Cracovia w szoku: Znicz Pruszków wyeliminował legendę krakowskiej piłki w dramatycznych karnych
"Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia. Absolutne kino w Pruszkowie! Znicz sprawił gigantyczną niespodziankę i wyeliminował Cracovię z Pucharu Polski. Bohaterem drugoligowca został Norbert Gzowski, który obronił trzy rzuty karne. Sensacja w Pruszkowie. Cracovia odpadła po karnych Oj, dużo się działo w Pruszkowie, gdzie spadkowicz z Betclic 1. Ligi rywalizował z Cracovią. Pasy już po pięciu minutach mogły prowadzić, ale Zahiroleslam nie miał szczęścia. Najpierw napastnik krakowskiej ekipy wpakował piłkę do bramki, ale sędziowie dopatrzyli się spalonego. Chwilę później miał kolejną szansę, ale futbolówkę z(za?) linii bramkowej wybił jeden z graczy Znicza. Cracovia cisnęła, cisnęła, ale długo wcisnąć nie mogła. Zresztą nie od dzisiaj Pasy mają problemy ze skutecznością, choć należy również docenić w tym miejscu bramkarza Znicza, 17-letniego Norberta Gzowskiego. Niemoc gości przełamała dopiero gwiazda zespołu Bartosza Grzelaka. W 80. minucie Ajdin Hasić strzelił pięknego gola zza pola karnego. O awans trzeba było jeszcze powalczyć, bo w ostatnich sekundach ręką we własnym polu karnym zagrał Mauro Perković, a jedenastkę wykorzystał Tymon Proczek. Niespodzianka, a może i sensacja. Znicz z wyrównaniem w doliczonym czasie gry. W Pruszkowie będzie dogrywka. Drugoligowiec został nagrodzony za naprawdę dobre 45 minut. #ZNICRA @sport_tvppl pic.twitter.com/kehUY10dXH — Jakub Kłyszejko (@jakubklyszejko) September 2, 2026 Drugoligowiec doprowadził do dogrywki, a w niej… dłużej utrzymywał się przy piłce i prowadził grę, natomiast Cracovia liczyła na kontry. Po jednym z kontrataków kolejnego gola po pięknej indywidualnej akcji mógł strzelić Hasić, ale piłka musnęła jedynie poprzeczkę. Więcej goli nie padło i o wszystkim zadecydował konkurs rzutów karnych. Początkowo zawodnicy obu drużyn się nie mylili – do pierwszych pięciu rzutów karnych nie można było się przyczepić. Potem działy się jednak cuda. Przypomnijmy, Znicz prowadził 3:2. Gzowski obronił strzał Kameriego Madejski obronił uderzenie Głowińskiego Perković nie trafił w bramkę Madejski obronił próbę Boreckiego Niemoc przełamał dopiero Kakabadze i graliśmy dalej. Znowu błyszczeli bramkarze – Madejski wybronił strzał Kosmalskiego, a Gzowski Traore. W siódmej serii trafił Nadolski, a w Cracovii do jedenastki podszedł nowosprowadzony Berte. I co? I spudłował. Gzowski sparował piłkę na słupek i został bohaterem. Przypomnijmy, siedemnastolatek obronił aż jedenaście strzałów i do tego wyjął jedenastki. A Cracovia jak Wisła Kraków – skompromitowała się już na starcie. Popsute święta underdogów Sprawdźmy, co się działo też na innych stadionach. O meczu Wikędu Luzino z Wisłą Płock zbytnio rozpisywać się nie będziemy, bo zrobił to za nas Marcin Długosz w tym miejscu, jednak nigdy za wiele pochwał dla trzecioligowej ekipy, która postraszyła Nafciarzy. Zespół Adama Majewskiego po godzinie prowadził już 3:0. Underdog się jednak nie poddał i po dwóch jedenastkach sprokurowanych przez Krystiana Pomorskiego padły dwie bramki dla gospodarzy. Mogło być ich nawet więcej, ale jednego trafienia nie uznali sędziowie, a raz też jeden z zawodników Wikędu obił poprzeczkę. Mówiąc krótko, działo się, ale po więcej odsyłamy do reportażu redakcyjnego kolegi. Wikęd Luzino nastraszył Wisłę Płock. A niby było już pozamiatane… Do rywalizacji przystąpił w środę także Beskid Andrychów. Czwartoligowiec z Małopolski, któremu w ubiegłym sezonie zabrakło punktu do bezpośredniego awansu, podejmował rezerwy Śląska Wrocław. Początek meczu należał do gospodarzy – już w pierwszych minutach przyznano im rzut karny, którego na gola zamienił Rostysław Szkitun. Niedługo później wyrównał jednak Maksymilian Stangret, a tuż po zmianie stron wyprowadził Wrocławian na prowadzenie. Beskid miał swoje okazje na wyrównanie, choćby w 63. minucie, gdy Sarnecki trafił w słupek, jednak decydujący cios zadali goście. W końcówce spotkania Hubert Muszyński wykorzystał dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego, zapewniając drugoligowcowi awans. Dla Beskidu to trzecia porażka w sezonie – wcześniej przegrał z rezerwami Cracovii oraz Błękitnymi Modlnica. W kolejnej fazie zameldowała się również Olimpia Grudziądz, która po szalonym meczu pokonała rezerwy Górnika Zabrze. Grudziądzanie już po 20 minutach prowadzili 2:0, zdobywając obie bramki po jedenastkach. Zabrzanie, grający na stadionie pierwszego zespołu, zdołali jednak nawiązać walkę. Szybko gola kontaktowego strzelił Louis Podolski, syn dość znanego Lukasa, pewnie kojarzycie. Ależ pięknie przymierzył Louis Podolski! Górnik II Zabrze vel U-19 – Olimpia Grudziądz 1:2! pic.twitter.com/9QDgsfHZft — Marcin Ziach (@MarcinZiach) September 2, 2026 W drugiej połowie do wyrównania doprowadził Jakub Pietrzyk, wykorzystując kolejny tego dnia rzut karny. Olimpia wróciła na prowadzenie kwadrans później, kiedy to na listę strzelców wpisał się Wojciech Szafranek po uderzeniu szczupakiem. W 83. minucie znowu mieliśmy remis, a gola strzelił tym razem Mateusz Posmyk, ale finalnie to drugoligowiec awansował dzięki bramce Kacpra Jarzca w doliczonym czasie gry. Dwóch pierwszoligowców z awansem. Stali się jednak nie udało Blisko niespodzianki było w Polkowicach, gdzie tamtejszy Górnik walczył z Polonią Warszawa. Czarne Koszule stworzyły sporo sytuacji, w poprzeczkę trafił choćby Kostorz, jednak ogólne wrażenia fanów stołecznego klubu są dość marne. Niemniej udało się awansować i to bez konieczności rozgrywania dogrywki, choć tej było blisko, bo jedynego gola strzelił Robert Dadok, pakując piłkę do siatki dopiero w 85. minucie. Dogrywka była za to potrzebna w Łęcznej, gdzie o awans walczyły ekipy, które w minionym sezonie rywalizowały o utrzymanie w Betclic 1. Lidze. Tylko Stali Mielec udało się utrzymać, ale to zespół z niższej ligi był bliżej awansu po 90 minutach. Górnicy prowadzili 2:0 po trafieniach Bekzoda Ahmedova oraz Jakuba Myszora i wydawało się, że nikt nie wydrze im już awansu. Nic bardziej mylnego. W ciągu kilkudziesięciu sekund Stal wyrównała – w 92. minucie gola strzelił Kamil Odolak, a chwilę później do dogrywki doprowadził Natan Niedźwiedź. W dogrywce Górnik wrócił na prowadzenie, a kolejnego gola strzelił Ahmedov, ale radość gospodarzy potrwała jakieś dwie minuty, bo Sebastian Musiolik ponownie dał remis. Ostatecznie o awansie musiały zadecydować jedenastki, a te lepiej strzelali miejscowi i to oni zagrają dalej. Niespodzianki nie było w Zielonej Górze, gdzie Ruch Chorzów dość pewnie wygrał z Lechią. Gole dla Niebieskich strzelili Aleksander Komor oraz Michał Chrapek. Zwycięstwo pierwszoligowca mogło być nawet wyższe, ale goście dwukrotnie obijali słupek. Niepokoić fanów Ruchu może z kolei to, że z urazem zszedł z boiska Daniel Szczepan. Wyniki środowych meczów Pucharu Polski: Wikęd Luzino 2:3 Wisła Płock Beskid Andrychów 1:3 Śląsk II Wrocław Górnik Polkowice 0:1 Polonia Warszawa Górnik II Zabrze 3:4 Olimpia Grudziądz Górnik Łęczna 3:3 (po karnych 4:3) Stal Mielec Znicz Pruszków 1:1 (po karnych 4:3) Cracovia Lechia Zielona Góra 0:2 Ruch Chorzów ZOBACZ RÓWNIEŻ Wikęd Luzino nastraszył Wisłę Płock. A niby było już pozamiatane… Puchar Polski w Kluczborku. Lokalna piłka wie, co dobre [REPORTAŻ] 1 września i Legia już może skupić się na lidze. Najszybciej w historii! Fot. Newspix Artykuł Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Zapalmy Znicz dla krakowskiej piłki. Najpierw Wisła, a teraz Cracovia pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Planujesz zakup mieszkania lub budowę domu? Porównaj najtańsze kredyty hipoteczne i spełnij marzenie o własnym kącie.
Krakowska piłka nożna, zawsze kojarzona z tradycją i pasją, przeżywa w ostatnich latach okres niepewności. Cracovia, mimo statusu klubu o bogatej historii i licznych tytułów mistrzowskich, boryka się z problemami finansowymi i sportowymi, które osłabiły jej pozycję w polskiej lidze. W tym kontekście, Puchar Polski staje się dla niej nie tylko szansą na odzyskanie prestiżu, ale także na walidację wartości pracy prowadzonej przez sztab szkoleniowy i zarząd. Znicz Pruszków, z kolei, jako zespół z niższej ligi, stał się symbolem nadziei dla mniejszych klubów, które coraz częściej wychodzą z cienia swoich potężniejszych rywali. Mecze o charakterze dramatycznym, jak ten z 2 września 2026 roku, stają się punktem zwrotnym, który może przedefiniować hierarchie w polskim futbolu. Dodatkowo, rosnąca popularność niższych lig w mediach społecznościowych i wśród kibiców sprawia, że każdy mecz z udziałem Znicza przyciąga uwagę publiczności, która szuka emocji i niespodzianek. W tym roku, szczególnie po słabych występach Cracovii w lidze, Puchar Polski stał się dla niej ostatnią szansą na ratowanie sezonu i odbudowę wiary kibiców w sukcesy klubu.
🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Lekkie zamszowe męskie sneakersy w stylu sportowym – oliwkowe V1 - Rozmiar: 44
Wyeliminowanie Cracovii przez Znicz Pruszków w Pucharze Polski to nie tylko sensacja sportowa, ale także sygnał dla całej polskiej piłki nożnej. Dla Cracovii oznacza to kolejne wyzwanie w walce o stabilizację sportową i finansową, podczas gdy dla Znicza jest to potwierdzenie rosnącej wartości pracy z młodymi talentami, takimi jak 17-letni Norbert Gzowski, który stał się bohaterem meczu dzięki obrony trzech rzutów karnych. Wydarzenie to może również wpłynąć na zainteresowanie kibiców niższych lig, które coraz częściej stają się platformą do odkrywania nowych gwiazd. W dłuższej perspektywie, sukcesy klubów z niższych lig mogą zmienić dynamikę transferową, skłaniając większe kluby do inwestowania w młodzieżowe akademie i poszukiwania talentów spoza tradycyjnych ścieżek. Cracovia, z kolei, musi teraz skupić się na odbudowie zaufania kibiców i stabilizacji drużyny, by w przyszłości móc konkurować na równych prawach z innymi klubami ekstraklasy.
Komentarz Redakcji
Cracovia, klub z tak bogatą historią, powinien być w stanie pokonać każdego rywala, nawet z niższej ligi. Tymczasem, kolejne porażki w Pucharze Polski i słabe występy w lidze rzucają poważne wątpliwości co do kompetencji zarządu i sztabu szkoleniowego. Znicz Pruszków, z kolei, udowadnia, że talent i determinacja mogą pokonać nawet najbardziej utytułowane drużyny. To jednak nie powinno być normą, a wyjątkiem.
ℹ️ Nota od wydawcy:
Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS.
Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
🍪 Dbamy o Twoją prywatność
Używamy cookies m.in. do analizy ruchu i personalizacji. Kontynuując, zgadzasz się na nasz
Regulamin oraz
Politykę Prywatności.