Ekstraklasa 2026: Pięciu trenerów na granicy wiarygodności – kto straci pracę po przerwie?
"Nadchodzi weryfikacja. Ci trenerzy mają coś do udowodnienia. Wreszcie! Po trzech tygodniach czekania wraca Ekstraklasa. Gdy my zajmowaliśmy się tym, czy Przemysław Frankowski to materiał na lewego obrońcę albo zastanawialiśmy się, czy Cezary Kulesza otworzy swój cyrk z wyborem nowego selekcjonera po Janie Urbanie, trenerzy ligowi mieli wyjątkowo dużo czasu, by poprawić w swoich zespołach gorzej funkcjonujące dotąd elementy. Wybraliśmy pięciu, dla których najbliższy okres może okazać się być albo nie być. Takich, przy których nazwiskach my, ale także kibice mamy znak zapytania. Ich dotychczasowa praca nie dała nam całkowitego spokoju o to, w jakim kierunku zmierza prowadzony przez nich zespół. Trzy tygodnie przerwy to wystarczająco dużo czasu, by poprawić niefunkcjonujące elementy. Zresztą, można spokojnie powiedzieć, że trenerzy dostali drugi okres przygotowawczy. Teraz dostają pięć ligowych kolejek do kolejnej przerwy reprezentacyjnej, by udowodnić, że ich praca idzie zmierza w dobrą stronę. Jeśli nie odpali, to w kilku przypadkach zrobi się naprawdę gorąco, a być może skończy się nawet utratą pracy. Ekstraklasa. Ci trenerzy zostaną zweryfikowani po przerwie reprezentacyjnej Spis treści Ekstraklasa. Ci trenerzy zostaną zweryfikowani po przerwie reprezentacyjnej Żeljko Kopić (Wieczysta Kraków) Bartosz Grzelak (Cracovia) Mariusz Misiura (Motor Lublin) Tomasz Kaczmarek (Raków Częstochowa) Mateusz Stolarski (Widzew Łódź) Żeljko Kopić (Wieczysta Kraków) Chorwat ma chyba najtrudniejszą pracę ze wszystkich swoich kolegów po fachu w Ekstraklasie. W Warszawie, Poznaniu czy kilku innych miejscach na trenera presję wywierają przede wszystkim kibice, a przy Chałupnika odpowiedzialni są za to najważniejsi działacze. Żeljko Kopić musi być świadomy, że każdy błąd może pod sporym znakiem zapytania postawić jego przyszłość. Zresztą, Sławomir Peszko otwarcie zapowiadał, że trener dostanie możliwość pracy przez przerwę reprezentacyjną, ale już po niej będzie się od niego wymagało. Obecnie Wieczysta z zaledwie pięcioma punktami po ośmiu meczach (wkrótce będzie odrabiała zaległości z GKS-em Katowice) zajmuje miejsce w strefie spadkowej. Oczywiste się wydaje, że jeśli beniaminek nie wyskoczy ponad kreskę do kolejnej przerwy, to przy Chałupnika pojawi się już trzeci szkoleniowiec w tym sezonie. Po porażkach z Pogonią i w derbach Wisłą, wymęczonym remisem z Zagłębiem oraz pożegnaniem się z Pucharem Polski z drugoligową Avią takim promyczkiem nadziei dla Chorwata powinno być ostatnie spotkanie w Łodzi z Widzewem. Przeszedł na ustawienie na trójkę stoperów, zmienił styl na mniej naiwny, a bardziej zachowawczy i to dało efekty. Jeden punkt, ale też coś, na czym teraz może budować. Na kadrę z jego podopiecznych wyjechał jedynie Mateusz Kochalski, więc o żadnych wymówkach nie będzie mogło być mowy. Oczywiście patrząc z perspektywy filozofii, jaką kierują się zarządzajacy klubem. Wyniki muszą przyjść na tu i teraz. Bartosz Grzelak (Cracovia) Szwed z polskim pochodzeniem pracuje dłużej od swojego rywala zza miedzy i to pozwala nam już na wyciąganie szerzej idących wniosków. A można mieć poważne watpliwości, czy Cracovia pod jego wodzą zmierza we właściwym kierunku. A tak naprawdę trzeba byłoby się sporo nagimnastykować, by obronić taką tezę, chociaż są czynniki łagodzące, o których jeszcze powiemy. Ale patrząc wyłącznie na boisko, jego zespół najpierw miał spory problem, by strzelać gole, mimo tworzenia sobie całkiem sporej liczby sytuacji. Nawet gdy już się nauczył jako tako je wykorzystywać, to zaczął jednocześnie masowo tracić bramki. Aż 10 w ostatnich pięciu meczach (wliczając w to zakończony porażką mecz Pucharu Polski z drugoligowym Zniczem Pruszków) chwały Grzelakowi nie dodaje. Tym bardziej, że w Ekstraklasie mierzył się z GKS-em Katowice, Wisłą Płock, Górnikiem Zabrze oraz Radomiakiem. Zdobył tu okrągłe zero punktów. Nie zgadzają się wyniki, nie zgadza się atak, nie zgadza się obrona. W grze Pasów nie zgadza się po prostu nic Tylko no właśnie, można to poniekąd usprawiedliwiać wszystkim, co się dzieje dookoła. Na pewno drużynie nie sprzyja ogólne zamieszanie wokół klubu spowodowane działaniami prezesa Murata Colaka oraz właściciela Roberta Platka. W tle jeszcze jest Elżbieta Filipiak i to wszystko powodu naprawdę spory bajzel. Do tego transfery, do których możemy mieć jakiekolwiek oczekiwania na coś pozytywnego, przyszły na sam koniec okienka – Sayfallah Ltaief oraz Lasse Nordas – więc Grzelak nie miał zbyt wiele czasu na wkomponowanie ich do zespołu. To wszystko jednak nie zmienia faktu, że jego drużyna nie jest AŻ tak słaba, by notować tak mizerne rezultaty przy mocno przeciętnym stylu. Jeśli nie przyjdzie poprawa, to Cracovia w najbliższym czasie może wylądować w strefie spadkowej, a to na pewno oznaczałoby koniec Bartosza Grzelaka, tym bardziej, że w mediach już pojawiały się doniesienia, że Murat Colak nie ma pełnego zaufania do szkoleniowca i powoli rozgląda się za innymi opcjami. Najbliższe mecze dla Szweda to będzie ostatnia szansa, by zostać na dłużej przy Kałuży. Mariusz Misiura (Motor Lublin) Podobnie jak w przypadku Cracovii, w Motorze też jest się do czego przyczepić pod kątem działań najważniejszych osób w klubie. O tym, że nie wszystko jest tak, jak powinno najlepiej świadczy fakt, że ostatnio po zaledwie kilku miesiącach z pracą pożegnał się dyrektor sportowy Veljko Nikitović. Szerzej problemy gabinetowe w Lublinie analizowaliśmy w dedykowanym tekście. Broniliśmy tam Mariusza Misiury, bo rzeczywiście on nawet nie jest w czołówce problemów, jakie ma Motor, jednak fakty są dla niego bezlitosne. Na dziewięć meczów wygrał zaledwie jeden i znajduje się w strefie spadkowej. Zdajemy sobie sprawę, że przygotowana mu kadra pozostawia wiele do życzenia, ale dla jego przełożonego przy braku poprawy wyników raczej nie będzie to miało pierwszorzędnego znaczenia. Zbigniew Jakubas zatrudniając wymarzonego trenera, za którego musiał przecież zapłacić (jedyne odstępne w całym okienku, bowiem piłkarze to albo wolne transfery, albo wypożyczenia) zapewne spodziewał się zupełnie czegoś innego. Warunki, jakie mu do tego stworzył to osobna kwestia, ale faktem jest, że notowana Mariusza Misiury u właściciela klubu, który nie słynie z przesadnej cierpliwości, drastycznie maleją. W luźnych plotkach można usłyszeć, że w Lublinie dla odmiany wpadli na pomysł powrotu po kilku latach Goncalo Feio. Jeśli Motor w kolejnych tygodniach dalej będzie się trzymał blisko dna tabeli, to nie jest wykluczone, że taki plan zostanie zrealizowany. A nawet jeśli nie Feio, to miejsce Mariusza Misiury zostanie zajęte przez innego trenera. Tomasz Kaczmarek (Raków Częstochowa) W Częstochowie zrobiło się niełatwe środowisko dla trenerów. Rok temu jeszcze pracował tam Marek Papszun, a od tego czasu zdążył się przewinąć Łukasz Tomczyk, Dawid Kroczek, tymczasowo Dawid Szulczek, a teraz przyszła pora na Tomasza Kaczmarka. Zdajemy sobie sprawę, że podnieść zespół po sześciu ligowych porażkach na start sezonu oraz odpadnięciu z europejskich pucharów to nie jest łatwa sztuka, jednak okres ochronny się skończył. O ile porażki z Koroną oraz Zagłębiem dało się jeszcze wytłumaczyć tym, że poprawa niekoniecznie przyjdzie z dnia na dzień, tak teraz musi być ona widoczna. Kadra ma swoje mankamenty, choćby zawodników nieco już wypalonych jakby długim stażem przy Limanowskiego, jednak i tak jest zdecydowanie za bardzo jakościowa, by zajmować ostatnie miejsce w tabeli. W tym momencie raczej już ciężko wymagać od Tomasza Kaczmarka walki o europejskie puchary, chociaż GKS Katowice i Legia przed rokiem udowodniły, że taki rajd w górę tabeli nawet zaczynając po przerwie zimowej jest możliwy, ale na pewno walka o utrzymanie nikogo nie zadowoli. Środek tabeli wydaje się takim minimum do spełnienia. Ciężko powiedzieć, czy w ogóle jest możliwy scenariusz, że w kolejnej przerwie reprezentacyjnej dojdzie w Częstochowie do następnej zmiany trenera, ale patrząc na dynamikę zmian w ostatnim czasie nie można byłoby być specjalnie zdziwionym. Nawet jeśli by do tego nie doszło, to przy braku wyraźnej poprawy Tomasz Kaczmarek końcówkę roku spędzi na walce o przetrwanie na stanowisku i to raczej bez większych szans na powodzenie. Mateusz Stolarski (Widzew Łódź) Na koniec przypadek nieco różniący się od czterech poprzednich. Trzeba byłoby sobie wyobrazić scenariusz katastroficzny, żeby podczas listopadowej przerwy przy Piłsudskiego znów mieli wybierać nowego trenera. Jednym z nich mogłoby by być odejście Adriana Siemieńca, ale prawdopodobieństwo na to oscyluje gdzieś w okolicach zera. W każdym razie pożegnanie Mateusza Stolarskiego po następnych pięciu ligowych kolejkach to rzecz, która na 95% się nie wydarzy. Te pięć procent to są na wypadek jakiejś serii typu komplet porażek i każda to 0:3 albo wybuchu jakiejś afery z czapy. Natomiast doskonale wiemy, jakie w Łodzi są oczekiwania. Raz, że ze strony kibiców, ale Robert Dobrzycki w dłuższej perspektywie też nie ma zamiaru pogodzić się z rolą ekstraklasowego średniaka. Z całego grona mamy największą wiarę, że to akurat Mateusz Stolarski najlepiej wpłynął na swój zespół podczas tych trzech tygodni przerwy. Swoją pracą w Motorze zasłużył na kredyt zaufania, a szczególnie w spotkaniu przy Łazienkowskiej pokazał już zalążki zmiany w sposobie gry Łodzian. Ta niepewność jednak istnieje, czy poradzi sobie w nowym środowisku na dłuższym dystansie. Przecież już w lepszym czy gorszym stylu, ale polegli Żeljko Sopić, Patryk Czubak, Igor Jovićević, a ostatnio i Aleksandar Vuković. Niezależnie od wszystkiego zwolnienia w listopadzie trudno się spodziewać, ale przy utrzymaniu mocno przeciętnych wyników z pierwszej części rozgrywek fotel Stolarskiego zrobi się gorący. A i jeszcze jedno: do drużyny po zgrupowaniu wracają Karol Świderski i Przemysław Wiśniewski, a patrząc na ich formę na reprezentacji, to dla trenera informacja raczej nie z gatunku tych najbardziej korzystnych… ZOBACZ RÓWNIEŻ Nie jest dobrze, ale chociaż jest śmiesznie. Absurdalne zgrupowanie Polacy przez własną głupotę giną w Tatrach. „Została z niego smuga krwi” Brzydkie kaczątko Bośni. Sport nadaje Zenicy choć odrobinę blasku Fot. Weszło Artykuł Nadchodzi weryfikacja. Ci trenerzy mają coś do udowodnienia pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Nadchodzi weryfikacja. Ci trenerzy mają coś do udowodnienia pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.
Jesień w Ekstraklasie to nie tylko zmienne warunki atmosferyczne, ale przede wszystkim okres, w którym trenerzy muszą udowodnić swoją wartość. Po trzech tygodniach przerwy, podczas których analitycy i kibice skupili się na dyskusjach o przyszłości reprezentacji Polski czy transferowych spekulacjach, ligowi szkoleniowcy dostają drugą szansę na poprawę wyników. W tym roku szczególnie na oku mają być trenerzy, których zespoły od początku sezonu nie spełniają oczekiwań – zarówno pod kątem sportowym, jak i finansowym. Przykładowo, Żeljko Kopić w Wieczystej Kraków boryka się z presją działaczy, którzy otwarcie deklarują, że po przerwie reprezentacyjnej będzie wymagana wyraźna poprawa. Podobna sytuacja dotyczy Bartosza Grzelaka w Cracovii, gdzie klub walczy o utrzymanie w europejskich pucharach, oraz Mariusza Misiury w Motorze Lublin, gdzie problemem jest zarówno brak stabilności w składzie, jak i słabe wyniki. Dodatkowo, sytuację komplikuje fakt, że w wielu klubach trenerzy są postrzegani jako kluczowi dla strategii rozwoju drużyny, a ich ewentualna zmiana może wiązać się z kosztownymi konsekwencjami transferowymi i reorganizacją kadry. Warto zauważyć, że w tym sezonie Ekstraklasa staje się coraz bardziej konkurencyjna, a trenerzy, którzy nie dostosują się do nowych wymagań, mogą zostać zastąpieni przez ambitniejszych rywali. Aktualnie, po ostatnich meczach, tylko kilka zespołów prezentuje spójny styl gry, co wskazuje na potrzebę radykalnych zmian w taktyce lub kadrach. Przykładem sukcesu może być tu Bartosz Bereszyński, który w ostatnich tygodniach poprawił formę Cracovii, jednak Grzelak musi teraz udowodnić, że potrafi utrzymać ten trend. Warto również wspomnieć o sukcesie indywidualnym, jakim jest wyróżnienie Jakuba Mazurka w Salzburgu, gdzie polski piłkarz został graczem miesiąca – co może być sygnałem dla trenerów, że w Ekstraklasie również kryją się talenty, które wymagają odpowiedniego wsparcia i rozwijania. Jednakże, pomimo takich pozytywnych sygnałów, większość trenerów stoi przed trudnym wyborem: czy kontynuować dotychczasową strategię, czy ryzykować zmianami w składzie lub taktyce, aby zyskać zaufanie kibiców i działaczy. Wszystko to rozgrywa się w kontekście rosnących oczekiwań fanów, którzy coraz częściej domagają się nie tylko dobrych wyników, ale również widowiskowej piłki nożnej, co stawia trenerów przed wieloma wyzwaniami.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
4F Biustonosz treningowy bezszwowy ze średnim wsparciem 4F | Anna Lewandowska - niebieski S/M
Obecna sytuacja w Ekstraklasie pokazuje, że trenerzy stają przed dylematem: albo udowodnią swoją wartość w najbliższych pięciu kolejkach, albo staną przed ryzykiem utraty pracy. Dla klubów to okres decydujący o przyszłości, ponieważ nieudane wyniki mogą prowadzić do destabilizacji finansowej, utraty sponsorów czy nawet degradacji. Dla piłkarzy oznacza to presję na wyniki i konieczność dostosowania się do nowych wymagań taktycznych, co może prowadzić do wzrostu obrotów transferowych. W dłuższej perspektywie słabe wyniki trenerów mogą również wpłynąć na ogólną jakość polskiej piłki nożnej, co jest szczególnie istotne w kontekście przygotowań do Euro 2028. Kibice, którzy są najbardziej zaangażowanymi obserwatorami, mogą stać się coraz bardziej krytyczni, co może prowadzić do eskalacji konfliktów między nimi a klubami. Dodatkowo, trenerzy, którzy nie spełnią oczekiwań, mogą zostać zastąpieni przez młodsze, ambitniejsze kadry, co może przyspieszyć proces modernizacji polskiej piłki nożnej. Warto również zauważyć, że obecna sytuacja może wpłynąć na rynek transferowy, gdzie kluby będą szukać tanich, ale skutecznych rozwiązań, aby wzmocnić swoje drużyny. Wszystko to tworzy dynamiczne środowisko, w którym każda decyzja trenera może mieć daleko idące konsekwencje.
Komentarz Redakcji
Ekstraklasa w 2026 roku staje się areną, na której trenerzy muszą grać nie tylko o punkty, ale również o swoje stanowiska. To, co wydaje się być zwykłym sezonem ligowym, w rzeczywistości jest egzaminem na przyszłość dla wielu szkoleniowców. Kibice i działacze coraz rzadziej tolerują brak rezultatów, a trenerzy, którzy nie dostosują się do nowych realiów, mogą szybko zniknąć z ekranów. Warto pamiętać, że piłka nożna to biznes, a każdy błąd może kosztować nie tylko pracę, ale również reputację.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.