Sędziowski skandal w Ekstraklasie: Jak Myć i Malec przekroczyli granicę absurdu w meczu Jagiellonii z Górnikiem
"Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu. W tym miejscu musimy się pokłonić, po ekscesach z meczu Jagiellonii z Górnikiem odpaliliśmy archiwum i sprawdziliśmy najgorsze występów arbitrów w ostatnich latach. I wniosek jest jeden: kompromitacji było wiele, ale tak odwalić w jednym spotkaniu nie udało się jeszcze nikomu. Inni arbitrzy, nawet jak mieli problem ze wzrokiem, to przynajmniej sprzyjało im szczęście, bo byli ratowani przez VAR. Tu Paweł Malec nie pomógł, a jeszcze nawet zaszkodził… Na wstępie przypomnijmy wydarzenia ze Słonecznej. Zdecydowanie najbardziej ewidentny błąd zespół sędziowski popełnił przy braku rzutu karnego. Rafał Janicki ewidentnie nadepnął Jesusa Imaza. Nie ma co się zastanawiać i specjalnie analizować. Zresztą, stoper Górnika w rozmowie z Canal Plus w przerwie uczciwie przyznał, że przypadkowo, ale rzeczywiście stanął na piętę Hiszpana. Lepszego dowodu nie potrzebujemy. …no cóż, nadepnięcie na piętę ewidentne Może zabrakło …czy teraz sędziowie będą sie bać gwizdać „na korzyść” @Jagiellonia1920 ??? #JAGGÓR https://t.co/aztFIR9nB9 — A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) October 10, 2026 Kolejny babol to sytuacja z drugiej połowy. Anders Klynge przejmuje piłkę w środku pola i niedługo później Jesus Imaz doprowadza do wyrównania. Wojciech Myć początkowo wskazał na środek boiska, jednak został wezwany d0 monitora przez Pawła Malca i zmienił decyzję, odgwizdując faul Klynge na Hojtholtcie. #JAGGÓR Po obejrzeniu powtórek na VARZE sędzia Myć odwołuję bramkę dla Jagi na 2:2. Widać, że pierwszy piłkę dotyka piłkarz Jagi, więc bramka powinna być uznana? @CANALPLUS_SPORT @Marciniak_k @zawodsedzia https://t.co/9eeAvmP2on — Powtórki, kontrowersje i analizy. (@KiQus_) October 10, 2026 Pierwsza myśl – a może rzeczywiście nie było tam przewinienia? Jednak oglądanie tego z każdą kolejną powtórką utwierdza, że gol Jagiellonii był jak najbardziej prawidłowy. Takie wrażenie na łamach TVP Sport w szerszej analizie potwierdził też ekspert Rafał Rostkowski. Na dokładkę mamy jeszcze sytuację, gdy Josema podaje piłkę do swojego bramkarza, a ten jak gdyby nigdy nic łapie ją w ręce. Nie ma wątpliwości, że należał się rzut wolny pośredni, czyli potencjalnie kolejna bardzo dobra okazja na gola. Gwizdek arbitra jednak milczał. TRZY duże błędy zespołu sędziowskiego, które zaważyły na końcowym wyniku i to na niekorzyść tylko jednej z drużyn. Oj panowie, daliście do pieca. Liczba mnoga nie jest tu przypadkowa, bo oczywiście, że tym, który podnosi największą odpowiedzialność jest sędzia główny, czyli w tym przypadku Wojciech Myć. Tyle że VAR jest od tego, żeby pomagać, a nie jeszcze dodatkowo przeszkadzać. Paweł Malec nie pomógł koledze uniknąć poważnych błędów, a na dodatek, gdy ten podjął już właściwą decyzję, zawołał go do monitora, czyli de facto nakłonił do zmiany werdyktu. Zamiast niego w Centrum VAR powinna usiąść paprotka albo kij od miotły. Może sytuacja z rzutem karnym nie zostałaby naprawiona, ale przynajmniej prawidłowo zdobyta bramka nie zostałaby anulowana. Paweł Malec – zamiast uratować, to jeszcze pogrążył Wojciecha Mycia Rekord, mamy nowy rekord! W historii pomiarów nikt tak nie odwalił No dobra, to teraz do rzeczy. Ten katastrofalny występ sędziów zmotywował do kopania w archiwaliach i poszukiwań, czy aby nie jest to NAJGORZEJ posędziowany mecz w ostatnich latach. Zaczynamy od 2019/20 i przyjmijmy, że właśnie od tego czasu rozpatrujemy błędy sędziów (no dobra, uchylając rąbka tajemnicy – tak naprawdę autor tego tekstu jest na tyle młody, że od wtedy regularnie ogląda Ekstraklasę). Mecz z Białegostoku był 15. przypadkiem w historii pomiarów, gdzie arbiter otrzymał od Weszło pałę do dzienniczka, a na marginesie – trzeci raz zdarzyło się to właśnie Wojciechowi Myciowi. W realiach szkolnych trzy jedynki oznaczają kiblowanie następnego roku. W tym przypadku mamy do czynienia z wyjątkowo pobłażliwą Radą Pedagogiczną, więc kto wie, czy naginając zasady warunkowo nie przejdzie do następnej klasy. Natomiast już odchodząc od szkoły, postanowiliśmy się przyjrzeć wszystkim tym meczom i wniosek dla zespołu sędziowskiego jest brutalny: nigdy się nie zdarzyło, by zostały popełnione trzy tak poważne błędy. To znaczy zdarzało się, ale przynajmniej kolegów ratowali VAR-owcy. W Białymstoku nawet tego zabrakło. Dla przykładu – mecz z zeszłej wiosny pomiędzy Puszczą Niepołomice i Piastem Gliwice. Marcin Szczerbowicz (pełnił rolę sędziego technicznego w Białymstoku) nie widział ewidentnej ręki Tomasa Huka w polu karnym. Widział za to przewinienie – albo też rękę – Michala Siplaka. Właściwie to nie wiadomo co, bo Słowak w żaden sposób przepisów nie złamał. Tyle że na VAR siedział Szymon Marciniak, więc obie sytuacje skorygował. Gdyby był tam Paweł Malec, to no właśnie… też byśmy mówili o skręconym wyniku. W tym wypadku na korzyść Piasta. Z takich kwiatków mieliśmy też spotkanie… Górnika z Jagiellonią. No patrzcie, jak historia zatoczyła koło. Wtedy Bartosz Frankowski nie wywalił z boiska Josemy, który zatrzymywał wychodzącego na sam na sam z bramkarzem Rallisa. Tylko cholera, wtedy został popełniony jeden wielbłąd, a nie trzy! Co mieliśmy jeszcze? Zapraszamy na przyśpieszony przegląd: Mariusz Złotek (przez niektórych pewnie już zapomniany) podyktował rzut karny dla Rakowa, gdy to Miłosz Szczepański faulował Lubomira Satkę z Lecha Poznań, a nie na odwrót. Z kolei, gdy ręką w drugiej szesnastce zagrał Arkadiusz Kasperkiewicz, jego gwizdek już milczał. Na szczęście dla niego, Lech, mimo dwóch krzywdzących decyzji, i tak wygrał. Krzysztof Jakubik w spotkaniu Jagiellonii z Radomiakiem nie uznał prawidłowego gola, podyktował niesłusznego karnego, a jak już trzeba było wskazać na wapno, to tego nie uczynił. Tyle że – podobnie jak wcześniej w sytuacji Marcina Szczerbowicza – za każdym razem ratowali go koledzy odpowiadający za VAR. Paweł Raczkowski nie pokazał drugiej żółtej kartki Konstandinosowi Triandafilopulosowi z Pogoni Szczecin w starciu z Lechem. Bartosz Frankowski powinien wyrzucić z boiska dwóch piłkarzy Górnika – Anthony’ego van den Hurka oraz Jeana Julesa Mvondo – a obaj na boisku pozostali. Legia jednak i tak i tak wygrała. Daniel Sylwestrzak niesłusznie pokazał drugą żółtą kartkę Josue w spotkaniu z Piastem. Piotr Lasyk nie dał rzutu karnego Cracovii przy Łazienkowskiej. Pasy miałyby doskonałą okazję na doprowadzenie do remisu w praktycznie ostatniej akcji przed końcem. Paweł Raczkowski nie wyrzucił z boiska Lukasa Podolskiego po dwóch brutalnych wejściach w spotkaniu z Piastem. Chwilę po jego ataku na Damiana Kądziora Górnik strzelił decydującego gola. Michael Ameyaw jeszcze za czasów Rakowa koncertowo nabrał Jarosława Przybyła na rzut karny z Jagiellonią. Damian Sylwestrzak nie wyrzucił z boiska Ericka Otieno po przypadkowym, jednak brutalnym wejściu w Rafała Kurzawę. Tutaj również przed całkowitą kompromitacją uchronili go arbitrzy z wozu. Wspomniany już Paweł Malec nie podyktował dwóch rzutów karnych w meczu Piasta z Bruk-Bet Termaliką (po jednym dla obu stron), a przy niepokazaniu w pierwsze tempo czerwonej kartki dla Adriana Dalmau uratowali go – o, paradoks – VAR-owcy. Mamy lidera! Wojciech Myć na czele niechlubnej klasyfikacji Prawdę mówiąc, nie bez przypadku dokładnie wyliczyliśmy wszystkie najbardziej kompromitujące występy arbitrów z ostatnich lat. Wojciech Myć (gratulujemy!) jest jedynym, który popełnił trzy babole w jednym meczu (oczywiście biorąc pod uwagę korekty z VAR-u) i jeszcze również jako pierwszy po raz trzeci dostał od nas najniższą możliwą notę. A jak widać, to wcale nie jest takie proste, bo jest całkiem spora grupa arbitrów, którzy ani razu nie zostali w taki sposób wyróżnieni. Poprzednie dwa przypadki z udziałem Wojciecha Mycia dotyczą 2019 roku, chociaż do swojego najnowszego wyczynu nawet się wtedy nie zbliżył. Na przestrzeni nieco ponad miesiąca nie popisał się w Kielcach oraz Gdyni. O meczu przy Ściegiennego, gdzie przyjechała Cracovia, pisaliśmy na Weszło tak: „Gdybyśmy napisali, że mecz wymknął się arbitrowi spod kontroli, byłoby to lekkie niedopowiedzenie. Wojciech Myć nie tyle przestał ogarniać, co się dzieje na boisku, co sam swoimi decyzjami dalej tę spiralę nakręcał. Pomyłki przy drobnych sytuacjach w środku pola to jedno, pomyłki dużego kalibru drugie. Ale poczynania Mycia nie ograniczają się do czerwonych kartek, to wiele nie do końca zrozumiałych decyzji, które sprawiły, że na boisku zrobił się kompletny bałagan. Arbiter miał wielkie problemy z zarządzaniem meczem. Postronny widz w zasadzie nie powinien narzekać, bo Myciowi należy też oddać, że to głównie on dziś nakręcał emocje”. Sędzia z Lublina nie panował nad tym, co się dzieje. Faule sypały się jeden po drugim, pokazał aż 11 żółtych kartek oraz trzy czerwone (dwie dla gospodarzy, jedna dla gości). I przy dwóch z nich są naprawdę poważne watpliwości. Rodrigo Zalazar brutalnie zaatakował Michała Helika i wyleciał z boiska. Tu zero kontrowersji, chociaż i tak musiał interweniować VAR. Ciekawiej robi się jednak dalej. Jakub Żubrowski, mający już na koncie żółty kartonik, podniósł wysoko nogę, jednak nikogo tym nie zaatakował i żadnego niebezpieczeństwa nie było. Mimo to i tak pożegnał się z murawą. O ile tu jeszcze sędzia mógł się jakoś wybronić, to przy trzeciej sytuacji nie ma żadnej wymówki. David Jablonsky niesportowo potraktował Urosa Djuranovicia. Napastnik Korony zaczął teatralnie zwijać się na murawie, a arbiter dał się na to nabrać i zamiast żółtej kartki – od razu wyrzucił stopera Pasów z boiska. Natomiast to jeszcze nie koniec popisów arbitra. Nieco ponad miesiąc wcześniej dał show w Gdyni, gdzie Arka podejmowała Legię. Czerwona kartka dla Nando (gracza gospodarzy) jak najbardziej słuszna, ale później… Rafa Lopes ewidentnie w polu karnym wycina Marko Vejinovicia, który miał doskonałą okazję na gola, a gwizdek arbitra milczy. Można mieć też wątpliwości, czy w samej końcówce Artur Jędrzejczyk nie przekroczył przepisów przy ciągnięciu za koszulkę Macieja Jankowskiego, który wyskoczył w powietrze i uderzał głową. Tu już kwestia do dyskusji, jednak przynajmniej jedna jedenastka była klarowna i oczywista. Legia wygrała 1:0. Jak widać lata mijają, a Wojciech Myć wciąż „w formie”. *** A i na koniec jeszcze jedna uwaga co do wydarzeń ze Słonecznej: po tym meczu nie jest pokrzywdzona tylko Jagiellonia, ale Górnik również. To na tyle dobry zespół, że po trzy punkty w Białymstoku mógłby sięgnąć i w sprawiedliwych warunkach. A tak zamiast chwalić piłkarzy Michala Gasparika uwaga skupia się na występie sędziów. Mało tego, skrzywdzone zostały nie tylko obie drużyny. Po raz kolejny krzywdzona jest polska piłka. Trzy takie babole to historyczny wyczyn. Albo mówimy o kompromitujących błędach na boisku, albo o jeszcze gorszych praktykach na samym szczycie. W końcu przykład idzie z góry, a arbitrzy coraz bardziej dopasowują się poziomem do swojego przełożonego Marcina Szulca oraz całej jego ekipy. A że jeszcze wyżej od Przewodniczącego Kolegium nie jest lepiej, to mamy to, co mamy. ZOBACZ RÓWNIEŻ Cyrku sędziowskiego ciąg dalszy. Jagiellonia została skręcona? Szulc nie poczuwa się do winy. Wydał wyrok bez pomocy sądu Białoruskie standardy w PZPN. Taki obraz po wywiadzie Wójcika Fot. Newspix Artykuł Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Brawo panowie Myć i Malec! Tak odwalić nie udało się nikomu pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Koniec z przepłacaniem za polisę! Porównaj oferty ubezpieczeń komunikacyjnych OC/AC i oszczędź nawet kilkaset złotych.
W sezonie 2026/2027 Ekstraklasa staje się areną nie tylko sportowych emocji, ale również kontrowersji związanych z arbitrażem. Sędziowie Paweł Malec i Wojciech Myć, odpowiedzialni za mecz Jagiellonii Białystok z Górnikiem Zabrze, popełnili serię błędów, które nie tylko zaskoczyły kibiców, ale także ekspertów. Według analizy archiwalnych danych, tak spektakularne i jednocześnie tak szkodliwe dla sprawiedliwości meczu, nie udało się jeszcze żadnemu zespołowi arbitrów w ostatnich latach. Współczesne technologie, takie jak wideoasystent sędziego (VAR), mają za zadanie minimalizować błędy arbitrażowe, jednak w tym przypadku system nie tylko nie pomógł, ale wręcz pogorszył sytuację. Pierwszy błąd dotyczył nieuznania rzutu karnego dla Jagiellonii po ewidentnym nadepnięciu na piętę przez Rafała Janickiego, co potwierdził sam zawodnik w rozmowie z Canal Plus. Kolejne kontrowersje wywołała decyzja o odwołaniu bramki dla Jagiellonii, pomimo tego, że powtórki na VARZE jasno wskazywały na brak faulu. Dodatkowo, wątpliwości budzi decyzja o nieuznaniu faulu na Josema, który mógł wpłynąć na wynik spotkania. Według ekspertów, takich jak Rafał Rostkowski, sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania nie tylko kompetencje arbitrów, ale także efektywność systemu VAR w polskiej lidze. W kontekście rosnącej krytyki wobec arbitrażu w piłce nożnej, ten mecz może stać się punktem zwrotnym w dyskusji o potrzebie reform w systemie sędziowskim.
Spektakularne błędy sędziowskie w meczu Jagiellonii z Górnikiem mają dalekosiężne konsekwencje dla Ekstraklasy i polskiej piłki nożnej jako całości. Po pierwsze, zdarzenie to podważa zaufanie kibiców do arbitrażu, co może prowadzić do eskalacji konfliktów na trybunach oraz w mediach społecznościowych. Po drugie, sytuacja ta może przyspieszyć dyskusje nad wprowadzeniem dodatkowych mechanizmów kontroli jakości arbitrażu, takich jak automatyczne systemy analizy obrazu czy większe zaangażowanie międzynarodowych organizacji piłkarskich. W perspektywie dłuższej, słabe decyzje sędziowskie mogą również wpłynąć na zainteresowanie inwestorów ligą, szczególnie w kontekście rosnącej konkurencji ze strony innych europejskich rozgrywek. Ponadto, incydent ten może posłużyć jako pretekst do rewizji zasad korzystania z VAR, które obecnie są krytykowane za brak spójności w interpretacji. Wreszcie, całe wydarzenie podkreśla konieczność podnoszenia kwalifikacji sędziowskich oraz wprowadzania bardziej rygorystycznych procedur selekcji arbitrów w polskich rozgrywkach.
Komentarz Redakcji
Sędziowie Myć i Malec nie tylko popełnili błędy, ale także udowodnili, że w niektórych sytuacjach system VAR może być bezużyteczny. Ich decyzje w meczu Jagiellonii z Górnikiem nie tylko zaskoczyły, ale wręcz zszokowały. To nie tylko kwestia indywidualnej niekompetencji, ale także systemowa usterka, która wymaga pilnej interwencji. Kibice zasługują na sprawiedliwość, a liga na wiarygodność.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.