SPORT
Źródło: weszlo.com | Dodano:

Polski boks na ME 2026: Brązowe medale, olimpijskie nadzieje i cień kontrowersji

"Cztery medale Polaków na ME w boksie. Jak oceniać ten występ?. Mistrzostwa Europy w boksie co prawda jeszcze trwają, ale już bez udziału polskich pięściarzy i pięściarek. Biało-Czerwoni – a właściwe Biało-Czerwone – wrócą do kraju z czterema medalami, wszystkimi w kolorze brązowym. Czy to dobry występ? Czego zabrakło, by ten dorobek był okazalszy? I czy ktoś zawiódł? Spis treści Boks. Jak wypadli Polacy na mistrzostwach Europy? Pięściarki na poziomie Wpadki faworytów Pięściarze muszą nadrabiać dystans Boks. Jak wypadli Polacy na mistrzostwach Europy? 19 osób. Tyle liczyła łącznie kadra Polski w podziale: 10 zawodniczek i 9 zawodników. Część z nich leciała do Sofii, gdzie odbywały się mistrzostwa, po doświadczenie, raczej bez wielkich nadziei na medale. Część jednak wprost mogła mówić, że celuje w zdobycie krążków w swoich kategoriach wagowych. Trener Tomasz Dylak – od stycznia tego roku szkoleniowiec obu naszych reprezentacji, wcześniej kadry kobiet – przewidywał przed rywalizacją cztery medale i mówił, że tyle go zadowoli. Czyli trafił, choć pewnie miał nadzieję, że któryś z nich będzie z kruszcu cenniejszego niż brąz. Wyszło jednak, jak wyszło. Czyli nieźle, ale bez szaleństw. Prawda jest jednak taka, że i tak nie było źle. Tym bardziej, że część powołanych była w trybie eksperymentalnym. Innych z kolei wykluczyły czynniki zewnętrzne. – Trzeba pamiętać, że były kontuzje – mówi Kacper Bartosiak, dziennikarz specjalizujący się w pięściarstwie właśnie. – Jedna wykluczyła Jakuba Straszewskiego, który mógł się o coś bić. Inna wyeliminowała Jakuba Domurada, który dobrze rokował. To nie był optymalny skład. Są też niezrozumiałe dla mnie sprawy proceduralne związane z Fabianem Urbańskim. Jak na pierwszą imprezę z Tomaszem Dylakiem w roli head coacha, nieco ponad pół roku po tym, jak nim został, to jest całkiem nieźle. Nasze pięściarstwo medalami pociągnęły jednak – jak to ostatnio zwykle bywa – panie. Od nich więc to podsumowanie wypada zacząć. Pięściarki na poziomie – Dziewczyny są w bardzo dobrym miejscu, to się potwierdziło. Medali mogło być więcej, ale cztery medale, a dwa z nich w kategoriach olimpijskich – to wynik dobry – mówi Bartosiak. I faktycznie – z 10 startujących w Sofii zawodniczek, cztery zgarnęły medal. 40% skuteczności? Wielu dałoby się za takie rezultaty pokroić. Oczywiście, w kontekście olimpijskim – jak wspomniał Kacper – liczą się tylko dwa z tych krążków. Ale to nie zmienia faktu, że był to naprawdę dobry występ. Kobieca kadra zresztą od jakiegoś czasu pokazuje już, że to nie jedna Julia Szeremeta, a większa grupa naprawdę utalentowanych zawodniczek. W Sofii po medale sięgnęły Angelika Krysztoforska (w kategorii do 48 kilogramów), Natalia Kuczewska (51 kg), Kinga Krówka (65 kg, na zdjęciu głównym) i Elżbieta Wójcik (+80 kg). Na igrzyskach nie będzie kategorii dla pierwszej i ostatniej z nich – najniższa tam rozgrywana to 51 kilogramów, z kolei najwyższa zamyka się w limicie 75 kg. W efekcie więc tylko Kuczewska i Krówka mogą bezpośrednio przenosić te sukcesy na olimpijskie areny – o ile oczywiście do Los Angeles się dostaną. Tak czy siak jest to jednak pewna obietnica, że coś można próbować za dwa lata osiągnąć. Zresztą tym większa, że wszystkie cztery Polki walczyły w Sofii dobrze i przegrały z rywalkami ze ścisłego topu. Natalia Kuczewska, jedna z brązowych medalistek ME. Fot. Newspix Krysztoforska natknęła się na Julię Czumgałakową, mistrzynię Europy z 2019 i 2024 roku. I tak, to Rosjanka, bo reprezentanci tego kraju zostali dopuszczeni do rywalizacji… i to z flagami oraz hymnem państwowym. Kuczewska walczyła z Turczynką Hatice Akbas, mistrzynią świata z 2022 roku i wicemistrzynią olimpijską z Paryża. Obie przegrały te swoje walki jednogłośnie, ale nie było to zaskoczeniem. Bliżej wygranej były Krówka i Wójcik. Ta pierwsza rywalizowała z Lucą Hamori z Węgier, ćwierćfinalistką igrzysk z Paryża i wydawało się, że może zaistnieć na kartach punktowych, ale postawił na nią tylko jeden z pięciu sędziów. Wójcik z kolei rywalizowała z reprezentantką Turcji Havvanur Kethudą i prowadziła po pierwszej rundzie. Problemem były jednak liczenia, które zamieniły się w przerwanie walki i wygraną Turczynki (znacznie cięższej od Polki). Niemniej: cztery medale to cztery medale. Warto w tym miejscu dodać, że sama liczebność polskiej kadry i tak jest warta doceniania – jesteśmy jedną z czterech reprezentacji, która wystawiła 19 osób (na 20 możliwych). Tyle samo posłała w bój Turcja, a więcej – Rosja i Ukraina, z boksu słynące. Wpadki faworytów Jeśli coś mogło nas boleć, to szczególnie rozstrzygnięcia wśród naszych faworytów. Medalu nie zdobyli bowiem ani Damian Durkacz, ani Julia Szeremeta, którzy do Sofii jechali nie tyle z nadziejami, co po prostu po to, by stanąć na podium. – Jakie uczucie towarzyszy mi po tych mistrzostwach? Głównie jednak niedosytu – mówi Kacper Bartosiak. – Łatwo wyobrazić sobie scenariusz, że tych medali udałoby się przywieźć więcej. Natomiast brakowało szczęścia. Te cztery medale to medale pań, wiadomo, że chciałoby się coś od mężczyzn. Natomiast tak szczerze mówiąc to jedyny medal po losowaniu, który można było sobie wyobrazić, to był medal Damiana Durkacza, który mógł powalczyć nawet o złoto. Durkacz faktycznie drabinkę – na papierze – miał wymarzoną, szczególnie, że trafiać miał na rywali, których już w przeszłości pokonywał. Jednak w 1/8 finału wszedł do ringu z Irlandczykiem Jonem McConnellem, który ostatecznie niespodziewanie dotarł do półfinału i wywalczył brąz. McConnell, owszem, zrobił spory postęp w ostatnim czasie, dało się to zauważyć w ringu, ale jednak Durkacz był faworytem. Pojedynek był wyrównany, werdykt kontrowersyjny. Po dwóch rundach na kartach punktowych sędziów był bowiem remis, trzecią wypunktowano na korzyść Irlandczyka, 3:2. Ostatecznie wygrał on u czterech sędziów, ale wielu obserwatorów miało wrażenie, że równie dobrze mógłby zwycięzcą zostać Polak. Niestety, stało się inaczej. Przegrała też Julia Szeremeta, która trafiła w drugiej rundzie na doświadczoną reprezentantkę gospodarzy, Stanimirę Petrową. Ta wróciła do rywalizacji w tym sezonie po dwuletniej przerwie macierzyńskiej i od razu zaczęła pokazywać się z dobrej strony – zresztą to nie dziwi, na karku ma co prawda niemal 36 lat, ale to była mistrzyni świata i dwukrotna mistrzyni Europy, klasowa zawodniczka. I to ona nadawała w ringu rytm. Świetnie wyprzedzała zamiary Szeremety, dobrze trafiała Polkę. Julia Szeremeta tym razem medalu nie zdobyła. Fot. Newspix Po pierwszej rundzie czterech sędziów punktowało na jej korzyść. W drugiej wszyscy byli zgodni, że to Bułgarka była lepsza. Trzecia niczego już nie zmieniła. – Były łzy i dalej się pojawiają, kiedy o tym myślę. No, ale cóż, tak ta walka się potoczyła. Myślałam, że pierwsza runda będzie moja i tak naprawdę uważałam, że ją wygrałam. Nie wiem, co się stało na kartach punktowych, ale nic już na to nie poradzę. Tutaj niektórzy sędziowie już się wygłupili, nie tylko w tej walce. […] Nie czuję, że zostałam tutaj pokonana w ringu. Oczywiście porażka boli, były łzy, ale spokojnie ją przyjmuję. Wyciągnę z niej lekcje. Najważniejsze, że wróciłam do swojego stylu, bo boksowałam na luzie, spokojnie, bawiłam się boksem, a nie próbowałam za wszelką cenę wyszarpać – mówiła potem Szeremeta w rozmowie z Eurosportem. Jej porażka była niemiłym zaskoczeniem. I faktycznie, pierwsza runda zdawała się równiejsza, niż widzieli to sędziowie. Potem jednak Bułgarka potwierdziła, że była lepsza. W efekcie Szeremeta podzieliła los Durkacza. Pięściarze muszą nadrabiać dystans Bez medali z Sofii wrócili wszyscy nasi pięściarze… choć trzeba przyznać, że mieli nieco pecha. Walka Durkacza to jedno, ale minimalnie przegrywali też Paweł Brach i Bartłomiej Rośkowicz – odpowiednio w kategoriach do 60 i 65 kilogramów. Obaj byli nieźle dysponowani i to ich ręce mogły pójść w górę, decydowały detale. Niestety, w obu przypadkach na korzyść rywali, podobnie jak u Damiana Durkacza właśnie. Zresztą gdyby mieć więcej szczęścia to medali mogłoby być jeszcze więcej – u kobiet blisko wywalczenia takiego była Agata Kaczmarska. Z kolei Aneta Rygielska (też jedna z naszych faworytek) odpadła w pierwszej walce, ale od pewnego czasu zmaga się z problemami zdrowotnymi, można dopisać ją na marginesie do wcześniejszej listy kontuzjowanych. Wracając jednak do panów – ci w gruncie rzeczy i tak zaprezentowali się pozytywnie. Owszem, gorzej od koleżanek po fachu, muszą nadrabiać dystans, jednak był to niezły występ w ich wykonaniu. – Trzeba spojrzeć na to, co kto miał pokazać i co przywieźć z tej imprezy. U mężczyzn te nadzieje były raczej mocno życzeniowe i nie spełniły się, ale nie mam wrażenia, by ktokolwiek zawiódł. Było osiem wygranych walk w turnieju mężczyzn i to jeden z najlepszych wyników w XXI wieku. Chyba tylko w 2015 roku było lepiej i to o ledwie jedno zwycięstwo. A tu mało brakowało, by tych wygranych było więcej niż osiem. Niestety, medali nie ma i to nie brzmi dobrze, natomiast oceniając występ poszczególnych pięściarzy, to trudno mi mówić o rozczarowaniach – twierdzi Bartosiak. Polacy nie mogli też narzekać na szczęście w losowaniu. Wielu od razu trafiło na mocnych rywali – w tym na wracających do rywalizacji Rosjan. Nikolas Pawlik zaliczył świetny turniej, ale jak w 1/8 finału pokonał niedawnego mistrza Europy juniorów, tak w walce o medal przegrał właśnie z jednym z Rosjan, który w półfinale w dodatku wygrał przez nokaut i powalczy o złoto. Podobnie pogromcy Pawła Bracha, Oskara Safarjana i Michała Pierzchały. Igor Rondoś odpadł z Rosjaninem, który pewnie poszedł po mistrzostwo (w jego walce doszło też do pomyłki sędziego, który nie ukarał rywala Polaka odjęciem punktu, choć powinien). Pogromca Bartłomieja Rośkowicza wywalczył z kolei srebro, a zwycięzcy walk z Damianem Durkaczem i Mateuszem Urbanem – brąz. Nikolas Pawlik zaprezentował się na ME pozytywnie, ale skończył bez medalu. Fot. Newspix Innymi słowy: wyłącznie Aleksiej Sewostjanow przegrał z rywalem, który nie zdobył potem medalu. A aż sześciu Polaków odpadało z późniejszymi finalistami! Jeden z nich już zdobył złoto, czterech innych może, jeden finał przegrał. Trzeba to zaznaczyć, bo klasa rywali rzuca na występ naszych pięściarzy zupełnie inny cień. Jak mówi Bartosiak: – Prognostyk jest całkiem obiecujący, trzeba dać trenerowi trochę czasu. Wydaje się, że każdy z tych pięściarzy, których trener Dylak wybrał do składu, dał z siebie wszystko, walczył. I każdy zaliczył pewien progres w ostatnich miesiącach, na tym można budować. Budujmy więc, bo już za moment rozpocznie się najpierw walka o to, by wyjechać do Los Angeles, a potem – by powalczyć tam o medale. W Paryżu nastąpiło bokserskie przełamanie za sprawą Julii Szeremety. W USA w 2028 roku warto byłoby pójść o kolejny krok dalej. ZOBACZ RÓWNIEŻ Święto sportu w Kielcach. Jak odbudował się polski boks olimpijski Michał Cieślak mistrzem świata w boksie! Pas dostał… bez walki „Zabiję go. Po prostu go zabiję”. Muhammad Ali, Joe Frazier i nienawiść Fot. Newspix Artykuł Cztery medale Polaków na ME w boksie. Jak oceniać ten występ? pochodzi z serwisu weszlo.com. Artykuł Cztery medale Polaków na ME w boksie. Jak oceniać ten występ? pochodzi z serwisu weszlo.com.."
Polecane przez InfoHub
Oferta Specjalna

Skorzystaj z szybkich pożyczek bankowych dostępnych wyłącznie online – wypełnij wniosek w kilka minut i otrzymaj decyzję bez wychodzenia z domu. Dzięki przejrzystym warunkom i konkurencyjnym oprocentowaniu możesz zrealizować swoje potrzeby finansowe bez zbędnych formalności. Pamiętaj, ostateczne warunki zależą od dostawcy.

Kliknij i sprawdź polecaną ofertę

Analiza

Mistrzostwa Europy w boksie w Sofii 2026 zakończyły się dla Polski z dorobkiem czterech brązowych medali, co w kontekście obecnej dynamiki sportu walki staje się zarówno sukcesem, jak i sygnałem do refleksji. Kadra, szkolona pod kierunkiem Tomasza Dylaka od początku roku, miała ambitne cele – cztery medale były traktowane jako minimalny próg sukcesu, jednak brak złotych i srebrnych krążków wzbudza dyskusję o potencjale polskiego pięściarstwa w perspektywie igrzysk olimpijskich w Los Angeles 2028. W tle sytuacji pojawiają się kontrowersje proceduralne, jak sprawa Fabiana Urbańskiego, czy kontuzje kluczowych zawodników, takich jak Jakub Straszewski czy Jakub Domurad, które wyeliminowały ich z rywalizacji. Dodatkowo, przypadki defektów sportowców do reżimów autorytarnych, jak ujawniony ostatnio przez byłego mistrza Polski, rzucają cień na stabilność kadry i warunki pracy w polskim boksie. Kobieca reprezentacja, mimo że zdobyła dwa medale w kategoriach olimpijskich, nadal pozostaje w cieniu męskiej kadry, co w kontekście rosnącej popularności sportów walki wśród kobiet w Europie wydaje się niedoszacowaną szansą. Aktualne trendy wskazują na wzrost zainteresowania boksem olimpijskim, co może przynieść Polsce szansę na lepsze wyniki w przyszłości, jednak wymaga to systematycznej pracy nad eliminacją błędów proceduralnych i kontuzjami, które ostatnio osłabiają polską szansę na medale.

🔥 Złapane przez Łowcę Okazji
Oferta

4F Spodenki treningowe szybkoschnące męskie 4F x Robert Lewandowski - turkusowe XXL

89,99 zł Zniżka: -40%
Sprawdź promocję ➔

Kontekst i Tło

Wyniki polskiego boksu na ME 2026 potwierdzają, że mimo rosnącej liczby talentów w sportach walki, polska kadra nadal boryka się z problemami strukturalnymi, które uniemożliwiają osiąganie medali wyższego gabaritu. Brązowe medale, choć godne uznania, nie wystarczą w perspektywie olimpijskiej, gdzie konkurencja jest jeszcze bardziej zacięta. Kobieca sekcja, mimo sukcesów, nie jest w pełni wykorzystywana, co może stać się strategicznym błędem w kontekście rosnącej roli kobiet w sportach olimpijskich. Kontrowersje proceduralne i defekty sportowców dodatkowo osłabiają wizerunek polskiego boksu, co może odstraszać młodych talentów. W dłuższej perspektywie, sukces na igrzyskach w Los Angeles 2028 będzie zależał od skutecznego zarządzania kadrami, eliminacji kontuzji oraz stworzenia stabilnego środowiska dla zawodników, które nie będzie narażone na polityczne i proceduralne zawirowania.

Komentarz Redakcji

Polski boks na ME 2026 to klasyczny przypadek, kiedy talent nie jest wystarczającym warunkiem sukcesu. Kontuzje, procedury i defekty zawodników pokazują, że strukturalne problemy w polskim sporcie walki są głębsze niż brak złotych medali. Jeśli chcemy liczyć się na arenie olimpijskiej, należy zacząć od naprawy podstaw, a nie tylko od szukania nowych talentów.

ℹ️ Nota od wydawcy: Powyższy nagłówek pochodzi z oficjalnych kanałów RSS. Sekcje "Analiza" ,"Kontekst" oraz "komentarz" są generowane przez AI w celu przybliżenia tematu.
Oferta Promocyjna Polecana oferta

🔥 Podobne tematy

SPORT

Maja Chwalińska: Jak trener obalił mit o przewidywalności i rewolucjonizuje tenisową scenę

SPORT

Xavi w Holandii: Jak debiut Hiszpana zmienia losy Oranje po katastrofie w Katarze

SPORT

FEN 63: Kruk vs Sowiński w nieoczywistej walce wieczoru – co zmieniła zmiana formuły?

SPORT

Robert Lewandowski wzywa do reformy WF – polskie dzieci w kryzysie

FLASH
🔥 INFODEAL
Nowość! Złap parę z okazją cenową!
🔥 ŁOWCAOKAZJI
Bądź na bieżąco! Wszystkie najlepsze promocje w jednym miejscu!!
Łowca Okazji Aktywny Upolowaliśmy nowe promocje!