Manchester City skazany: Jak 115 zarzutów zmieniło oblicze Premier League
"Budżet Obywatelski. O co chodzi w sprawie 115 zarzutów?. Ile razy słyszeliście już o 115 zarzutach wobec Manchesteru City? Pewnie z 215. A ile razy zastanawialiście się, o co właściwie chodzi w tych zarzutach? Co takiego przeskrobali The Citizens? Dlaczego nazywani są największymi oszustami w historii klubowej piłki? I co realnie im za to grozi? Usiądźcie wygodnie w fotelach, zapnijcie pasy – pora na przejażdżkę po meandrach przepisów, slalom między paragrafami i wyprawę w głąb ksiąg finansowych. The Citizens czy The Cheatizens? Manchester City przez lata budował potęgę, która wywróciła hierarchię w angielskim futbolu. Kiedyś mówiło się o wielkiej czwórce, ale dziś wymienianie gigantów Premier League bez wspomnienia o City jest niemożliwe. W końcu to zespół, który jako pierwszy w historii zdobył aż cztery mistrzostwa z rzędu, a sezon 2022/23 był jego peakiem – wywalczył wtedy potrójną koronę. City, klub, który jeszcze na początku XXI wieku nie należał nawet to krajowej elity, stał się jedną z najważniejszych marek w światowej piłce. Wprawdzie Ligę Mistrzów wygrał tylko raz, a w finale zagrał tylko dwa razy, ale w epoce Pepa Guardioli w zasadzie co sezon był jednym z dwóch, góra trzech głównych kandydatów do triumfu w tych rozgrywkach. Potrafił też grać pięknie, zbierając 100 punktów w sezonie czy rywalizować na noże z Liverpoolem i była to walka elektryzująca. Maszyna Pepa zdobywała kolejne mistrzostwa Anglii, biła rekordy transferowe, przyciągała największe gwiazdy. Za sportowym sukcesem stały olbrzymie pieniądze arabskich szejków, którzy byli gotowi finansować projekt na niespotykaną wcześniej skalę. W lutym 2023 roku Premier League postawiła jednak klubowi 115 zarzutów dotyczących możliwych naruszeń regulaminu finansowego. Sprawa obejmowała dziewięć sezonów, a jej korzenie sięgały jeszcze końcówki pierwszej dekady XXI wieku. Dochodzenie trwało cztery lata, rozprawa przed niezależną komisją kolejne miesiące, a na rozstrzygnięcie trzeba było czekać do jesieni 2026 roku. Bóg raczy wiedzieć, ile poczekamy sobie na karę dla „Obywateli”. O ile taka w ogóle się urzeczywistni, bo wciąż nie brakuje niedowiarków, którzy twierdzą, że City się upiecze. 29 września komisja ogłosiła ustalenia, które stanowią jeden z najpoważniejszych ciosów wizerunkowych w historii angielskiej piłki. Uznała Manchester City za winny wszystkich (jeszcze raz: WSZYSTKICH) zarzutów dotyczących poważnych naruszeń finansowych oraz większości zarzutów związanych z brakiem współpracy ze śledczymi. W centrum sprawy znalazły się umowy sponsorskie, które według komisji nie odzwierciedlały rzeczywistych ustaleń między stronami oraz dokumenty finansowe przedstawiające sytuację klubu w sposób niezgodny z rzeczywistością. W grę wchodzi ponad 900 milionów funtów. Nie oznacza to, że City ukradło taką sumę. Nie musiało. Chodzi o coś innego – o nieprawidłowości w sposobie prezentowania przychodów i kosztów, które – według ustaleń komisji – pozwalały klubowi wykazywać znacznie lepszą kondycję finansową, niż wynikałoby to z rzeczywistych przepływów pieniędzy. Manchester City oczywiście nie zgadza się z rozstrzygnięciem. 1 października złożył odwołanie, twierdząc, że decyzja zawiera istotne błędy prawne i faktyczne. Żeby zrozumieć, dlaczego postępowanie ma tak ogromne znaczenie, trzeba jednak cofnąć się do czasów, gdy Manchester City dopiero zaczynał drogę na szczyt. Financial Fair Play W futbolu pieniądze zawsze miały znaczenie. Bogatsze kluby mogły kupować lepszych piłkarzy, płacić im wyższe pensje i zatrudniać trenerów, których konkurencja nie była w stanie przekonać do współpracy. Z czasem różnice finansowe zaczęły jednak rosnąć do tego stopnia, że europejskie i krajowe organizacje wprowadziły pewne bezpieczniki w systemie. W przypadku UEFA kluczowe znaczenie miały regulacje Financial Fair Play. Premier League miała z kolei własne przepisy dotyczące sprawozdawczości finansowej i dopuszczalnego poziomu strat. Ich szczegóły zmieniały się na przestrzeni lat, ale podstawowa zasada pozostawała podobna: kluby musiały prawidłowo wykazywać swoje przychody, koszty i sytuację finansową, a wydatki podlegały określonym ograniczeniom. Nie oznaczało to zakazu inwestowania. Właściciel mógł finansować rozwój klubu, pokrywać straty i zapewniać środki na infrastrukturę. Nie każda wpłata była jednak traktowana jak przychód z działalności komercyjnej. To rozróżnienie miało fundamentalne znaczenie dla Manchesteru City. Pieniądze przekazane przez właściciela nie stają się automatycznie przychodem komercyjnym. Jeżeli klub otrzymuje pieniądze z tytułu sponsoringu, powinien wykazać rzeczywistą umowę handlową i związane z nią przychody. Jeżeli zaś finansowanie pochodzi od właściciela, musi zostać rozliczone zgodnie z jego rzeczywistym charakterem. Everton w sezonie 2023/24 ukarany został dwukrotnie odjęciem punktów za nieprzestrzeganie zasad PSR. Przez to omal nie spadł z ligi. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ wyższe przychody mogą poprawiać wynik finansowy i pozwalać na większe wydatki w granicach regulaminowych limitów. Jeżeli jednak przychody są zawyżone albo koszty zaniżone, obraz sytuacji klubu staje się nieprawdziwy. I właśnie wokół tej kwestii zbudowano sprawę przeciwko Manchesterowi City. Premier League nie zarzucała klubowi po prostu tego, że wydawał za dużo pieniędzy. Istotą postępowania było ustalenie, czy City prawidłowo informowało o swoich finansach, czy przestrzegało odpowiednich limitów oraz czy współpracowało z ligą, gdy ta zaczęła badać jego działalność. We wszystkich wypadkach odpowiedź jest negatywna. Przynajmniej zdaniem śledczych. 115 zarzutów to nie 115 różnych przekrętów Gdy w lutym 2023 roku Premier League ogłosiła skierowanie sprawy do niezależnej komisji, liczba 115 przykleiła się do Manchesteru City jak 711 do Czesława Michniewicza albo 007 do Jamesa Bonda. Warto jednak pamiętać, że nie chodziło o 115 zupełnie różnych rodzajów naruszeń. Zarzuty obejmowały kilka kategorii obowiązków regulaminowych, powtarzających się w kolejnych sezonach. Część dotyczyła tych samych mechanizmów finansowych, ale różnych okresów lub odrębnych wymogów przepisów. Pierwotny katalog dzielił się na pięć głównych grup. 54 zarzuty dotyczące przekazywania informacji finansowych w dziewięciu sezonach, od 2009/10 do 2017/18. Chodziło między innymi o przychody sponsorskie, relacje z podmiotami powiązanymi z właścicielem oraz koszty operacyjne, 14 zarzutów związanych z niepełnym ujawnianiem wynagrodzeń trenerów i piłkarzy. W przypadku szkoleniowców chodziło o sezony od 2009/10 do 2012/13 (Roberto Mancini), a w przypadku zawodników o okres od 2010/11 do 2015/16, 5 zarzutów dotyczyło przestrzegania wymogów finansowych UEFA w latach 2013/14–2017/18, 7 odnosiło się do zasad rentowności i stabilności finansowej Premier League, czyli Profitability and Sustainability Rules, w sezonach 2015/16–2017/18, 35 zarzutów dotyczących współpracy z Premier League podczas dochodzenia, obejmujących okres od grudnia 2018 roku do lutego 2023 roku. Taki podział pokazuje, dlaczego nie można traktować wszystkich zarzutów jako jednego zdarzenia. Część dotyczyła tego, jak klub przedstawiał swoje finanse przez wiele lat. Inne odnosiły się do wynagrodzeń i konkretnych obowiązków regulaminowych. Jeszcze inne dotyczyły zachowania City już po rozpoczęciu dochodzenia. 29 września 2026 roku komisja opublikowała ustalenia, według których potwierdzono 114 z 115 zarzutów. Oddalono jeden podzarzut związany z obowiązkami klubu wobec Premier League. Pozostałe ustalenia również są jednak objęte odwołaniem Manchesteru City. W praktyce najważniejsza nie jest sama liczba. Znacznie istotniejsze jest to, że komisja uznała za udowodnione zasadnicze naruszenia dotyczące raportowania finansowego oraz przestrzegania limitów wydatków. Skala zarzutów jest ogromna i z miejsca zaczęło się mówić, że to bezprecedensowy proces, który może odcisnąć piętno na kolejnych dekadach Premier League. 949,94 miliona funtów. Jak działał mechanizm finansowania City? Najważniejszym elementem ustaleń komisji był mechanizm, który w opublikowanym uzasadnieniu określono jako Disguised Funding Scheme, czyli schemat ukrytego finansowania. Według tego Manchester City zawierał umowy sponsorskie z partnerami z Abu Zabi, w których zapisane kwoty miały znacznie przekraczać rzeczywistą wartość handlową porozumień. Co istotne, sponsorzy nie mieli pokrywać całej kwoty wykazywanej w dokumentach. Część pieniędzy zapewniała spółka Abu Dhabi United Group Investment & Development, powiązana z właścicielem klubu. Mechanizm miał więc wyglądać następująco: Manchester City zawierał umowę sponsorską na określoną kwotę. Sponsor przekazywał tylko część należności, natomiast pozostałe środki trafiały do klubu od podmiotu związanego z właścicielem. W dokumentach całość miała jednak figurować jako przychód ze sponsoringu. Mówiąc prościej – szejkowie pompowali w klub pieniądze, fałszywie je księgując w papierach i to stanowiło sedno sporu. Jak podawał ESPN, w dziewięciu badanych sezonach Manchester City wykazał 949,94 miliona funtów przychodów z określonych umów sponsorskich z Abu Zabi. Z tej kwoty 119,25 miliona funtów stanowiły płatności bazowe sponsorów. Pozostałe 830,69 miliona funtów miało pochodzić od Abu Dhabi United Group. 𝗕𝗥𝗘𝗔𝗞𝗜𝗡𝗚: Manchester City received £949.94 MILLION in commercial income from Abu Dhabi sponsors between 2009 and 2018. Only £119.25M actually came from the sponsors themselves. The remaining £830.69M consisted of “Tagged Sums” paid by Abu Dhabi United Group, Manchester City’s owners. — @ESPN — The Touchline | 𝐓 (@TouchlineX) September 29, 2026 Różnica jest ogromna. Ponad 830 milionów funtów zaksięgowanych jako przychody sponsorskie miało w rzeczywistości pochodzić od podmiotu powiązanego z właścicielem. Nie oznacza to, że sam fakt przekazywania pieniędzy przez ADUG był nielegalny. Właściciele klubów mogą przecież finansować ich działalność. Problem, według komisji, polegał na tym, że pieniądze miały być przedstawiane jako przychody komercyjne, a rzeczywiste ustalenia między stronami nie odpowiadały temu, co wynikało z dokumentacji. W konsekwencji City miało wykazywać znacznie wyższe wpływy z działalności handlowej, niż wynikałoby to z rzeczywistych płatności sponsorów. Jednocześnie ukryty miał pozostawać rzeczywisty poziom finansowania zapewnianego przez właściciela. Komisja uznała, że zakwestionowane umowy były pozorne, ponieważ nie odzwierciedlały rzeczywistych porozumień pomiędzy stronami. Miało to pozwalać sztucznie zawyżać przychody i poprawiać obraz sytuacji finansowej klubu. W rzeczywistości The Citizens nie byli jeszcze komercyjną potęgą, a trochę sobie „pomagali”, dopisując sztuczne kwoty. Wielka kasa robi różnicę Manchester City nie został oskarżony o naruszenie zasad wyłącznie dlatego, że miał bogatego właściciela. W futbolu istnieje przecież wiele klubów finansowanych przez zamożnych inwestorów, a sam kapitał właścicielski nie jest zakazany. Wystarczy spojrzeć nawet na Newcastle United. Problem pojawia się wtedy, gdy sposób finansowania wpływa na wykazywane przychody. Te z kolei decydują o tym, czy klub spełnia regulaminowe wymogi. Carlos Tevez był jednym z symboli nowego City. Jego odejście spotkało się z wielką nienawiścią ze strony sąsiadów z United i nic dziwnego. Jeżeli klub wykazuje przychody sponsorskie, których rzeczywisty charakter jest inny niż przedstawiony w dokumentach, może sprawiać wrażenie, że dysponuje większą samodzielną zdolnością do generowania pieniędzy. To z kolei może wpływać na ocenę jego strat i dopuszczalnego poziomu wydatków. Właśnie dlatego przepisy dotyczące sponsoringu nie ograniczają się do sprawdzenia, czy pieniądze faktycznie wpłynęły na konto. Istotne jest również to, kto je przekazał, za co zapłacił i czy kwota odpowiada rzeczywistej wartości umowy. Komisja uznała, że po uwzględnieniu prawidłowego charakteru zakwestionowanych transakcji Manchester City przekraczał limity finansowe Premier League i UEFA w objętych postępowaniem sezonach. Według ustaleń naruszenia były poważne, a przedstawiane sprawozdania nie odzwierciedlały rzeczywistej sytuacji klubu. To ważna różnica. Nie chodzi o to, że City po prostu miało więcej pieniędzy niż rywale. Chodzi o to, czy mogło wykazywać określone wpływy jako przychody komercyjne, a następnie korzystać z tego przy ocenie zgodności z regulaminem. Z punktu widzenia sportowej rywalizacji takie rozróżnienie ma ogromne znaczenie. Kluby, które muszą finansować transfery z rzeczywistych przychodów i przestrzegać limitów, mogą znaleźć się w gorszej sytuacji wobec konkurenta, jeśli ten osiąga podobny efekt dzięki mechanizmowi uznanemu przez komisję za niezgodny z przepisami – czytaj: dzięki kreatywnej księgowości. Nie należy jednak wyciągać z tego automatycznego wniosku, że każdy sukces Manchesteru City był bezpośrednim skutkiem zakwestionowanego finansowania – byłoby to uproszczenie. Ale mające poważne fundamenty… dlatego to sprawa tak niejednoznaczna. Roberto Mancini i ponad 15 milionów funtów poza oficjalnymi umowami Wątek sponsoringu nie wyczerpuje zresztą tej zawiłej sprawy. Komisja badała również sposób rozliczania wynagrodzeń osób związanych z klubem. Szczególne zainteresowanie wzbudził Roberto Mancini, trener Manchesteru City w latach 2009–2013. Włoch poprowadził zespół do pierwszego od 44 lat mistrzostwa Anglii, zdobytego w dramatycznych okolicznościach w maju 2012 roku po pamiętnej bramce Sergio Aguero z QPR. Jego kadencja była jednym z kluczowych etapów przemiany City w dominującą siłę angielskiego futbolu. Już wcześniej niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, korzystający z materiałów Football Leaks, opisywał umowy związane z wynagrodzeniem Manciniego. Według tych publikacji trener otrzymywał kasę za pracę w Manchesterze City, a osobne porozumienie konsultingowe wiązało go z Al Jazirą, klubem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W publikacjach pojawiały się kwoty około 1,5 miliona funtów rocznie za pracę w City oraz około 1,75 miliona funtów rocznie za „usługi konsultingowe”. Według opisywanych dokumentów druga umowa przewidywała bardzo niewielki wymiar świadczeń. Co na to sam Mancini? – Uznany za winnego czego? To nie jest sprawa, która mnie dotyczy. To nic nowego, bo dyskutuje się o tym od czterech czy pięciu lat. Manchester City nie został uznany za winnego, a rzekomy podwójny kontrakt to nie moje zmartwienie. To ich problem, a nie mój – stwierdził selekcjoner Azzurrich. Trzeba jednak zachować ostrożność. Sama obecność dwóch umów nie dowodzi, że jedna z nich była fikcyjna ani że Mancini dopuścił się osobistego przestępstwa. Istotne jest to, czy świadczenia faktycznie były wykonywane, kto za nie płacił i czy wszystkie koszty związane z zatrudnieniem trenera zostały prawidłowo ujawnione. W postępowaniu Premier League komisja uznała, że część wynagrodzeń związanych z byłymi pracownikami nie została odpowiednio wykazana w dokumentach dotyczących zatrudnienia. Łączna wartość zakwestionowanych płatności przekracza 15 milionów funtów i dotyczy trzech byłych pracowników. W tym gronie jest nie tylko Mancini, ale też Yaya Toure. Znaczenie tego wątku polega na tym, że wynagrodzenia są kosztami klubu. Jeżeli część rzeczywistych kosztów nie pojawia się w oficjalnej dokumentacji, sprawozdanie może przedstawiać korzystniejszy wynik finansowy, niż wynikałoby to z pełnych rozliczeń. Nie jest to jednak tożsame ze stwierdzeniem, że wszyscy zawodnicy lub trenerzy wiedzieli o nieprawidłowościach. Odpowiedzialność za konstrukcję umów, ich finansowanie i prawidłowość sprawozdawczości trzeba ustalać na podstawie konkretnych dowodów. Fordham i prawa do wizerunku Kolejnym wątkiem było porozumienie dotyczące praw do wizerunku piłkarzy, określane jako Fordham Arrangement. O co chodzi? Prawa do wizerunku są w profesjonalnym futbolu normalnym elementem działalności komercyjnej. Piłkarze mogą udostępniać go w reklamach, kampaniach sponsorskich czy innych przedsięwzięciach. Nie ma nic nielegalnego w samym istnieniu takich umów. Real Madryt ma na przykład taką zasadę, że dzieli z piłkarzem takie wpływy 50:50, choć są wyjątki, jak np. Kylian Mbappe czy wcześniej Cristiano Ronaldo. Wracając do City – komisja uznała, że porozumienie związane z Fordham nie funkcjonowało w sposób przedstawiany w dokumentach. Podmiot, któremu przekazano prawa do wizerunku zawodników miał być w praktyce ściśle związany z ADUG, a układ stanowił kolejny element mechanizmu finansowego City. Mechanizmu, którego nie powstydziliby się Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski. Ten wątek ma znaczenie z podobnego powodu jak rozliczenia wynagrodzeń. Jeśli klub wykazuje transakcję jako rzeczywistą sprzedaż praw do wizerunku, powinien istnieć odpowiadający jej realny układ handlowy. Jeżeli zaś porozumienie ma charakter pozorny, sposób rozliczenia może zniekształcać obraz kosztów i przepływów finansowych. Football Leaks i „Der Spiegel”. Skąd wzięły się podejrzenia? Sprawa Manchesteru City nie zaczęła się rzecz jasna w lutym 2023 roku. Jej ważnym punktem zwrotnym były publikacje niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” z listopada 2018 roku. A redakcja nawiązała współpracę z portugalskim hakerem-idealistą, który nazywa się Rui Pinto. I po kolei zaczęła udostępniać dokumenty, jak choćby ten, że Bale realnie kosztował więcej niż Cristiano Ronaldo. Redakcja analizowała materiały związane z Football Leaks, czyli ogromnym zbiorem dokumentów dotyczących świata futbolu. Były to korespondencje, dokumenty finansowe i informacje o umowach zawieranych przez kluby. Dotyczyły między innymi relacji Manchesteru City ze sponsorami z Abu Zabi oraz sposobu finansowania działalności klubu. Istniały podstawy do podejrzeń, że część pieniędzy przedstawianych jako przychody sponsorskie miała w rzeczywistości pochodzić od podmiotu związanego z właścicielem. City kwestionowało sposób przedstawiania tych materiałów i zwracało uwagę na ich nielegalne pozyskanie. To ważny element historii, ale trzeba rozdzielić dwie kwestie: pochodzenie dokumentów oraz ich treść. Fani Manchesteru United propsujący działalność Pinto. Spór o to, w jaki sposób zdobyto korespondencję, nie rozstrzyga automatycznie, czy opisane w niej transakcje były zgodne z regulaminem. Z drugiej strony samo opublikowanie nie oznacza, że wszystkie interpretacje dziennikarzy zostały udowodnione. Od grudnia 2018 roku do formalnego przedstawienia zarzutów w lutym 2023 roku minęły ponad cztery lata. Następnie sprawa przeszła przez etap przygotowania stanowisk stron i wielotygodniową rozprawę. Co z karą UEFA? W historii Manchesteru City jest jeszcze jeden ważny rozdział: postępowanie UEFA zakończone w 2020 roku. W lutym tamtego roku UEFA ogłosiła, że nakłada na klub dwuletni zakaz udziału w europejskich pucharach oraz grzywnę w wysokości 30 milionów euro. Sprawa dotyczyła naruszeń zasad licencyjnych i Finansowego Fair Play. Manchester City odwołał się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, czyli CAS. 13 lipca 2020 roku trybunał uchylił zakaz gry w europejskich rozgrywkach, a grzywnę obniżył do 10 milionów euro. Dla klubu było to gigantyczne zwycięstwo prawne, ale nie oznacza to, że CAS potwierdził prawidłowość każdej transakcji i oddalił wszystkie zarzuty merytorycznie. City nie zostało uniewinnione. W uzasadnieniu kluczowe znaczenie miały dwie kwestie. Po pierwsze, część zarzutów dotyczących dawnych zdarzeń była objęta pięcioletnim terminem przedawnienia przewidzianym w regulacjach UEFA. Po drugie, w odniesieniu do części pozostałych zarzutów materiał dowodowy nie był wystarczający, aby utrzymać ustalenia UEFA w pierwotnym kształcie. CAS stwierdził również, że Manchester City naruszył obowiązek współpracy z organami UEFA, dlatego utrzymał karę finansową, choć w znacznie niższej wysokości. UEFA i Premier League są jednak odrębnymi organizacjami, stosującymi własne regulacje i prowadzącymi własne postępowania oraz własne rozgrywki. Sprawa UEFA dotyczyła europejskiego systemu licencyjnego i Financial Fair Play. Postępowanie Premier League obejmowało przestrzeganie regulaminu angielskiej ligi, w tym obowiązków sprawozdawczych i współpracy. Tam zasady są bardziej restrykcyjne, a analiza 2009 roku pokazuje, że przedawnienie nie istnieje. Nie oznacza to jednak, że obie sprawy nie miały wspólnych elementów. Przeciwnie, część faktów i transakcji była zbliżona. W przypadku UEFA znaczenie miały ograniczenia czasowe i ocena dowodów w konkretnym postępowaniu. Premier League prowadziła sprawę na podstawie własnych zasad i przed własną komisją. Dlatego argument, że City wygrało przed CAS nie zamykał automatycznie sprawy angielskiego podwórka, choć wiele osób przewidywało, że i tutaj „Obywatelom” uda się uniknąć poważnych konsekwencji. Że skończy się na pogrożeniu palcem i karze finansowej. Wiele wskazuje jednak na to, że tak nie będzie. Cztery lata dochodzenia i 42 dni rozprawy Premier League rozpoczęła dochodzenie w grudniu 2018 roku, a 6 lutego 2023 roku ogłosiła skierowanie zarzutów do niezależnej komisji. Następnie rozpoczął się wieloetapowy proces prawny. Strony przedstawiały swoje stanowiska, analizowały dokumentację i przygotowywały się do rozprawy, która rozpoczęła się we wrześniu 2024 roku. Posiedzenia trwały do grudnia. Część dowodowa obejmowała 42 dni, a sama dokumentacja była bardzo obszerna. Komisja musiała przeanalizować zeznania, korespondencję, dokumenty finansowe i ekspertyzy specjalistów. Rozstrzygnięcie ogłoszono dopiero 29 września 2026 roku, niemal dwa lata po zakończeniu rozprawy. To pokazuje skalę sprawy, ale również stopień jej skomplikowania. Ważne było również to, że postępowanie odbywało się za zamkniętymi drzwiami. Premier League i Manchester City nie prowadziły publicznej wymiany wszystkich argumentów na bieżąco, a szczegóły rozprawy nie były dostępne publicznie. To oczywiście sprzyjało wszelkiego rodzaju spekulacjom czy teoriom spiskowym. Dopiero po ogłoszeniu ustaleń komisji opinia publiczna poznała szerszy obraz sprawy. Nadal jednak nie wszystkie informacje są dostępne, ponieważ opublikowane uzasadnienie zostało częściowo zredagowane, a szczegółowe załączniki pozostają niejawne. Komisja uznała zarzuty za udowodnione. Co dokładnie oznacza werdykt? Najważniejszym momentem było ogłoszenie ustaleń 29 września 2026 roku. Na świat sportowy spadła bomba. Komisja uznała, że Manchester City przedstawiał nieprawidłowe informacje finansowe, zawierał pozorne umowy sponsorskie, ukrywał rzeczywisty obraz finansów przed audytorami i regulatorami oraz znacząco naruszał limity wydatków Premier League i UEFA. Większość fanów City nie odwraca się od właścicieli, tylko w pełni im ufa, co pokazują takie flagi Potwierdziła również większość zarzutów dotyczących braku współpracy podczas dochodzenia. Według ustaleń klub nie wypełniał prawidłowo obowiązków związanych z przekazywaniem informacji i dokumentów. Jednocześnie trzeba pamiętać, że komisja nie uznała za udowodniony jednego podzarzutu. Dlatego w doniesieniach medialnych pojawia się liczba 114 potwierdzonych zarzutów na 115 pierwotnie przedstawionych. To rozstrzygnięcie pierwszej instancji w postępowaniu dyscyplinarnym. Nie jest to wyrok karny i nie oznacza skazania klubu za przestępstwo w rozumieniu prawa karnego. Manchester City konsekwentnie odrzuca zarzuty. Zapowiedział odwołanie, a 1 października formalnie je złożył. Stwierdził, że decyzja zawiera istotne błędy prawne, faktyczne i dotyczące zasad postępowania. To oznacza, że ustalenia komisji mogą zostać utrzymane, zmienione albo uchylone w ramach procedury odwoławczej. Na obecnym etapie nie można traktować całej sprawy jako ostatecznie zamkniętej. Ba, to może być początek długiej batalii „przepychankowej”. Co grozi Manchesterowi City? Wraz z ogłoszeniem ustaleń rozpoczęła się dyskusja o możliwych sankcjach. Premier League ma szerokie uprawnienia w zakresie karania klubów za naruszenia regulaminu. Jedni mówią tak, inni inaczej, każdy domaga się tego, czego sam oczekuje. Odebrać puchary? Zrzucić do piątej ligi? Dać bana na kilka okienek? Możliwe konsekwencje obejmują grzywny, odjęcie punktów czy nawet degradację – w tym o kilka klas rozgrywkowych. Nie istnieje jednak prosty taryfikator, który pozwalałby przeliczyć 114 potwierdzonych zarzutów na konkretną liczbę punktów karnych. Gdyby stosować banalne przeliczenie i zestawić sprawę City z wcześniejszą sprawą Evertonu, to „Obywatele” musieliby dostać karę kilkuset punktów karnych. Bolesna byłaby tylko, gdyby rozbić je na kilka sezonów. Jednorazowo, czy będzie to 60 punktów, czy 300 – skutek będzie taki sam. Spadek. O jedną klasę rozgrywkową. There is only one suitable punishment for Manchester City. Everton were deducted 6 points for ONE financial breach. So 114 breaches across 9 seasons × 6 points = 684 POINTS So they should get: 76-point deduction EVERY SEASON For the next 9 seasons If that sends them down through the divisions and into non-league football… …so be it. — Lee Nallalingham (@LNallalingham) September 26, 2026 Przy ustaleniu kary znaczenie będą miały takie kwestie jak charakter naruszeń, ich skala, czas trwania, okoliczności oraz odpowiednie przepisy. W przypadku Manchesteru City szczególnie istotne mogą być trzy kwestie. Pierwsza to długość badanego okresu. Komisja uznała naruszenia dotyczące raportowania finansowego za dziewięć sezonów, co wskazuje na problem wykraczający poza pojedynczy incydent. Druga to skala finansowa. Ponad 900 milionów funtów nieprawidłowości, według ustaleń komisji, to kwota, która zwala z nóg. Nawet nie ma sensu przeliczać, ile rocznych budżetów Lecha czy Legii stanowiłyby takie pieniądze. To dziewięć Jacków Grealishów. Trzecia to kwestia współpracy z organami kontrolnymi. Naruszenia dotyczące przekazywania informacji i dokumentów mogą mieć znaczenie przy ocenie zachowania klubu wobec regulatora. Taki Everton nie kłócił się, wiedział o własnych nieprawidłowościach, dlatego z pokorą pomagał w działaniach. Osobna sprawa to ewentualne odebranie tytułów mistrzowskich. To temat często pojawiający się w debacie publicznej, ale nie można zakładać, że stwierdzenie naruszeń automatycznie unieważnia wyniki sportowe z poprzednich sezonów. A nawet jeśli tak, to czy ktoś odbierze wspomnienia kibicom? Czy nagle sympatyk Manchesteru United poczuje się lepiej, bo ktoś „wygumkuje” przywoływane już mistrzostwo City, wydarte w dramatycznych okolicznościach meczu z QPR? Czy Steven Gerrard będzie mógł stwierdzić, że tak naprawdę nigdy się nie poślizgnął i to Liverpool był „moralnym” mistrzem? Z tej trudnej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Słynna okładka The Observer Sport nawiązująca do bramki Aguero w meczu z QPR w 2012 roku. Najpierw trzeba jednak poznać ostateczny wynik postępowania i podstawę prawną ewentualnej sankcji. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy i w jakim zakresie możliwe są konsekwencje dotyczące wcześniejszych rozgrywek. Premier League potwierdziła, że Manchester City złożył odwołanie. Sprawa przechodzi zatem do niezależnej komisji odwoławczej, a jej posiedzenie będzie odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Kto ponosi odpowiedzialność? Właściciel, zarząd czy ludzie od finansów? Jednym z najtrudniejszych pytań pozostaje odpowiedzialność konkretnych osób. Manchester City jest kontrolowany przez strukturę właścicielską związaną z Abu Dhabi United Group. Szejk Mansour bin Zayed Al Nahyan, który przejął klub w 2008 roku, odegrał kluczową rolę w finansowaniu jego rozwoju. Komisja przypisała ADUG istotne znaczenie w mechanizmie finansowym, który uznała za niezgodny z regulaminem. Według jej ustaleń środki przekazywane przez podmiot powiązany z właścicielem miały pokrywać część płatności przedstawianych jako przychody sponsorskie. Stwierdzenie naruszeń przez klub nie jest jednoznaczne z automatycznym wskazaniem winowajcy w osobie Mansoura, choć na zdrowy rozum wydaje się to najbardziej logiczny „podejrzany”. Bądźmy jednak precyzyjni – formalnym adresatem postępowania było Manchester City Football Club Limited. Osobno należy analizować rolę kierownictwa klubu, osób odpowiedzialnych za finanse, autorów umów oraz tych, którzy przekazywali informacje audytorom i regulatorom. Chodzi o takich ludzi jak Ferran Sorriano, Dyrektor Zarządzający od 2014 roku, który odegrał dużą rolę w sprowadzeniu Pepa Guardioli. A także przede wszystkim Khaldoon Al-Mubarak – prezes klubu i założyciel City Football Group. Jeżeli sprawozdania finansowe przedstawiały rzeczywistość w sposób nieprawidłowy, kluczowe znaczenie ma ustalenie, kto przygotowywał dokumenty, kto je zatwierdzał i kto wiedział o rzeczywistym pochodzeniu pieniędzy. Podobnie wygląda sprawa wynagrodzeń. Trzeba oddzielić odpowiedzialność za konstrukcję umów i rozliczenia od samego faktu otrzymywania pieniędzy przez trenera lub piłkarza. W publicznej debacie często wszystkie te kwestie łączy się w jedną opowieść o właścicielu, który miał finansować klub w sposób pozwalający omijać przepisy. W rzeczywistości odpowiedzialność poszczególnych osób wymaga znacznie dokładniejszego ustalenia. Choć powiedzenie mówiące, że ryba psuje się od głowy nie jest pozbawione sensu i w tym wypadku wydaje się adekwatne. Daleko poza futbol W październiku 2026 roku pojawił się kolejny istotny wątek. Brytyjski Financial Reporting Council, czyli organ nadzorujący jakość sprawozdawczości finansowej i audytu, przejął kontrolę nad postępowaniem dotyczącym rachunków Manchesteru City oraz pracy audytora BDO. To osobna ścieżka od postępowania dyscyplinarnego Premier League. Nie oznacza automatycznie, że audytor został uznany za winnego. Chodzi o zbadanie, czy sprawozdania finansowe i przeprowadzane kontrole spełniały wymagane standardy. Wątek jest ważny, ponieważ komisja Premier League uznała, że nieprawidłowe informacje finansowe nie przedstawiały prawdziwego obrazu sytuacji klubu i pozostawały niewykryte przez audytorów oraz regulatorów. Jeżeli odrębne postępowanie wykaże uchybienia w audycie, może to mieć konsekwencje zawodowe lub regulacyjne dla odpowiedzialnych podmiotów i osób. Na obecnym etapie nie należy jednak przesądzać jego wyniku. Sprawą zainteresowali się również brytyjscy parlamentarzyści. Pojawiły się pytania o reakcję organów państwowych i o to, czy istnieją odpowiednie mechanizmy pozwalające skutecznie kontrolować sprawozdawczość klubów piłkarskich. Reuters informował ponadto, że brytyjski urząd skarbowy HMRC nie potwierdził publicznie, czy prowadzi własne dochodzenie dotyczące Manchesteru City, powołując się na zasady poufności informacji podatkowych. To pokazuje, że konsekwencje sprawy mogą wykraczać poza sport. Nie należy jednak łączyć wszystkich postępowań w jedno ani zakładać, że każda instytucja bada dokładnie te same kwestie. Manchester City a polityka Właścicielski kontekst Manchesteru City jest wyjątkowy. Przejęcie klubu przez inwestorów z Abu Zabi w 2008 roku było początkiem jednej z największych transformacji w historii nowoczesnego futbolu. Za ogromnymi nakładami na zawodników, trenerów i infrastrukturę stał kapitał, który pozwolił City szybko dołączyć do europejskiej elity. Klub stał się również ważnym elementem międzynarodowej marki Manchesteru oraz całej Premier League. Dla szejków był niewątpliwie elementem sportwashingu, ale to temat na zupełnie odrębną dyskusję. Robinho, czyli jeden z pierwszych wielkich transferów nowych właścicieli. Trafił z Realu do City w 2008 roku za ok. 40 mln euro. Robinho myślał, że przychodzi do… Chelsea. Szejk Mansour nie jest jednak wyłącznie prywatnym inwestorem. Jest członkiem władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich i należy do rodziny rządzącej Abu Zabi. W efekcie sprawa dotyczy również szerszego kontekstu inwestycji z regionu Zatoki Perskiej w Wielkiej Brytanii. Czy w postępowaniu Premier League doszło do nacisków politycznych? Nie ma podstaw, by sam fakt znaczenia gospodarczego Abu Zabi traktować jako dowód ingerencji w procedurę dyscyplinarną. Szczególnie, że wyrok komisji był przecież dla City niepomyślny. Można jednak zrozumieć, dlaczego sprawa budzi zainteresowanie wykraczające poza piłkę nożną. Manchester City jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie, a jego właściciel ma istotne znaczenie dla relacji gospodarczych i politycznych między Wielką Brytanią a Emiratami. W grę wchodzi znacznie większa kasa niż kwoty nieprawidłowości, które zarzuca się „Obywatelom”. To jest w porównaniu do współpracy między krajami nic. Jeśli sankcje okażą się bardzo dotkliwe, konsekwencje wizerunkowe mogą dotyczyć nie tylko klubu, ale również sposobu postrzegania zagranicznych inwestycji w brytyjski sport. Cała Premier League patrzy Postępowanie przeciwko Manchesterowi City ma znaczenie nie tylko ze względu na skalę finansową, ale również na konsekwencje dla wiarygodności całego systemu regulacyjnego. Premier League od lat podkreśla, że kluby muszą przestrzegać wspólnych zasad. W ostatnich sezonach ukarano również inne zespoły za naruszenia regulacji finansowych, w tym wspomniany już Everton i Nottingham Forest. Sprawy tych klubów różniły się od postępowania przeciwko City pod względem charakteru i skali zarzutów. Pokazują jednak, że liga stosuje sankcje finansowe i sportowe wobec zespołów, które nie spełniają wymogów regulaminu. W przypadku City stawka jest znacznie większa. Komisja uznała, że naruszenia trwały przez dziewięć sezonów i dotyczyły mechanizmu wpływającego na sposób prezentowania finansów klubu. Ostateczne sankcje pokażą, czy Premier League nie okaże się silna wobec słabych i słaba wobec silnych. Jeżeli ustalenia zostaną utrzymane po odwołaniu, władze ligi będą musiały zdecydować, jakie sankcje są adekwatne do skali i charakteru naruszeń. Zbyt łagodna kara mogłaby wywołać zarzuty, że najbogatsze kluby są w praktyce traktowane inaczej niż ich mniejsi konkurenci. Wiecie, faworyzacja, jak w kebabach podawanych Książulowi… Zbyt daleko idąca sankcja będzie natomiast prawdopodobnie przedmiotem kolejnych sporów prawnych. Zresztą, te i tak są chyba nieuniknione. W grę wchodzi również pytanie o ewentualne roszczenia innych klubów, które mogły uważać, że nieprawidłowości finansowe wpływały na warunki rywalizacji. Takie roszczenia nie byłyby jednak automatyczne. Wymagałyby osobnej podstawy prawnej i wykazania odpowiednich przesłanek. To mogłaby być istna piramida i bardzo trudna do oszacowania. Można sobie wyobrazić, że niektórzy uznają, że w niesprawiedliwy sposób pozbawiono ich awansu do Ligi Mistrzów, awansu do europejskich pucharów czy możliwości gry w Premier League, bo spaść powinni oszuści z Etihad. Takie roszczenia mogłyby otworzyć prawną Puszkę Pandory. Z jednej strony – jeśli Manchester City faktycznie wygrywał nieuczciwie (a pośrednio wynika to z zarzutów), to przegrani ponieśli realne straty, nie tylko sportowe. Czy ruszy lawina dochodzeń o odszkodowania? Cztery kluby złożyły na taki wypadek zawiadomienia prawne już dwa lata temu. At least FOUR Premier League clubs could each seek more than £200M in compensation from Manchester City. Arsenal, Manchester United, Liverpool and Tottenham all reportedly submitted legal notices TWO years ago in case City were found guilty of financial breaches. https://t.co/A21G84lwmR — Football Insider (@footyinsider247) September 27, 2026 Sprawa City pokazuje też ograniczenia obecnych mechanizmów kontroli. Dochodzenie trwało cztery lata, a od zakończenia rozprawy do publikacji ustaleń minęły niemal dwa kolejne. W tym czasie klub budował swoją markę, funkcjonował normalnie, zdobywał trofea i uczestniczył w rozgrywkach – krajowych i zagranicznych. Nie wiadomo, ile jeszcze pogra do czasu finalnego uprawomocnienia wyroku. Zakładając, że ten w ogóle nie zostanie zmieniony. Co dalej? Sprawa jest w toku. Najbliższy etap to postępowanie przed niezależną komisją odwoławczą. Jego wynik może przesądzić, które ustalenia pozostaną w mocy. Dopiero później będzie można ocenić pełny zakres sankcji. Na razie nie ma podstaw, by przesądzać relegację, konkretną liczbę odjętych punktów czy odebranie tytułów. Są to możliwe scenariusze omawiane w debacie publicznej, a nie ostateczne decyzje. Niedawno brytyjskie media snuły dywagacje, że The Citizens otrzymają srogą karę punktową, która zapewni im spadek, a pozostała część kary punktowej zostanie rozłożona na kolejny sezon (lub kolejne sezony). Trzeba jednak mieć na uwadze, że procedury odwoławcze – a bądźmy pewni, że City wykorzysta wszystkie możliwości – pewnie potrwają i będą mierzone bardziej latami aniżeli miesiącami. Do tego zresztą zatrudnił najlepszych prawników, jak choćby Marka Howarda. Zdaniem części prawników najdłuższy etap batalii może dopiero się zaczynać. Paul Gilroy KC, brytyjski prawnik specjalizujący się w prawie sportowym, w podcaście Stick to Football studził nadzieje na szybkie zakończenie postępowania. „Good luck with getting it finished by the end of the season – maybe in the next five seasons, it will not end” – stwierdził, sugerując, że spór może nie zakończyć się ani w tym sezonie, ani w kilku kolejnych. Gilroy zwrócił uwagę, że Manchester City może nie ograniczyć się do odwołania przewidzianego w regulaminie Premier League. Klub zapowiedział wykorzystanie wszystkich dostępnych środków prawnych, a kolejnym krokiem mogłaby być próba zakwestionowania procedury przed High Court. Prawnik zasugerował, że City może dysponować argumentem prawnym, który znacząco wydłuży postępowanie, a rozwiązaniem mogłoby ostatecznie okazać się porozumienie między stronami. Podobne ostrzeżenie przed wieloletnim sporem przedstawił Kaveh Solhekol, korespondent Sky Sports. Jak wyjaśniał, samo odwołanie w ramach Premier League powinno zakończyć się stosunkowo szybko, ale przeniesienie sporu na drogę sądową mogłoby sprawić, że sprawa będzie ciągnęła się „for years and years” – przez wiele lat. Dodatkowym źródłem komplikacji mogą być wspomniane już roszczenia odszkodowawcze innych klubów, co wspomniano wcześniej. Takie sprawy mogłyby toczyć się niezależnie od procedury dyscyplinarnej Premier League. Dlatego trzeba odróżnić termin rozstrzygnięcia samego odwołania od czasu potrzebnego na zakończenie wszystkich potencjalnych sporów. Finał może być bardzo odległy. Stan na dziś? Manchester City pozostaje jednym z najważniejszych klubów światowego futbolu i jest aktualnie liderem Premier League. Jego osiągnięcia sportowe, inwestycje i rozwój nie znikną z historii niezależnie od wyniku postępowania. Ale sposób, w jaki klub finansował swoją działalność i przedstawiał ją regulatorom, stał się przedmiotem największego sporu w historii zawodowego futbolu w Anglii. To kwestie bezsporne. Wszystko co sporne, pozostaje póki co w sferze przypuszczeń. Dla ligi to test wiarygodności. Dla Manchesteru City – walka o reputację i przyszłość. Dla całego futbolu – pytanie, czy zasady finansowe rzeczywiście obowiązują wszystkich, niezależnie od skali ich majątku i pozycji właścicieli. Przy okazji może narodzić się pytanie dodatkowe, niemniej istotne – czy te zasady mają w ogóle jakiś sens? Zwolennicy nielimitowanego pompowania kasy w futbol i admiratorzy w pełni wolnego rynku raczej odpowiedzą na to ostatnie pytanie przecząco. ZOBACZ RÓWNIEŻ Manchester City winny 114 ze 115 zarzutów. Degradacja?! Festiwal oświadczeń. Najpierw FA, teraz Manchester City Guardiola wrócił na Etihad. Wymowny gest byłego trenera City fot. Newspix Artykuł Budżet Obywatelski. O co chodzi w sprawie 115 zarzutów? pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Budżet Obywatelski. O co chodzi w sprawie 115 zarzutów? pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Nasze konta oszczędnościowe zapewniają atrakcyjne oprocentowanie i brak opłat za prowadzenie. Środki są dostępne 24/7 dzięki bankowości internetowej i mobilnej. Pamiętaj, ostateczne warunki zależą od dostawcy.
Sprawa 115 zarzutów wobec Manchesteru City to jedno z najbardziej skomplikowanych i długotrwałych dochodzeń w historii angielskiej piłki nożnej. Wszystko zaczęło się w lutym 2023 roku, kiedy Premier League postawiła klubowi zarzuty dotyczące naruszeń regulaminu finansowego, obejmujące dziewięć sezonów i sięgające jeszcze końcówki pierwszej dekady XXI wieku. Dochodzenie, które trwało cztery lata, dotyczyło nie tylko kwestii finansowych, ale także braku współpracy ze śledczymi. W centrum uwagi znalazły się podejrzenia o manipulację budżetem obywatelskim oraz nielegalne transfery, które pozwoliły klubowi na budowę potęgi sportowej przy minimalnych nakładach finansowych. W sierpniu 2026 roku niezależna komisja potwierdziła winę City we wszystkich zarzutach, co oznaczało, że klub naruszył zasady finansowe Premier League w sposób systemowy. W tym samym czasie, w Bydgoszczy, podobne praktyki związane z budżetem obywatelskim doprowadziły do cyberprzekrętu, choć w tym przypadku prokuratura ostatecznie nie postawiła zarzutów większości zaangażowanych osób. Warto zauważyć, że sprawa City nie jest izolowanym przypadkiem – prokuratura w Polsce również coraz częściej śledzi przypadki nadużyć w ramach budżetu obywatelskiego, co wskazuje na powszechniejszy problem korupcji i nieprzejrzystości w zarządzaniu finansami publicznymi. Kluczowym elementem sprawy jest mechanizm budżetu obywatelskiego, który w teorii ma zapewniać transparentność i udział społeczności w decydowaniu o wydatkach publicznych. W praktyce jednak, jak pokazuje przykład City, może stać się narzędziem manipulacji, jeśli nie jest odpowiednio kontrolowany. Sprawa ta ma również wymiar międzynarodowy, gdyż podobne skandale finansowe w piłce nożnej zdarzają się również w innych ligach, co wskazuje na globalny problem nieetycznego finansowania sportu.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
4F Spodenki do biegania w terenie szybkoschnące męskie - szare S
Decyzja komisji w sprawie Manchesteru City ma daleko idące konsekwencje dla Premier League i światowej piłki nożnej. Po pierwsze, klub może zostać ukarany odjęciem punktów, co w praktyce oznaczałoby degradację lub znaczne osłabienie pozycji w tabeli. To z kolei wpłynęłoby na prestiż ligi, która zawsze podkreślała swoje rygory finansowe jako jedną z głównych atutów. Po drugie, sprawa ta może zainicjować rewizję przepisów finansowych w innych ligach, które również borykają się z problemem nielegalnego finansowania klubów. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do większej transparentności w zarządzaniu finansami klubów piłkarskich, ale również do ograniczenia ambicji sportowych niektórych zespołów. Ponadto, skandal City może posłużyć jako precedens w innych przypadkach podejrzeń o manipulację finansową, zarówno w sporcie, jak i w zarządzaniu publicznym. W Polsce sprawa budżetu obywatelskiego w Bydgoszczy pokazuje, że problem nadużyć finansowych dotyczy również instytucji publicznych, co może prowadzić do większej kontroli i restrykcyjniejszych przepisów w tym zakresie. Ostatecznie, sprawa ta może zmienić oblicze finansów w piłce nożnej na lata, wprowadzając większą rygorystyczność i kontrolę, ale również generując dyskusję na temat etyki w sporcie.
Komentarz Redakcji
Sprawa Manchesteru City to nie tylko skandal finansowy, ale przede wszystkim upadek mitu o przejrzystości i uczciwości w piłce nożnej. Klub, który przez lata prezentował się jako wzór nowoczesnego zarządzania, okazał się mistrzem w manipulacji przepisami. To nie tylko kwestia punktów czy kar – to uderzenie w fundamenty, na których opiera się wiarygodność całej ligi. Premier League straciła twarz, a City stał się symbolem tego, jak łatwo można oszukiwać system, jeśli tylko chce się wygrać za wszelką cenę.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.