme miejsce, to na podstawie tabeli uwzględniającej xPTS (spodziewane punkty) powinny zająć… miejsce w strefie spadkowej. To pokazuje, jak bardzo podopieczni Regisa Le Brisa zagrali ponad stan. I przede wszystkim, jak wyciskali maksa ze skuteczności i trafiania w danego momentum. Potrzebowali do tego liderów, takich jak choćby Granit Xhaka. Teraz dopadła ich rzeczywistość. Do Sunderlandu za pokaźne kwoty z Francji trafili Malick Fofana i Dayann Methalie (drugi i trzeci najwyższy transfer w historii klubu). Czarne Koty rozpoczęły jednak sezon od porażki z Ipswich, czyli beniaminkiem. Po kilku tygodniach przyszedł czas na starcia z mocniejszymi rywalami: Arsenalem, Manchesterem City i Brighton, czyli drużynami tworzącymi aktualnie czołową trójkę Premier League. Wszystkie te mecze zakończyły się porażkami Sunderlandu, a w ostatniej kolejce doszedł jeszcze przegrany po błędach indywidualnych obrońców mecz z Bournemouth. Na domiar złego na zakończenie siódmej kolejki Premier League pierwsze zwycięstwo w tym sezonie odniósł Tottenham, który pokonał Coventry. Dzięki temu Koguty wydostały się ze strefy spadkowej, opuściły ostatnie miejsce w tabeli i zepchnęły tam właśnie Sunderland. Po meczu z Bournemouth nerwy puściły obrońcy zespołu, Nordiemu Mukiele. – Myślę, że ten mecz jest dokładnym odzwierciedleniem tego, jak wyglądamy od początku sezonu. Nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Dlaczego? Nie wiem. Może dlatego, że staliśmy się aroganccy, tak mi się wydaje – mówił Francuz w rozmowie ze Sky Sports. Nerwowa sytuacja w lidze szansą dla Lecha Z dużo słabszymi rywalami niż w Premier League podopieczni Le Brisa mierzą się w Lidze Europy, choć i to nie oznacza, że należy im z automatu dopisywać trzy punkty. W pierwszej kolejce ograli AZ Alkmaar 1:0 po golu z rzutu karnego, natomiast w drugiej serii gier niespodziewanie długo męczyli się z portugalskim, drugoligowym Torreense. Zdobywcy Pucharu Portugalii prowadzili od 37. minuty, a Anglicy odpowiedzieli dopiero w drugiej połowie, zdobywając bramkę na wagę trzech punktów w doliczonym czasie gry. Choć z trudem, to po dwóch kolejkach Sunderland ma na koncie komplet punktów w Lidze Europy, a przed sobą starcie o sześć punktów z Leeds United w Premier League. Pawie prowadzone przez Daniela Farke zgromadziły do tej pory sześć punktów więcej. W związku z tym kibice mieli nawoływać swoją drużynę, by skupiła się właśnie na najbliższym ligowym rywalu, nawet kosztem starcia z Lechem. W meczu ze wspomnianym Torreense w wyjściowej jedenastce nie znaleźli się Nordi Mukiele, Kevin Danso, Reinildo Mandava, Granit Xhaka czy Enzo Le Fee. Danso akurat należy spodziewać się w składzie na mecz w Poznaniu – w ostatnim starciu z Bournemouth Austriak zaliczył katastrofalny występ, który zakończył się czerwoną kartką już w 17. minucie. Z Leeds stoper wypożyczony z Tottenhamu zatem nie zagra. Sunderland musi przyzwyczajać się do czwartkowych wieczorów z pucharami. O arcyważny mecz z Pawiami i ewentualnie rotacje w składzie na Lecha Le Brisa pytali także angielscy dziennikarze. – Najważniejszy jest każdy kolejny mecz. Ważne jednak, by zarządzać obciążeniami zawodników. To będzie dla nas kluczowe, by przygotować się na Leeds. Interesująco zapowiada się jednak także jutrzejszy mecz. Spróbujemy pogodzić oba te zagadnienia – stwierdził francuski trener przed starciem z Lechem. Ze słów szkoleniowca da się wyczuć, że czuje powagę ligowej sytuacji. Dochodzą do tego kontuzje Briana Brobbeya, Daniela Mallarda czy sprowadzonego tego lata za darmo Thomasa Meuniera. Od Lecha, który po dwóch kolejkach Ligi Europy ma na koncie zero punktów i bilans 0:8, po prostu trzeba wymagać, by w meczu takim, jak ten, przynajmniej nawiązał walkę. Czy zakończy się to zwycięstwem, tego nie wie nikt, jednak dobrze cel Lecha na ten mecz określił na konferencji prasowej Michał Gurgul. – Wymarzony wynik to zwycięstwo, ale nie chciałbym stawiać, że jeśli nie wygramy, to będzie katastrofa. Po meczu chciałbym powiedzieć, że wyciągnęliśmy maksa – stwierdził młody lewy obrońca. Czy Lech faktycznie postawi się osłabionemu przedstawicielowi Premier League? Początek starcia z Sunderlandem o 18:45. ZOBACZ RÓWNIEŻ Frederiksen przed Sunderlandem. Lech nie zmieni swojego stylu Szansa dla Lecha. Gwiazda Sunderlandu na pewno nie zagra Gurgul o Sunderlandzie: Jesteśmy w stanie im zaszkodzić Fot. Newspix Artykuł Nie umarł. Tak Sunderland wrócił do Premier League i europejskich pucharów pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Nie umarł. Tak Sunderland wrócił do Premier League i europejskich pucharów pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Kredyty konsolidacyjne pozwalają połączyć kilka zobowiązań w jedną, niższą ratę, co może ułatwić zarządzanie budżetem domowym – warto sprawdzić dostępne opcje i porównać warunki. Możesz zyskać przejrzystość finansową oraz potencjalne oszczędności na odsetkach, klikając „Sprawdź ofertę”. Pamiętaj, ostateczne warunki zależą od dostawcy.
Sunderland AFC, klub o bogatej historii i dramatycznych losach, stał się w ostatnich latach symbolem odrodzenia się z popiołów. Po spadku z Premier League w sezonie 2016/17 i upadku finansowym, zespół z północnej Anglii znalazł się w trzeciej lidze angielskiej. Właściciele, Ellis Short, zostali zastąpieni przez nową trójkę inwestorów – Stewarta Donalda, Charlie’ego Methvena i Juana Sartoriego, którzy podjęli się konsolidacji finansowej klubu. Kluczowym momentem okazało się przybycie w 2024 roku francuskiego trenera Regisa Le Brisa, który po spadku z Lorient z Ligue 1, wprowadził w Sunderlandze rewolucję taktyczną i mentalną. Jego strategia opierała się na rozbudowie akademii piłkarskiej oraz odkrywaniu młodych talentów, takich jak Will Grigg czy Adam Clarke, którzy stali się filarami zespołu. W sezonie 2025/26 Sunderland nie tylko powrócił do Premier League, ale także zakwalifikował się do Ligi Europy, co oznacza powrót do europejskich aren po 53 latach przerwy. W tym samym czasie, kluby Premier League intensywnie śledzą transferowe ambicje, co widać na przykładzie zainteresowania gwiazdami z River Plate, takich jak Enzo Fernández, czy spekulacji dotyczących transferu Sadiou Balde do PSG. W Polsce, Lech Poznań, jako jeden z liderów Ekstraklasy, widzi w Sunderlandzie nie tylko rywala w europejskich pucharach, ale także potencjalnego przeciwnika w przyszłych rozgrywkach, zwłaszcza że problemy finansowe i transferowe wielu klubów mogą stworzyć szansę na niespodziankę w rozgrywkach ligowych i międzynarodowych. Historia klubu pokazuje, jak kluczowe są nie tylko inwestycje finansowe, ale także strategiczne decyzje kadrowe i taktyczne, które mogą odmienić losy drużyny nawet po najgorszych kryzysach.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Monochromatyczne buty męskie w stylu sportowym z przeszyciami – beżowe V2 - Rozmiar: 42
Powrót Sunderlandu do Premier League i europejskich pucharów to nie tylko sukces sportowy, ale także dowód na to, że w piłce nożnej nawet najgorsze kryzysy można przezwyciężyć dzięki odpowiednim decyzjom zarządczym i taktycznym. Klub z północy Anglii stał się modelem odbudowy, który przyciąga uwagę innych spadkowiczów w Europie. Dla rynku transferowego oznacza to wzrost zainteresowania młodymi talentami z niższych lig, co może podnosić wartość młodych piłkarzy w całej Wielkiej Brytanii. W kontekście europejskim, powrót Sunderlandu do Ligi Europy może oznaczać większą konkurencyjność w rozgrywkach, gdzie kluby z niższych lig często zaskakują tradycyjne potęgi. W Polsce, sytuacja Lecha Poznań, który musi stawić czoła wyzwaniom finansowym i transferowym, pokazuje, że nawet dla polskich klubów sukces Sunderlandu może być inspiracją do poszukiwania nowych strategii rozwoju. Ponadto, sukces Sunderlandu wzmocnił także dyskusję na temat roli europejskich pucharów w rozwoju klubów niższych lig, co może prowadzić do zmian w systemie kwalifikacji do tych rozgrywek.
Komentarz Redakcji
Sunderland udowadnia, że w piłce nożnej nie ma miejsca na pesymizm. Klub, który w 2017 roku był na skraju bankructwa, dziś gra w elitarnej Premier League i europejskich pucharach. To nie tylko sukces sportowy, ale także lekcja dla wszystkich, którzy uważają, że historia klubu decyduje o jego przyszłości. Czas pokazać, że nawet najgorsze kryzysy można przezwyciężyć – wystarczy mądre zarządzanie i wizja.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.