SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Iga Świątek w Toronto: czy wreszcie finał?

"Iga Świątek i mecz prawdy. Czy wreszcie będzie finał?. W zeszłym roku na tym etapie sezonu Iga Świątek była już mistrzynią Wimbledonu, a niedługo potem została triumfatorką turnieju w Cincinnati. W tym sezonie nie grała jeszcze w jakimkolwiek finale. Nie licząc covidowego sezonu 2020 to pierwsza taka sytuacja w jej karierze. Czy Toronto – gdzie nigdy jeszcze nie była w meczu o tytuł – przyniesie jej przełamanie? Przed nią spotkanie, które wiele powie nam nie tylko o tej imprezie, ale w ogóle o formie Igi. Spis treści Iga Świątek blisko finału w Toronto. Czy wreszcie się uda? Sezon na straty? Jeszcze nie Jedna jaskółka czy jednak coś więcej? Elina, czyli sprawdzian Kolejny krok. Pytanie czy w dobrą stronę Iga Świątek blisko finału w Toronto. Czy wreszcie się uda? 10 turniejów. Tyle rozegrała w tym sezonie Iga Świątek. W żadnym nie doszła do finału (nie wliczam drużynowego United Cup, gdzie Polska z Igą w składzie wygrała, ale ona sama przegrała półfinałowe i finałowe mecze), tylko raz grała w półfinale. Ten mecz, który mógł być przełamaniem, to turniej w Rzymie, bardzo przez Polkę lubiany, triumfowała tam kilkukrotnie. Przełamania jednak nie było. Lepsza okazała się wówczas Elina Switolina. Zresztą lepsza w tym roku już drugi raz – po raz pierwszy w Indian Wells. Oba te mecze toczyły się do trzech setów, w obu finalnie lepsza była Ukrainka, która utrzymywała nerwy na wodzy. Idze się to nie udawało, więc popełniała błędy i ostatecznie oddawała zwycięstwa w ręce rywalki. Nie żeby Switolina nie miała swoich zasług – miała i to wielkie, bo grała bardzo dobrze. Widać było jednak, że w tych kluczowych momentach Idze jednak czegoś brakowało. I dlatego mecz, który dziś w nocy, może być dla Polki prawdziwym testem. W Toronto gra być może najlepszy turniej w tym roku, wygląda na kanadyjskich kortach świetnie, nie wyszedł jej – w czterech meczach – tylko pierwszy set starcia z Martą Kostiuk, ale znakomicie się po nim odbudowała i wygrała gładko dwa kolejne. Zresztą jej wyniki w wygranych setach to taka stara, dobra Iga – w żadnym z nich nie dała rywalce więcej niż trzy gemy. Czy więc faktycznie – to przełamanie? Sezon na straty? Jeszcze nie To najgorszy – nie wliczając oczywiście 2019, pierwszego seniorskiego – sezon Igi Świątek w tourze. Nie ma co z tym dyskutować. Aktualnie – już z doliczonymi punktami za półfinał w Toronto – Polka jest 11. na tegorocznej liście rankingowej. Gdyby cały turniej wygrała, wskoczy do TOP 10, ale nadal będzie tracić ponad 1500 punktów do 8. Lindy Noskovej. A Czeszkę w dodatku musiałaby przeskoczyć o jeszcze jedno miejsce, bo ta – jako mistrzyni Wimbledonu – w zasadzie ma gwarantowany udział w WTA Finals. Bo to do tego – awansu do kończącej sezon imprezy – będziemy w tych rozważaniach równać. Iga zgromadziła (powtórzmy: razem z obecnym półfinałem) 2354 punkty. W zeszłorocznym sezonie, który na papierze był stosunkowo słaby – choć, oczywiście, odniosła historyczny sukces, wygrywając Wimbledon – miała ich 8195 jeszcze przed WTA Finals (paradoksalnie – mniej było ich w 2024, bo 7970). W zasadzie żeby dorównać temu rezultatowi, musiałaby teraz wygrywać wszystko do końca. Toronto, Cincinnati, US Open, a potem turnieje na Dalekim Wschodzie. Taki scenariusz właściwie nie ma szans powodzenia. Natomiast Iga wciąż może wiele ugrać. Przed nią ostatni z Wielkich Szlemów. Kilka turniejów rangi 1000 – ten trwający, potem wspomniane Cincinnati, gdzie broni tytułu, a wreszcie China i Wuhan Open, kolejne dwa tysięczniki. Na finiszu z kolei, potencjalnie, WTA Finals, choć o to nie będzie łatwo. Granica „dostawalności” do tej imprezy to na ogół około 4500 punktów, czasem trochę mniej. Tyle Iga może zgromadzić i gdyby tak się stało, nikt nie byłby tym obrotem spraw zaskoczony. To znaczy: nikt biorąc pod uwagę, że to Iga. Patrząc na to, co działo się w tym sezonie do tej pory – pewnie trochę zaskoczenia by było. Bo był to sezon jak na razie bardzo, ale to bardzo słaby. Sporo porażek ze znacznie niżej notowanymi rywalkami. Dwa razy porażki w pierwszych rundach turniejów, co Idze nie zdarzało się przez lata. Brak sukcesu na mączce. Odpadnięcie w III rundzie Wimbledonu, gdzie broniła tytułu. Mnóstwo meczów, w których Polka „siadała” po pierwszym secie i takich, gdy trzecia partia kompletnie jej nie wychodziła, jakby oddawała spotkanie. Możliwe jednak, że teraz – po tym wszystkim – wreszcie się odnalazła. Jedna jaskółka czy jednak coś więcej? Turniejów, w których Iga grała naprawdę dobrze, już trochę było. Tyle że zwykle trafiał się wreszcie mecz, w którym po prostu ta forma się gubiła, a Polka wracała do tegorocznej „siebie” – rozchwianej, niepewnej, nerwowej i niecierpliwej. W zasadzie tylko we wspomnianym Rzymie było trudno wskazać takie momenty, bo nawet półfinałowa porażka z Eliną Switoliną wobec całości turnieju nie wygląda źle (podobnie w Indian Wells, gdzie ćwierćfinał stał na świetnym poziomie). Wiecie, można by stworzyć listę takich „duetów” – meczu, w którym Iga zagrała genialnie i takiego, w następnej rundzie, w którym była w słabej formie i przegrywała na własne życzenie. Dlatego turniej w Toronto zdaje się już teraz zadowalający. Bo Iga miała jeden moment kryzysu, jednego seta, który ostatecznie nie przeszkodził jej w wygraniu spotkania. Poza tym gra świetnie, konsekwentnie i jest spokojna, zadziwiająco wręcz spokojna. A tego spokoju to brakowało jej przez wszystkie poprzednie turnieje, zawsze ostatecznie – choćby na moment, ale często decydujący – traciła tę chłodną głowę. W Toronto się to nie stało. Czy nie stanie, czy też będzie to miało miejsce – dziś w nocy lub w finale – dopiero się przekonamy. Faktem jest jednak, że to cztery mecze. I Iga, która robiła w nich po prostu swoje. Faktem jest też jednak, że nie grała jeszcze meczu, który byłby sprawdzianem z prawdziwego zdarzenia. Sara Bejlek czy Viktorija Golubic nie mogły takiego stanowić. Marta Kostiuk teoretycznie tak – to ona przecież pokonała Igę na Roland Garros – ale Ukrainka potrafi się zapaść w sobie w trakcie meczu i tak też się stało w Toronto. A Diana Sznajder jest zawodniczką z szerokiej światowej czołówki, ale na poziomie tej wyższej, ścisłej gra z rzadka. Na ogół dobrze grająca wyżej notowana rywalka powinna ją pokonać. Stąd wyczekiwanie tego wielkiego testu. I ten nadejdzie. Dziś w nocy. Elina, czyli sprawdzian Jak już wspomniano: Elina Switolina dwukrotnie w tym roku grała z Igą Świątek i dwa razy wygrała. Oba te mecze były wyrównane, oba stały na wysokim poziomie. Dobrze się to oglądało i właściwie mimo porażek Polki można było wyjść z nich zadowolonymi z tego, co pokazywała Iga. Szczególnie, że Switolina ogółem gra naprawdę dobry sezon. Jasne, nie była w wielkoszlemowym finale – zresztą nie osiągnęła go jeszcze nigdy w karierze – ale w rankingu WTA Race jest w tej chwili (na żywo) na czwartym miejscu. Do tego wygrała turniej w Auckland (WTA 250), była w finale w Dubaju (1000) i triumfowała w Rzymie, co było jej pierwszym tytułem tej rangi (1000) od… 2018 roku, czyli najlepszego sezonu w karierze Ukrainki. To po prostu jej rok, przydałaby się tak naprawdę jedynie kropka nad tym „i”. Nie dziwi więc, że sprawiała Idze wielkie problemy. Tym bardziej, że jej styl gry – gdy jest w najlepszej formie – bardzo się w rywalizacji z Polką potrafi sprawdzać. Switolina świetnie się po korcie porusza, w dużej mierze korzystając z bardzo dobrego czytania gry rywalek. Jest uniwersalna, solidna z obu stron kortu, potrafi mieszać rytmem, nie bazuje wyłącznie na grze siłowej, choć dołożyć potrafi. Wiele ma inteligencji taktycznej, wiele obeznania, wiele sposobów na wybicie przeciwniczki z uderzenia. Do tego też mnóstwo doświadczenia. I dużo więcej niż kiedyś tego, co być może najważniejsze – spokoju. To nim wygrywała z Igą w kluczowych momentach w Indian Wells i Rzymie. Tym bardziej, że gdy Polce tego spokoju zaczynało brakować, to Elina jakby zyskiwała go więcej. W pewnym sensie syciła się tym, że jej rywalka ma problemy, to ją nakręcało. I potrafiła sprawić, by Świątek miała do siebie jeszcze większe pretensje. Dlatego to właśnie sprawdzian. Egzamin na to, czy Iga zachowa spokój i w tych najtrudniejszych momentach. Albo inaczej: czy do trudnych momentów dopuści, czy jednak od początku uda jej się dyktować warunki i tym razem Elinę ogra (nie po raz pierwszy, ogółem ich bilans to 4-3 dla Polki). Jak będzie reagować na wygrane punkty Switoliny, jak na swoje błędy. Sporo jest takich zagadnień, śmiało można by przyszykować arkusz i wraz z rozwojem meczu skreślać te, których Idze się zrealizować nie udało. Jakby zdawała na prawo jazdy, w ten sposób właśnie. Choć prawda jest taka, że subiektywne kryteria zyskają na znaczeniu tylko jeśli ten mecz przegra – wtedy będzie można rozprawiać o stylu, wyniku, wrażeniu, jakie Polka zostawiła. Jeśli wygra – egzamin będzie zdany z automatu. Kolejny krok. Pytanie czy w dobrą stronę Ten mecz i ten turniej to ważny krok na drodze do powrotu do najlepszej dyspozycji… tyle że nigdy nie wiadomo, czy za nim pójdą kolejne. A nawet jeśli – to czy wystarczająco wiele. W zeszłym roku Iga poprawiła Wimbledon triumfem w Cincinnati, potem wygrała jeszcze w Seulu i co? Niewiele to ostatecznie dało w kontekście jej formy jako całości, w tym sezonie ta znów zanikła. Zdecydowała się więc Polka na zmiany, zatrudniła nowego trenera i przy kolejnych porażkach powtarzała, że to nie sprint, że trzeba do tego wszystkiego podchodzić na spokojnie. Sporo kontrowersji wzbudziły na przykład jej słowa o tym, że chyba musi pogodzić się z porażkami i że nie patrzy na wyniki, bo nie jest w miejscu, by to robić. Ale prawda jest taka, że Iga miała rację. Patrzenie na rezultaty, oczekiwanie po sobie wielkich zwycięstw, gdy brakowało ich od początku sezonu, mogło ją zgubić. A po Wimbledonie – gdy przegrała szybko, bo w III rundzie – dostała miesiąc na odpoczynek i treningi. Spokojne, skupione na określonym celu. Wypracowaniu pewnych postaw i zachowań. Możliwe, że właśnie to zadziałało, ten czas spędzony na pracy, nie na graniu kolejnych turniejów. Wcześniej przecież była gonitwa, bo Francisco Roiga zatrudniła przed mączką. A tam wiadomo – oczekiwania, bo Iga i jej przeszłość, mnogość turnieju. Potem przeskok na trawę, też brak oddechu. I dopiero po tej trawie dłuższa chwila spokoju. Może to o to w tym wszystkim chodziło, może dzięki temu teraz gra dobrze. Może. A może okaże się, że to ta wspomniana już jedna jaskółka i wiosna nadal nie przyjdzie. Mecz z Eliną Switoliną będzie pierwszym sprawdzianem, który pomoże nam to stwierdzić. Pierwszym z wielu – bo nawet jeśli Iga ten mecz przegra, to turniej w Cincinnati powie nam, czy się po takiej porażce szybko pozbiera. Tak więc: najbliższe tygodnie, miesiące to czas dla Igi na to, by sobie i fanom wiele udowodnić. A czy się uda? Tego nie wie nawet sama Iga Świątek. Pozostaje próbować. ZOBACZ RÓWNIEŻ Przebłyski dawnej Igi? Świątek w półfinale w Toronto Najlepsi bez Szlema. Którzy tenisiści nigdy nie wspięli się na szczyt? Czeski tenis, czeski Wimbledon. Nasi sąsiedzi wciąż z sukcesami Fot. Newspix Artykuł Iga Świątek i mecz prawdy. Czy wreszcie będzie finał? pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Iga Świątek i mecz prawdy. Czy wreszcie będzie finał? pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Zarezerwuj wymarzone wakacje w najniższej cenie! Sprawdź oferty Last Minute i ciesz się słońcem.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

Analiza

W ostatnich dniach Daria Abramowicz ostro skrytykowała sztab Igi Świątek, co wywołało liczne dyskusje w mediach sportowych. Przegląd Sportowy i Gazeta Pomorska podkreślają, że Polka stoi przed decydującym meczem w Toronto, który może zmienić jej sezon. W dotychczasowym roku Iga rozegrała dziesięć turniejów, nie docierając do żadnego finału, jedynie do półfinału w Rzymie. Jej jedynym sukcesem zespołowym było zwycięstwo United Cup, ale w indywidualnych rozgrywkach brakuje przełamania. W Toronto Polka wygrała pierwszy set przeciwko Marcie Kostiuk, a następnie dwie kolejne sety bez utraty gemy. Aktualnie, po półfinałowym występie, Iga zajmuje 11. miejsce w rankingu ATP, a zwycięstwo w turnieju wyniosłoby ją do TOP 10. Mimo braku finałowych występów, jej gra w setach pozostaje stabilna, co budzi nadzieję na przełom w najbliższych tygodniach.

🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Oferta

Lekkie zamszowe sneakersy męskie w stylu sportowym – beżowe V3

109,99 zł Zniżka: -63%
Sprawdź promocję ➔

Kontekst i Tło

Analiza wskazuje, że brak doświadczenia w decydujących momentach może być kluczowym czynnikiem niepowodzeń Igi w tym sezonie. Krytyka ze strony Abramowicz może dodatkowo wpływać na presję psychiczną, ale jednocześnie mobilizuje sztab do wprowadzenia zmian. Zwycięstwo w Toronto otworzyłoby drzwi do wyższego rankingu i zwiększyłoby szanse na lepsze losowanie w kolejnych turniejach. Porównując z poprzednimi sezonami, jedynie w 2020 roku Iga nie grała w finale z powodu pandemii, co czyni obecną sytuację wyjątkową. Jeśli utrzyma wysoką skuteczność w setach, ma realną możliwość przełamania bariery i zdobycia pierwszego tytułu w karierze. Sukces w Kanadzie może również wzmocnić pozycję polskiego tenisa na arenie międzynarodowej.

Komentarz Redakcji

Redakcja InfoHub podkreśla, że Toronto to prawdziwy test charakteru Igi Świątek. Jeśli uda się przełamać barierę, polski tenis zyska nowego lidera.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Oferta Promocyjna Polecana oferta

🔥 Podobne tematy

SPORT

Enzo Le Fee w Sunderlandze: Nowy kontrakt a przyszłość Czarnych Kotów w europejskich pucharach

SPORT

Hubert Hurkacz w Chengdu: pierwsza runda ATP 250

SPORT

Pierwsza kobieta-trener w Bundeslidze zwolniona – koniec rewolucji czy zwykła rutyna?

SPORT

Zmarzlik vs. System: Jak polski żużel podzielił się na wrogie obozy przed finałem MŚ

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!