SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Jak Austria, Niemcy i Anglia kształtują przyszłość futbolu? Sekrety szkolenia młodzieży w 2026 roku

"Austria, Anglia, Niemcy. Jak oni szkolą? Kulisy pracy z młodzieżą na zachodzie. Dennis Baraznowski to syn Polaków, który urodził się w Niemczech i poznał tajniki szkolenia w całej Europie. Karierę trenerską rozkręcił w Austrii, gdzie pracował z młodzieżową reprezentacją kraju. Dotknął największych talentów HSV, zobaczył z bliska, jak szkolą Anglicy, gdy pracował w Bristol City. Rozmawiamy o tym, jak różne są metody, szkoły i pomysły na pracę z młodzieżą w całej Europie. *** W cyklu „Sekrety Futbolu” zajrzę za kulisy polskich i europejskich klubów. W wybrane niedziele będą na was czekać dłuższe teksty, analizy i wywiady, w których pokażę wam pracę ludzi pracujących na sukces na boisku lub w ciszy i cieniu. *** Urodziłeś się w Niemczech, pracowałeś w Austrii, Anglii, Belgii… Jak doświadczenie różnych kultur wpływa na twoje sporzenie na piłkę? W Austrii, Niemczech kultura piłkarska jest bardzo podobna. Belgia, Anglia czy Polska to inne podejście, inna hierarchia istotności i inne naleciałości narodowe, które wpływają na środowisko piłkarskie. Dla młodego trenera możliwość nauki w różnych środowiskach wiele znaczy. Dostrzegam różne strony piłki, jestem bardziej otwarty. Kiedy zdecydowałeś, że chcesz pracować w sporcie? Marzyłem o zostaniu piłkarzem, ale nie byłem utalentowany, więc początkowo poszedłem w… dziennikarstwo sportowe. Nasz człowiek! Studiowałem media i komunikację w Wiedniu, miałem plan, żeby pracować w zawodzie. Na drugim czy trzecim roku zacząłem trenować młodzieżowe zespoły w Austrii. Odkryłem, że najbardziej kręci mnie praca na boisku. Spis treści Dennis Baraznowski odsłania kulisy szkolenia w Anglii, Austrii czy Niemczech Jak Austria wychowuje piłkarzy? Baraznowski: Aktywny futbol, wysoki pressing Największe talenty w Austrii. Co ich wyróżnia? Praca w bankrutującym klubie i talenty z HSV. Baraznowski: Każdy w Hamburgu żyje piłką Multikulturalne kluby. Jak pracować z młodzieżą z całego świata? Anglia to fabryka talentów. Baraznowski tłumaczy, jak szkolą na Wyspach Brytyjskich Dennis Baraznowski odsłania kulisy szkolenia w Anglii, Austrii czy Niemczech Skąd w ogóle ta Austria, Wiedeń? Urodziłeś się w Hamburgu. Razem z byłą dziewczyną chcieliśmy wyjechać na studia do ładnego miasta i… padło na Wiedeń. To było idealne rozwiązanie: mogła wybrać swój kierunek, ja mogłem wybrać swój. W piłce wylądowałem szybko, skorzystałem z szansy, żeby dorabiać jako trener. Potem wypracowałem sobie dalszą drogę w zawodzie. Hamburg to jedno z najbardziej piłkarskich miast w Niemczech, musiało cię ciągnąć do futbolu.  O tak, pamiętam, że lata temu wydawano mnóstwo piłkarskich gazet. Dla Hamburczyków piłka nożna to nieodzowna część kultury. Mamy dwa duże kluby, którymi żyje miasto. One zawsze są tematem rozmów: jaki był wynik, jak sobie radzą. HSV wypełnia stadion… Dorastałeś w czasach, gdy był to klub, który nigdy nie spadł z Bundesligi. I to było istotne! W Niemczech mówimy, że HSV to piłkarski dinozaur. Niestety, seria bez spadku już się zakończyła, to miało wpływ na nastroje w mieście. Gdy HSV zwycięża, wszystkim żyje się jakoś lepiej. Ostatni rok, w którym Bundesliga miała dwa kluby z Hamburga, był jeszcze bardziej wyjątkowy. W Wiedniu mogłeś poczuć co innego – zazdrość największego miasta o to, że ligę zdominował Red Bull Salzburg. Trochę tak. W Wiedniu też jednak czujesz pasję ludzi do dwóch największych klubów – Austrii i Rapidu. W ostatnich latach brakuje im historii sukcesów. Niegdyś przez wiele lat grały w Europie, ale dominacja Red Bulla zepchnęła je na dalszy plan, przytłoczyła całą ligę. Teraz Red Bull też ma gorszy okres, jednak Wiedeń na tym nie skorzystał. Zamiast Salzburga dominował Sturm Graz, ligę wygrał też LASK. Wielkość wiedeńskich klubów da się jednak odczuć i bez trofeów. Dennis Baraznowski. Fot. Bristol City Nie pracowałeś w żadnym z nich, tylko w mniejszych wiedeńskich klubach. Jak dostać się do struktur trenerskich w Austrii, zacząć pierwszą pracę i rosnąć w tym systemie? Moje doświadczenie jest takie, że jeśli dobrze wykonujesz swoją pracę, łatwo robić kolejne licencje trenerskie. Jeśli dbasz o detale, masz jakąś specjalizację, system edukacji trenerów będzie ci sprzyjał. Nie skupia się tylko na twoim doświadczeniu, karierze piłkarskiej tylko na jakości pracy. Jest wiele czynników, które podlegają ocenie. Szybko robiłem kolejne licencje, pokazałem się na rynku i dostawałem kolejne prace. Jeśli włożysz w to wysiłek, możesz zrobić w Austrii karierę trenerską nawet bez przeszłości na boisku. Co kierowało tobą w rozwoju tej kariery? Miałeś rzeczy, które najbardziej cię kręciły? Do trenerki pchnęły mnie dwie rzeczy. Pierwsza – myślę, że to wyróżnia wielu młodych trenerów – to taktyczna strona futbolu. Grasz w szachy na boisku. Zawsze uważałem za niezwykle interesujące to, jak możesz poukładać zespół na boisku, jaką taktykę obierzesz, żeby wygrać. Druga rzecz to chęć poprowadzenia do zwycięstwa jakiejś grupy ludzi. Stworzenia z nich zespołu notującego świetne wyniki. Lubię to uczucie, gdy jesteś z drużyną czy z poszczególnymi piłkarzami i czujesz, że dobrze się ze sobą czują, że idą w górę, rozwijają się i łapią swoje momentum. Nie ma niczego lepszego w tej pracy. Jak Austria wychowuje piłkarzy? Baraznowski: Aktywny futbol, wysoki pressing W Austrii szybko dotarłeś aż do szczebla reprezentacji kraju. Młodzieżowej, ale jednak reprezentacji kraju. To powiązane z systemem edukacji trenerów. Ludzie odpowiedzialni za nią mają przegląd trenerów na kursach. Widzą, w jaki sposób pracujesz, jakim profilem jesteś, w czym się wyróżniasz. Zrobiłem na nich dobre wrażenie i gdy austriacka młodzieżówka potrzebowała analityka, to się do mnie zwrócono. Jeszcze w Niemczech, w Monachium, zrobiłem kurs dla analityków, pasjonowały mnie taktyczne aspekty gry, więc im przypasowałem. Zawsze widziałem siebie w roli trenera, który może robić dobre analizy, dlatego starałem się poszerzać wachlarz umiejętności. Który nurt taktyczny jest ci najbliższy? Pasowałem do DNA austriackiej piłki, bo lubię aktywny futbol, także w fazie bez piłki. Wysoki, agresywny pressing, próba wysokiego odbioru piłki i szybkie, konkretne przekucie tego w sytuację dla swojego zespołu. Odpowiada mi futbol bardzo bezpośredni, nastawiony bardziej na grę strefową niż krycie indywidualne na całym boisku. To daje dobre szanse w fazach przejściowych. Uzupełniam to ideą pozycyjnego kontrataku w fazie posiadania piłki. Chcę, żeby moi zawodnicy rozgrywali atak tak, żeby znaleźli się w otwartej pozycji. To znaczy? To sytuacja, w której pozycja ciała jest otwarta, gdy masz piłkę w bloku czy w centrym boiska i możesz wyprowadzić szybki, bezpośredni atak. Planujesz bezpośredniość przy pomocy kilku podań. Dynamika zmienia się błyskawicznie, wygląda to jak kontratak, ale w momencie posiadania piłki.  Jak wykorzystywałeś to wszystko w pracy asystenta? Kontrpressing był ważnym elementem w każdym miejscu, byłem za to odpowiedzialny. Austriacka piłka mocno przesiąknęła futbolem opartym na pressingu i fazach przejściowych. Red Bull Salzburg pokazał, że to skuteczna droga do sukcesów i wiele klubów to zaadaptowało. LASK, Sturm, Austria, Rapid. Każdy ma podobną filozofię futbolu, każdy chce być bardzo aktywny w fazie bez piłki. Reprezentacja Austrii przejęła to w sposób naturalny – szczególnie młodzieżówki są pełne piłkarzy Red Bulla. Zawsze masz dużą bazę piłkarzy Red Bulla, których możesz powołać. Salzburg ma dobrą, agresywną politykę skautingu. Chcą ściągnąć najlepszych piłkarzy w Austrii do kategorii U-15, najlepszych w Europie do kategorii U-16, wreszcie najlepszych z całego świata do drugiego zespołu. Oczywiście nie zawsze zbierasz dosłownie wszystkich najlepszych, ale to bazowy plan. Bardzo dobre są jednak akademie Austrii Wiedeń, Rapidu czy St. Poelten. Stamtąd też zawsze masz dwóch, trzech zawodników. Kto zaimponował ci w czasach pracy w piłce juniorskiej w tym kraju? Na wczesnym etapie pracowałem z Nikolasem Sattlbergerem – mówimy o etapie U-14 w małym klubie. W Genk jest jednym z zawodników, którzy mogą imponować najbardziej. Wielu z tych chłopaków przebiło się do reprezentacji Austrii. Z Sasą Kalajdzicem pracowałem w Admirze Wacker. Elias Havel, Yusuf Demir, Leopold Querfel. W SV Ried był Arjan Malić, obecnie reprezentant Bośni i Hercegowiny. To wielka duma, gdy ktoś z mniejszych akademii nie tylko robi profesjonalną karierę, ale dociera na poziom reprezentacji kraju. Który z nich był najlepszy? Bez dwóch zdań Yusuf Demir, który trafił nawet do Barcelony. Teraz jest zmiennikiem w Rapidzie Wiedeń, ale to jeden z najlepszych technicznie zawodników, jakich kiedykolwiek widziałem. Podobnie z Adisem Yasiciem, który gra w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Yusuf Demir. Fot. Newspix Dwóch niezwykłych techników, których kariery nie potoczyły się jak powinny. Dlaczego? Czasami podejmujesz decyzję, która nie okazuje się tak dobra, jak myślałeś. Albo po prostu nie była najszczęśliwsza. Adis postawił na bardzo dobrą ofertę finansową. Yusuf miał nietypowy problem – Barcelona wpadła w problemy finansowe i nie mógł grać, bo gdyby rozegrał daną liczbę spotkań czy minut, to trzeba byłoby za niego zapłacić, więc wypchnięto go do drugiej drużyny. Kariera Yusufa pełna jest złych wyborów. Szkoda, bo to utalentowany, ambitny chłopak. Największe talenty w Austrii. Co ich wyróżnia? Jest jakaś cecha wspólna, która sprawia, że austriaccy piłkarze przebijają się na wysoki poziom, do lepszych lig? Austriacki zawodnik, wie, że droga do lig TOP5 jest prosta: jak najszybciej przebić się do Bundesligi, jak najszybciej zostać w niej kluczowym piłkarzem. Zawodnicy wkładają w to dużo wysiłku, ambicji, mają mentalność ciężko pracujących ludzi. Jeśli coś ich łączy, to właśnie to: nastawienie na pracę. Na pewno pomaga też system, który sprawia, że od małego non stop mierzysz się z rywalem grającym intensywnie, wysokim pressingiem. Po pierwsze uczysz się tak grać, radzić sobie z tym, po drugie – podświadomie wykuwasz w sobie mentalność, żeby grać w ten sposób. Patrzysz na historie Yusufa Demira i innych swoich podopiecznych – co sprawia, że ktoś odnosi sukces, kto inny nie? Leopold Querfel, Nikolas Sattlberger mieli niesamowity charakter. Powodów jest jednak wiele. Gdy trafiasz do akademii, musisz mieć talent. Jedni mniejszy, inni większy, ale on tam jest. Akademia daje ci szansę na zapracowanie na swój rozwój i sukces. Gdy myślę o zawodnikach, którzy się przebili, zawsze mam przed oczami gości, którzy chcieli wszystko wygrać. Mieli w sobie ten poziom rywalizacji, że niezależnie od tego, czy chodziło o grę w karty w busie, gierkę treningową czy cokolwiek innego w życiu – chcieli zrobić wszystko, żeby wygrać. Miałem trzech takich graczy, Yusuf Demir był w tym szczególny. Dlaczego? Gdy robiłem turniej teqballa, to pytał na przykład, czy może być w parze z drugim lub trzecim bramkarzem. Tak, żeby mieć wyżej zawieszoną poprzeczkę, większe wyzwanie. I nadal potrafił wygrać. Podobnie wyglądało to z Louisem Lemke, który został najmłodszym debiutantem w historii HSV. Pracowałem z nim w Hamburgu i w każdy wtorek, na koniec treningu, mieliśmy turnieje 4v4 czy 3v3. W poniedziałek przychodził i mówił, że chce zagrać z tym i tym zawodnikiem, bo oni nigdy jeszcze nie wygrali. Chciał sprawić, że z nim wygrają. Jeśli zawodnik wygrywa, odnosi sukces i mimo to wciąż szuka większych wyzwań, wciąż chce wygrywać – to prowadzi do sukcesu. Kto był tym trzecim? Arjan Malić. Nie był najbardziej utalentowanym chłopakiem w zespole, najwyżej ocenianym, ale zasłużył, żeby się przebić. Zresztą Lemke tak samo. Uważam, że jeśli masz w sobie tę wolę zwycięstwa, zacięcie, znajdziesz drogę do zawodowej gry w piłkę. Jedyne, czego nie możesz pokonać, to kontuzje. Skąd bierze się taki poziom samoświadomości już u młodych chłopaków? Nazwałbym to inaczej. To nastolatkowie, dzieciaki, więc wciąż mają pociąg do zabawy, szukania wyzwań. Chcą sprawdzać, jak dobrzy, jak silni są, co jeszcze mogą zrobić. Czasami to działa kompletnie podświadomie, po prostu myślą, co będzie dla nich najciekawszym wyzwaniem i to robią. Nie szukają tego na siłę, nie kreślą w ten sposób planu progresu. To ważna cecha charakteru, bo jeśli szukasz takich wyzwań i radzisz sobie z nimi, to wyrobisz sobie nawyk pomocny w takich sytuacjach w późniejszej karierę. Najbardziej rozwijasz się w momentach i sytuacjach, które stanowią dla ciebie wyzwanie. Praca w bankrutującym klubie i talenty z HSV. Baraznowski: Każdy w Hamburgu żyje piłką Jak to się stało, że z Austrii przeniosłeś się do Belgii? Dominik Thalhammer był szefem austriackiej szkoły trenerów. Pracował w Belgii, znał mnie z kursów. Byłem u niego na stażu w Cercle Brugge w trakcie robienia licencji UEFA Pro. Złapaliśmy kontakt, próbował ściągnąć mnie do klubu. Gdy trafił do KV Oostende w końcu się to udało. Trudny moment, bo KV Oostende chyliło się ku upadkowi. Już gdy tam trafiliśmy były plotki i dyskusje o tym, jak to się potoczy, czy właściciele nadal są zaangażowani. Trochę nas to zaskoczyło. Finansowo były problem, Oostende zbankrutowało dwa lata później. Cały czas tematem były wypłaty czy raczej ich brak. Jak się pracuje w takiej atmosferze? Dwukrotnie trudniej, bo trener jest też człowiekiem, musi dbać o swój zespół. Każdy człowiek zasługuje na poczucie bezpieczeństwa. Jeśli nie wiesz, czy będziesz miał pracę, czy ci za nią zapłacą i będziesz miał z czego opłacić rachunki, robi się trudniej. Próbujesz się od tego izolować, bo futbol to twoja pasja, ale to wpływa na twoją codzienność. Staraliśmy się pracować profesjonalnie od początku do końca. Asystent trenera zwykle jest blisko piłkarzy. Trafiali do ciebie z problemami? Jednym z problemów było to, że mieliśmy bardzo szeroką kadrę. Klub chciał zimą ściągnąć jak najwięcej piłkarzy, żeby utrzymać się w lidze. Próbowaliśmy wprowadzać indywidualne plany treningowe, żeby zawodnicy dobrze się czuli i utrzymali formę nawet, gdy nie grali. Wiele analiz, odpraw, treningów, próbowaliśmy zapewnić im rozwój. To stamtąd wreszcie wróciłeś do Hamburga. Zawsze czujesz jakąś więź z klubem z własnego miasta, więc gdy pojawiła się taka możliwość, czułem, że to dobra szansa. Zmienił się dyrektor akademii, więc i w niej zaszło sporo zmian. Pierwszy raz od lat zakwalifikowaliśmy się do gry o młodzieżowe mistrzostwo Niemiec, pracowałem z bardzo dobrą grupą zawodników. Myślę, że nie tylko Louis Lemke przebije się do pierwszego zespołu. Pracując w młodzieżówce też dało się odczuć, że w Hamburgu presja jest nieco większa? Powiedziałbym, że to też pochodna faktu, że wszyscy twoi znajomi, rodzina, przychodzą na każdy mecz. Czujesz też, że media śledzą nawet drużyny U-19 czy U-17, bo grają w krajowych rozgrywkach. Każdego interesuje to, kto będzie następnym dużym talentem, kto przebije się do składu HSV. Odbija się to też w zainteresowaniu ludzi. Gdy kogoś poznajesz, interesuje go to, że pracujesz w HSV, chce wiedzieć, co tam robisz, to dla niego ekscytujące. Da się poczuć różnicę nawet w porównaniu z pracą w pierwszym zespole innego klubu. Jak wygląda proces treningowy w takiej akademii? Treningi odbywają się popołudniami, po szkole. To program „pełnoetatowy”, cały tydzień trenujemy, gramy w sobotę, w niedzielę mamy wolne. Poranki zajmują nam spotkania, czasami też treningi indywidualne. Typowa organizacja dla klubu niemieckiego, ale już nieco inna w porównaniu z Anglią. To znaczy? W Anglii zespoły U-18 czy U-21 pracują w takim samym programie, ale tam to szkoła dostosowuje się do treningów, nie odwrotnie. Nie wygląda to tak samo w każdym klubie, nawet nie wszędzie w Hamburgu tak jest, ale większość funkcjonuje w podobny sposób. Dla mnie było to bardzo dobre, wygodne. Zawodnicy mieli szkołę pod nosem, obok naszych biur. Na przykładzie: Leo Pecover wszedł do składu, zrobił dobre wrażenie i trener Gerhard Struber wziął go do pierwszej drużyny. W dobę dostosowano jego program w szkole do treningów, żeby mógł to łączyć. To mi zaimponowało. Co jeszcze różni systemy pracy, szkolenia w poszczególnych krajach? Co wygląda podobnie? Austria i Anglia są do siebie podobne. Grasz w młodzieżowej lidze, z której nie możesz spaść, nie możesz też awansować. W Niemczech to zmieniono, teraz też nie możesz spaść, ale presja jest nieco większa, bo awanse wciąż są możliwe. Grasz w „fazie grupowej”, potem możesz trafić do silniejszej – albo słabszej – grupy. Presja na wyniki w Niemczech jest więc trochę większa niż w innych krajach. W Anglii kładzie się za to bardzo duży nacisk na rozwój indywidualny. Multikulturalne kluby. Jak pracować z młodzieżą z całego świata? Ciekawe, że w każdym miejscu trafiałeś na miks kulturowy. Wielu chłopaków, których prowadziłeś pochodziło z różnych zakątków świata, co wiąże się z potrzebą zrozumienia różnorodności stylu życia, kultury, potrzeb. To o tyle łatwiejsze, że każdy z nich kocha piłkę i chce w nią grać. Czyli są w tym miejscu z tego samego powodu. Musisz jednak podejść do tego indywidualnie i zbudować relacje z piłkarzami, żeby ich zrozumieć. W Hamburgu miałem kilku muzułmanów w drużynie i wiedziałem, jak istotny jest dla nich post i pierwszy posiłek po nim. Prosiłem kuchnię, żeby przygotowała dla nich coś, co będą mogli zjeść w szatni. Raz nawet zjedliśmy wspólnie z nimi, całym zespołem. Podobnie było w przypadku treningu: zdarzyło nam się go przerwać, żeby chłopcy mogli napić się wody i zjeść daktyle.  W Austrii natomiast było wielu zawodników z Bałkanów. Chorwaci, Bośniacy, Serbowie – oni mają inną mentalność. Musisz się do tego dostosować i spróbować ich poznać na tyle, żeby wydobyć z nich jak najwięcej. Żeby to zrobić, musisz zrozumieć, z jakimi problemami się zmagają, co spotyka ich w szkole, w rodzinie. Silna relacja z zawodnikiem pomaga to zrozumieć. Łatwo taką zbudować w przypadku tak młodych ludzi? Czasami powiedziałbym, że łatwiej, ale w niektórych tematach – trudniej. Sam jestem młody, więc łatwiej mi załapać niektóre sprawy, tematy. Mam większą świadomość na pewnych polach, z którymi problem mają starsi trenerzy. Też jednak się starzeję, nie jestem już na czasie z każdym trendem na TikToku. Niestety! To brzmi zabawnie, ale może to naprawdę pomocne, żeby odnaleźć się w tym świecie? Nie jest to wiedza obowiązkowa, ale ciekawi mnie ich tok myślenia, rzeczywistość, w której funkcjonują. To po prostu interesujące nawet względem tego, jak dorastałem ja. Czasami uczą mnie tego, co robią. Myślę, że to istotne w zakresie komunikacji, bo media społecznościowe to dziś zupełnie inny kanał kontaktu ze światem niż ten, do którego przywykły starsze pokolenia. Popularność w nich może być dla kogoś celem czy motywacją. Dobrze jest mieć świadomość ich istnienia. Czego ciekawego nauczyła cię młoda generacja? Fascynuje mnie to, jak bardzo rozwinięci są dzisiejsi nastolatkowie. Jak potrafią wyrażać siebie, w jaki sposób grają w piłkę, jak organizują swoje życie. Stresujące życie, bo nie możemy zapominać, że od najmłodszych lat funkcjonują na dwa etaty – piłka i szkoła. Czasami stanowi to duże wyzwanie i imponowało mi, jak profesjonalni potrafią być chłopcy w tym wieku. Anglia to fabryka talentów. Baraznowski tłumaczy, jak szkolą na Wyspach Brytyjskich Wspomnieliśmy o nieco innym podejściu do szkolenia na kontynencie i w Anglii. Wyspy Brytyjskie to dziś jedna z większych fabryk talentów. Pełna zgoda. Dla mnie była to największa zmiana w karierze – różnica w tym, jak grają w piłkę i jak rozumieją piłkę. W Anglii nie uciekniesz od futbolu. Albo ktoś obok o nim rozmawia, albo ma na sobie barwy, albo ogląda mecz w telewizji, albo przynajmniej Sky Sports News. Pochodzę z Niemiec, które są ogromnym piłkarskim krajem pełnym pasjonatów, ale uważam, że w Anglii jest to nawet na wyższym poziomie. W sposobie okazywania tej pasji też są jednak różnice. Jakie? Odniosłem wrażenie, że w Austrii czy Niemczech bardzo istotne jest to, żeby gra drużyny wyglądała ładnie, dobrze. W Anglii ludzi najbardziej zajmuje to, jak często jesteś z piłką w polu karnym rywala. Samo zdobycie „boxu” jest ważniejsze od tego, w jaki sposób to zrobisz. Anglicy mają inną percepcję futbolu. Jeśli tworzysz szanse bramkowe, to jest dobrze.  Guardiola zmienił angielską piłkę, ale jednak naleciałości z przeszłości zostały. Pamiętajmy też, że pracowałem w klubie, który gra w Championship. Pomiędzy Championship i Premier League jest ogromna różnica, także w kontekście stylu gry zespołów. To nadal rozgrywki, w których bardzo duże znaczenie mają drugie piłki, intensywność i gra od pola karnego do pola karnego. Doświadczyłem tego, więc wysuwam wnioski na tej podstawie. W Premier League jest nieco bardziej… europejsko. Wystarczy nawet spojrzeć na trenerów: tam jest wielu obcokrajowców, w Championship nadal widzimy wielu Wyspiarzy. Jak odbija się to na szkoleniu? Trzeba przecież dostarczyć do klubów zawodników, którzy sprostają tym różnym stylom. Czymś nowym i zaskakującym była dla mnie intensywność pojedynków w angielskiej piłce młodzieżowej. Bez znaczenia, czy powietrznych, czy na ziemi. Nawet podejście sędziów trochę to dyktuje – to, co gdzie indziej było faulem, tam uchodziło płazem. Moim zdaniem pod względem decyzyjności czy świadomości taktycznej Austria i Niemcy są na wyższym poziomie, ale intensywność pojedynków w Anglii była szokująco wysoka. Austriacy też mocno poszli w intensywność. Tak, ale to inny rodzaj intensywności. Bardziej nastawiony na powtarzalność sprintów, wysoki i szybko zakładany pressing, szybkość podejmowania decyzji w głowie. Austriaccy młodzi piłkarze są bardzo szybcy pod względem kognitywnym. Wszyscy grają piłką i w piłkę, podczas gdy w Anglii oglądasz dużo długich podań i walki o piłkę, potem o drugą piłkę, kolejny pojedynek.  Belgia stała się ligą, która jest przedsionkiem Premier League w kontekście transferowym, ale siła rozgrywek wciąż jest bliska ligi austriackiej, więc ciekawi mnie, jak to wygląda w tym kraju. To chyba najbardziej nastawiony na posiadanie piłki kraj, w którym pracowałem. Każdy zespół ma dobrych skrzydłowych, którzy potrafią grać ofensywnie, są mocni w pojedynkach, zwinni, bardzo techniczni i szybcy. Chyba żaden kraj nie zrobił na mnie takiego wrażenia pod względem szybkości zawodników. Natomiast z uwagi na to, że zespoły są tam bardziej skłonne do utrzymywania się przy piłce, inaczej wygląda też konstruowanie ataków. Tamtejsze zespoły ustawiają się bardzo szeroko i są nieco mniej przygotowane na to, żeby świetnie korzystać z kontrpressingu. Fazy przejściowe trwają tam nieco dłużej, ale to niezwykle ekscytująca liga jeśli chodzi o surowy potencjał zawodników, ich umiejętność tworzenia przewagi na boisku. Anglia to najbogatszy rynek piłkarski świata. Da się to odczuć w systemie akademii? Szczególnie, gdy patrzymy na sztab. W zespole U-21 miałem dwóch asystentów na pełen etat i dwóch ludzi od danych, także na stałe. Mieliśmy też trenera przygotowania siłowego i fizycznego, trenera bramkarzy i własnego analityka. Finanse pozwalają na zatrudnienie większej liczby fachowców. W pierwszym zespole jest to jeszcze bardziej widoczne. Miałem być asystentem trenera Bristol City, ale nie dostałem pozwolenia na pracę w tej roli. Niemniej wiem, jak wyglądał tam sztab i zaplecze. Widząc, ilu mają skautów pracujących tylko na wideo czy data scientists, rozumiałeś ich możliwości. Inny świat? Nawet w porównaniu z niemieckim systemem szkolenia, który też przecież wygląda bardzo profesjonalnie. I pamiętajmy, że mówimy o Bristol City – to nie jest największy klub. Gdy graliśmy z Bournemouth, mieli nawet dwukrotnie więcej osób do dyspozycji. To jak to wyglądało w pozostałych krajach? Trudno porównać, bo w Austrii masz Red Bull Salzburg, który jest na tym samym poziomie, co Anglicy, ale też SV Ried, gdzie byłem jedynym trenerem na etacie przypisanym tylko do jednego zespołu. Pomagały mi osoby, które pracowały przy dwóch drużynach. W HSV miałem dwóch asystentów w sztabie, pozostałymi trenerami „dzieliliśmy się” z innymi zespołami.  Po tych wszystkich doświadczeniach: odnalazłeś swój klucz do futbolu? Trudno to określić. Gdybym miał wybierać, tożsamością piłkarską, trenerską najbliżej mi do Austrii. Uważam, że musisz mieć swój własny, wyraźny styl, ale jednocześnie istotne jest zrozumienie okoliczności i zaadaptowanie się do nich. Potrzebujesz swojego znaku rozpoznawczego, ale nie możesz lekceważyć kultury futbolu w danym miejscu, lokalnych wpływów i wyzwań z nimi związanych. Może to bardzo ogólnikowe stwierdzenie, ale prawdziwe. Musimy wyjaśnić jeszcze to, skąd wziął się u ciebie polski paszport. Moi rodzice pochodzą z Polski. Tata z Poznania, mama ze Słupska. Poznali się jednak w Niemczech. W domu rozmawiamy miksem polsko-niemieckim, ale jeśli chciałbyś rozmawiać ze mną po polsku o piłce i poznać wszystkie te szczegóły… Jestem pewien, że gdybym trochę poćwiczył, szybko bym załapał wasz język, bo znam mocne podstawy. Pracuję nad tym, żeby swobodnie opowiadać o piłce po polsku. Bywasz w Polsce? Jako dziecko odwiedzałem Polskę dwa, trzy razy w roku. Teraz nadal staram się wpadać, ale bardziej raz do roku. Odwiedzam babcię i rodzinę. Czuję w sobie polską kulturę, obserwuję uważnie polski rynek. Widzę, że to nie jeszcze poziom, który znam z Anglii, Austrii czy Niemiec, ale rynek bardzo szybko się rozwija, profesjonalizuje. Ciekawi mnie to, że młodzi trenerzy dostają w Polsce sporo szans i wprowadzają trendy znane w Europie. Do tego dochodzą spore możliwości finansowe, ogromne zainteresowanie kibiców. Moim zdaniem Ekstraklasa już jest dużą ligą, której nie można lekceważyć. ZOBACZ RÓWNIEŻ Lech i rekrutacja trenerów. Jak zatrzymał Frederiksena i zbudował struktury? „Mówili: Przegrywy. Teraz chcą się wzorować”. Klimczak o sukcesie Lecha Jak Wisła analizuje piłkę? „Praca na liczbach wymaga konsekwencji” ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK fot. Newspix Artykuł Austria, Anglia, Niemcy. Jak oni szkolą? Kulisy pracy z młodzieżą na zachodzie pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Austria, Anglia, Niemcy. Jak oni szkolą? Kulisy pracy z młodzieżą na zachodzie pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

Analiza

W 2026 roku systemy szkolenia piłkarskiej młodzieży w Europie Zachodniej stanowią kluczowy element sukcesu narodowych reprezentacji i topowych klubów. Austria, Niemcy i Anglia prezentują odmienne podejścia, które kształtują nie tylko styl gry, ale także kulturę piłkarską. W Austrii dominuje model oparty na aktywnym futbolu i wysokim pressingu, co jest odzwierciedleniem lokalnych tradycji, gdzie taktyka i dyscyplina są priorytetami. W Niemczech, mimo podobieństw kulturowych z Austrią, system jest bardziej zróżnicowany, uwzględniając różnorodność regionalną i integrację młodych talentów z różnych środowisk. Anglia natomiast pozostaje liderem w kwestii odkrywania i rozwijania talentów, korzystając z unikalnego systemu akademii klubowych, który od lat dostarcza gwiazd światowego futbolu. Współczesne trendy, takie jak globalizacja i migracja, dodatkowo wpływają na te systemy – kluby w Niemczech czy Austrii coraz częściej pracują z młodymi piłkarzami o różnorodnym pochodzeniu, co wymaga elastycznych metod szkoleniowych. W tym kontekście doświadczenia trenerów, takich jak Dennis Baraznowski, który pracował w Austrii, Anglii i Belgii, stają się nieocenionym źródłem wiedzy o tym, jak różnice kulturowe i narodowe kształtują przyszłych mistrzów boisk.

🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Oferta

4F Buty do biegania FLOW RUN NIGHT MOTION męskie - czarne 40

219,99 zł Zniżka: -40%
Sprawdź promocję ➔

Kontekst i Tło

Różnice w podejściu do szkolenia młodzieży w Austrii, Niemczech i Anglii mają bezpośredni wpływ na jakość piłki nożnej w tych krajach. Austria i Niemcy kładą nacisk na strukturę, taktykę i integrację młodych zawodników z różnych środowisk, co przekłada się na solidne podstawy techniczne i fizyczne. Anglia natomiast dominuje dzięki unikalnemu systemowi akademii klubowych, który skutecznie odkrywa i rozwija talenty, często przekształcając je w gwiazdy światowej klasy. Te modele mają również wpływ na rynek transferowy – kluby z krajów o silnych systemach szkoleniowych są w stanie konkurować o najlepszych młodych piłkarzy, co podnosi ogólną jakość futbolu na arenie międzynarodowej. Ponadto, rosnąca różnorodność etniczna w klubach wymusza adaptację metod szkoleniowych, co staje się kluczowym wyzwaniem dla trenerów. W dłuższej perspektywie, te systemy kształtują nie tylko przyszłych zawodników, ale także kulturę piłkarską, która może stać się wzorem dla innych krajów.

Komentarz Redakcji

Systemy szkolenia młodzieży w Austrii, Niemczech i Anglii to nie tylko kwestia taktyki czy talentów – to przede wszystkim kultura. Austria i Niemcy kładą nacisk na dyscyplinę i strukturę, podczas gdy Anglia stawia na elastyczność i odkrywanie nowych talentów. To pokazuje, że nie ma jednego uniwersalnego sposobu na wychowanie gwiazd – tylko różne drogi do tego samego celu. W dobie globalizacji, gdzie kluby coraz częściej pracują z zawodnikami o różnorodnym pochodzeniu, elastyczność staje się kluczowa.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Oferta Promocyjna Polecana oferta

🔥 Podobne tematy

SPORT

Borja w słońcu: Jak kolumbijski napastnik zmienił losy meczu i serca kibiców

SPORT

Patryk Klimala w K-League 1: Polak nadal dominuje w tabeli strzelców

SPORT

Nasser Al-Khelaifi w śledztwie: Konflikt interesów w sercu francuskiego futbolu

SPORT

Wybrzeże Gdańsk triumfuje w finale KLŻ – jak pewny awans zmienia losy żużla nad morzem

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!