SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Tottenham w kryzysie: 400 mln euro za transfery, zero goli w Premier League

"Wielkie transfery i… zero goli po czterech kolejkach. Tottenham znów ma kłopoty. W minionym sezonie Tottenham Hotspur z naprawdę wielkim trudem utrzymał się w Premier League i wydawało się, że gorzej być nie może. Nie jest to już jednak takie pewne, patrząc na postawę Londyńczyków na starcie bieżącej kampanii. Spurs przeznaczyli w letnim oknie transferowym blisko 400 milionów euro na wzmocnienia, lecz na razie nie przełożyło się to nawet na jednego gola w angielskiej ekstraklasie. Po czterech spotkaniach licznik zdobytych bramek po stronie Tottenhamu nadal wskazuje okrągłe zero. Wprawdzie w drugiej rundzie EFL Cup podopieczni Roberto De Zerbiego rozsupłali worek z bramkami w starciu z niżej notowanym Charltonem Athletic (5:1), ale nawet to jest dla nich marnym pocieszeniem, bo teraz czeka ich w tych rozgrywkach wyjazdowa potyczka z Liverpoolem. Zapaść Tottenhamu trwa. Kolejny sezon w dołku? Z drugiej strony, czy powinniśmy być jeszcze w ogóle zaskoczeni marną postawą Tottenhamu? Owszem, w 2025 roku Spurs przełamali wieloletnią niemoc i sięgnęli wreszcie po upragnione trofeum. Konkretnie mówiąc: udało im się zatriumfować w Lidze Europy. Zwycięstwo miało bardzo słodki smak – również dlatego, że w finale podopieczni Ange’a Postecoglou poskromili nieoczekiwanie oponentów z krajowego podwórka, czyli Manchester United. Ale przecież już wtedy londyńska drużyna na ligowym froncie radziła sobie marnie (podobnie zresztą jak Czerwone Diabły), zajmując finalnie 17. miejsce w Premier League. Ze sporą, bezpieczną przewagą nad strefą spadkową, to prawda, ale i tak był to rezultat grubo poniżej ambicji Spurs. W sezonie 2025/26 było jednak jeszcze gorzej. Dużo, dużo gorzej. Thomas Frank totalnie nie sprawdził się na ławce trenerskiej Tottenhamu, zatrudniony w roli strażaka Igor Tudor spisał się jeszcze gorzej, no i Londyńczykom realnie zajrzał w oczy spadek do Championship. Dość powiedzieć, że od początku stycznia do końcówki kwietnia 2026 roku Spurs nie wygrali w angielskiej ekstraklasie ani jednego spotkania. Koszmarną passę piętnastu ligowych występów bez zwycięstwa udało się rzutem na taśmę przerwać i Tottenham uniknął najczarniejszego scenariusza, ale tym razem do degradacji zabrakło już naprawdę niewiele. Wystarczył jeszcze jeden nieudany występ na finiszu ligowej kampanii i Spurs graliby dziś na zapleczu Premier League. Tottenham Hotspur w Premier League: 2021/22 – 4. miejsce – 71 punktów 2022/23 – 8. miejsce – 60 punktów 2023/24 – 5. miejsce – 66 punktów 2024/25 – 17. miejsce – 38 punktów 2025/26 – 17. miejsce – 41 punktów Stało się jasne, że w londyńskiej drużynie potrzebne są gruntowne zmiany, jeśli ma ona wrócić do regularnego wygrywania. Centralną postacią dla tej przebudowy został Roberto De Zerbi – szkoleniowiec, pod wodzą którego Tottenham uniknął spadku. Wielkie transfery, marne wyniki. Tottenham ma kłopot Dla nikogo nie mogło być zatem zaskoczeniem, że w letnim oknie transferowym w drużynie Spurs działo się naprawdę sporo. De Zerbi otrzymał mnóstwo pieniędzy na wzmocnienia i – co może jeszcze ważniejsze i wcale nie takie powszechne w realiach Premier League – mnóstwo swobody w doborze zawodników. Wzbudziło to zresztą pewne wątpliwości, ponieważ Włoch uchodzi za szkoleniowca, owszem, taktycznie błyskotliwego, ale jednocześnie na dłuższą metę trudnego we współpracy. A jeśli kadra Spurs zostanie zbudowana przez niego i, co za tym idzie, typowo pod niego, to ewentualne rozstanie będzie podwójnie skomplikowane. – Dali mu niedorzecznie dużo pieniędzy. Niebywałą premię za utrzymanie drużyny w Premier League. I powierzyli pełną kontrolę nad procesem transferowym. Klub nie ma dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia, więc De Zerbi jest nie tylko trenerem, ale i kieruje polityką transferową całego klubu. Moim zdaniem Tottenham ściąga wszystkich tych kosztownych zawodników na życzenie tylko jednego człowieka – twierdzi Alex Crook z talkSPORT. No to rzućmy okiem na wspomniane wydatki Spurs. Transfery przychodzące Tottenhamu: Sandro Tonali (Newcastle United) – 108 milionów euro Mateus Fernandes (West Ham United) – 99 milionów Savio (Manchester City) – 88 milionów Jan Paul van Hecke (Brighton) – 60 milionów Tosin Adarabioyo (Chelsea) – 12 milionów Omar Marmoush (Manchester City) – wypożyczenie Mychajło Mudryk (Chelsea) – wypożyczenie Andrew Robertson (Liverpool) – wolny transfer Marcos Senesi (Bournemouth) – wolny transfer Martin Dubravka (Burnley) – wolny transfer źródło: Transfermarkt Kwoty są jak widać kolosalne, tylko za Tonalego i Fernandesa trzeba było zapłacić 200 milionów euro. Oczywiście Spurs balansowali te wydatki poprzez sprzedaż zawodników, tutaj można wskazać choćby przenosiny Luki Vuškovicia do Brighton, niemniej: De Zerbi naprawdę zaszalał na rynku. Dostał narzędzia. Czy raczej – sam je sobie wybrał i kupił. Problem w tym, że efektów na razie nie widać. Tottenham otworzył sezon klęską w starciu z Brentford (0:3), potem poległ w konfrontacji z Newcastle United (0:2), a następnie zanotował dwa bezbramkowe remisy – z Nottingham Forest i Evertonem. Na a umówmy się, kiedy ściągasz zawodników za grubo ponad 300 milionów euro i nie jesteś w stanie zdobyć nawet jednej bramki na przestrzeni czterech spotkań, to trudno o taryfę ulgową nawet w tak wymagającej lidze jak Premier League. Oczywiście trzeba w tym kontekście spojrzeć też na współczynnik spodziewanych bramek. Łączne xG londyńskiej ekipy po czterech kolejkach wynosi 4,10 (według serwisu Understat). Ale, po pierwsze, to wciąż jeden z najgorszych rezultatów w angielskiej ekstraklasie. A po drugie, xG oponentów Spurs było prawie dwa razy wyższe. – Problem Tottenhamu polega na tym, że drużyna utknęła w błędnym kole – przekonuje Jack Pitt-Brooke z The Athletic. – Zawodnikom brakuje pewności siebie pod bramką przeciwnika. Dostrzega się u nich niechęć przed podejmowaniem ryzyka i oddawaniem strzałów. Kiedy na początku drugiej połowy meczu z Evertonem Mateus Fernandes w końcu oddał kiepski strzał, pierwsze celne uderzenie Tottenhamu w tym spotkaniu, kibice ironicznie zaklaskali. Ale jeśli piłkarze Spurs nie będą nawet próbować, to przecież nigdy nie zdobędą bramki. Ten schemat będzie się powtarzał. To musi zostać w jakiś sposób przełamane. Mentalna blokada Tottenhamu. Ale De Zerbi pozostaje optymistą Trener De Zerbi po remisie z Evertonem także zwracał uwagę na kwestie – ujmijmy to – mentalne. Ale nie tylko na nie. – Będę szczery. Zawsze jestem z wami szczery, wiecie o tym. Kiedy gramy źle, to o tym mówię – zaczął Włoch. – Rozpoczęliśmy ten sezon późno. Z wielu powodów, ale za późno. Wielu piłkarzy miało za sobą mundial, pojawiły się kontuzje podczas okresu przygotowawczego. Savio i Marmoush trafili do nas późno. Dlatego ja z tą grupą zacząłem pracować dwa tygodnie temu. Zatem uważam, że jeszcze nie jesteśmy w odpowiedniej formie. Pierwszych 30 minut z Evertonem rozegraliśmy bardzo dobrze. A potem… Może to energia? Może fakt, że nie strzeliliśmy bramki? Może niektórzy piłkarze stracili pewność siebie? Jeśli rozciągniemy naszą dobrą postawę z początku meczu na 60-70-90 minut, jestem przekonany, że zaczniemy zwyciężać. Choć na pewno musimy się poprawić w ofensywnej tercji boiska. – Ostatnia decyzja, ostatnie podanie. Musimy oddawać więcej strzałów, zwłaszcza gdy mamy na to przestrzeń i czas – podkreślił trener Tottenhamu. – Ale nie mogę krytykować moich piłkarzy. Wiem, jak pracują i widzę, że zmierzamy we właściwym kierunku. Cztery mecze bez gola – trudno to zaakceptować, przepraszamy kibiców, ale […] najważniejsze jest to, by piłkarze skupili się na rozwoju, który mamy do zrobienia. Nie na mediach, nie na dziennikarzach. O ich opinii zawsze decydują wyniki. O mojej nie, bo ja jestem trenerem, a nie dziennikarzem czy kibicem. – Myślę, że kiedy się odblokujemy, drużyna będzie bardzo mocna. Zaczniemy strzelać, zaczniemy wygrywać. Musimy znaleźć bramki. […] Skoro byłem optymistą w poprzednim sezonie, to nie widzę powodu, dla którego nie miałbym być optymistą teraz – dodał De Zerbi. I zażartował, że we Włoszech byłby raczej chwalony w mediach za zachowanie dwóch czystych kont z rzędu, a nie krytykowany za brak zdobytych bramek. Kibicom Spurs nie jest jednak zapewne do śmiechu, a atmosfery wokół klubu z pewnością nie poprawia konflikt ze zmarginalizowanym Richarlisonem, który ma podobno zamiar przy wsparciu prawników wymusić na Tottenhamie rozwiązanie kontraktu. – To nie była moja decyzja. To normalne. Richarlison o wszystkim postanowił sam. Porozmawiał ze mną, opowiedział o tym, że chce odejść. Mnie interesują zawodnicy, którzy chcą tu zostać i wykazują się odpowiednią pasją do gry. A co się stało dalej, problemy z niedoszłym transferem – to nie moja robota. Tym zajmuje się klub, nie pytajcie mnie o to – uciął De Zerbi. *** Oczywiście cztery mecze bez wygranej w Premier League to jeszcze nie powód, by bić na alarm. Choć w tym momencie wszystko wskazuje na to, że przed Tottenhamem jeszcze jeden sezon, w którym trzeba będzie raczej oglądać się nerwowo za plecy niż spoglądać z nadzieją w kierunku górnych rejonów tabeli. – Kiedy tu trafiłem, gówno sięgało dotąd – przypomniał jednak De Zerbi, wskazując dłonią na wysokość swojego czoła. – Gówno, powtarzam. Ale ja zawsze byłem… nawet nie tyle optymistą, co realistą. Dlatego tłumaczę – przykro mi z powodu wyników, lecz postęp nie przychodzi natychmiast. Nie da się od razu zbudować zespołu. W meczach z Evertonem i Nottingham byliśmy drużyną. Nie mogę niczego zarzucić piłkarzom, jeśli chodzi o podejście. Zachowajmy spokój, pracujmy ciężko i się rozwijajmy. ZOBACZ RÓWNIEŻ Tottenham w kryzysie? De Zerbi: We Włoszech byłbym najlepszy Pochettino domaga się mistrzostwa dla Tottenhamu. „Nie boję się prawdy” Tottenham zamknął okno transferowe z przytupem. Nie tylko Mudryk fot. NewsPix.pl Artykuł Wielkie transfery i… zero goli po czterech kolejkach. Tottenham znów ma kłopoty pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Wielkie transfery i… zero goli po czterech kolejkach. Tottenham znów ma kłopoty pochodzi z serwisu weszlo.com.."

Analiza

Tottenham Hotspur, mimo inwestycji bliskich 400 milionów euro w letnim oknie transferowym, boryka się z poważnym kryzysem ofensywnym. Po czterech kolejkach Premier League 2026/27 drużyna nie strzeliła ani jednego gola w rozgrywkach ligowych, co stanowi alarmujący sygnał dla fanów i ekspertów. W kontekście ostatnich sezonów, kiedy to Spurs walczyli o utrzymanie, a następnie o unikanie spadku, sytuacja wydaje się jeszcze bardziej dramatyczna. W sezonie 2025/26 Londyńczycy przeżyli koszmarne 15 ligowych meczów bez zwycięstwa, co skończyło się interwencją menedżerską. Aktualnie, mimo sukcesu w Lidze Europy w 2025 roku, gdzie pokonali w finale Manchester United, klub nie potrafi przenieść tej dynamiki na ligowy front. Dodatkowo, w EFL Cup Spurs wygrali 5:1 z Charltonem Athletic, jednak kolejne wyzwanie w postaci wyjazdu do Liverpoolu może okazać się nie do przejścia. W tym samym czasie, inne kluby, jak Club Atlético Lugano czy Siarka Tarnobrzeg, prezentują rewolucyjne zmiany kadrowe i ambitne plany, co jeszcze bardziej podkreśla stagnację Londyńczyków. Historia klubu pełna jest przykładów, kiedy wysokie inwestycje nie przekładały się na sukces, a obecna sytuacja może przypominać kryzys z lat 2010-2012, kiedy Tottenham, mimo talentów, nie potrafił osiągnąć stabilnych wyników.

Kontekst i Tło

Zero goli w Premier League po czterech kolejkach to nie tylko problem taktyczny, ale przede wszystkim sygnał głębokiego kryzysu strategicznego i menedżerskiego w Tottenhamie. Inwestycje w transfery, choć imponujące, nie przynoszą oczekiwanych efektów, co może prowadzić do dalszej utraty zaufania fanów i sponsorów. Dla rynku transferowego sytuacja ta może oznaczać spadek wartości niektórych zawodników, którzy nie spełnili oczekiwań. W dłuższej perspektywie, jeśli klub nie zdoła szybko odzyskać formy, ryzyko spadku do Championship będzie realne, co dodatkowo osłabi pozycję finansową klubu. W kontekście europejskim, gdzie kluby takie jak Lugano czy Siarka Tarnobrzeg dynamicznie się rozwijają, stagnacja Tottenhamu może stać się powodem do refleksji nad modelem zarządzania klubem. Dla fanów, którzy marzyli o powrocie do elity, obecna sytuacja jest szczególnie bolesna, zwłaszcza że sukces w Lidze Europy nie przekłada się na stabilność w lidze krajowej.

Komentarz Redakcji

Tottenham to klasyczny przykład klubu, który marnuje potencjał. Mimo talentów i wysokich inwestycji, nie potrafi przekuć ich w sukcesy ligowe. Zero goli w Premier League to nie tylko problem taktyczny, ale przede wszystkim brak spójnej wizji i konsekwentnego działania zarządu. Czy tym razem Londyńczycy zdołają przerwać ten szalony krąg? Wątpliwe, jeśli nie nastąpi radykalna zmiana strategii.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Nie daj zjeść oszczędności inflacji! Sprawdź najwyżej oprocentowane lokaty i konta oszczędnościowe na rynku.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

🔥 Podobne tematy

SPORT

Ekstraklasa w reprezentacjach 2026: Kto z polskich klubów trafi do kadr zagranicznych?

SPORT

Skandal w Formule 4 CEZ: Jak oszustwo Jenzer Motorsport zniszczyło karierę Cezarego Bienia

SPORT

Filip Mladenović: Powrót do Serbii jako symbol dojrzałości i profesjonalizmu w piłce nożnej

SPORT

Klemens Murańka po 11 latach małżeństwa: Jak wygląda życie po skokach z olimpijskich ramp

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!